Reklama

Komisja Europejska utrudnia dostęp do pieniędzy

Komisarz Janusz Lewandowski położył na stół projekty rozporządzeń wykonawczych do budżetu Unii 2014-2020. Polska nie będzie mogła już korzystać z systemu, który pozwalał wymieniać projekty, które nie spełniały kryteriów przyjętych przez Komisję Europejską na inne, poprawne. O tym, że stracimy zakontraktowane pieniądze, gdy zdarzy się wpadka, mówi prof. Danuta Huebner.

Obserwator Finansowy: Teraz "podmiana" projektów będzie wykluczona. Jaki może być skutek dla Polski i beneficjentów takich zmian?

Reklama

Danuta Huebner: - Zaproponowany przez Komisję Europejską w nowych rozporządzeniach tzw. system korekt netto jest systemem złym. Dotychczasowy system, który umożliwiał państwu członkowskiemu odkrycie nieprawidłowości na poziomie krajowym i zastąpienie projektów niezgodnych z unijnymi normami i przepisami projektami " zdrowymi", był systemem bardziej motywującym. Bruksela zachęcała państwa członkowskie, aby przygotowywały projekty zapasowe, na wypadek, gdyby zgłoszone do Komisji nie mogły być z jakiś powodów realizowane.

- Odejście od tego systemu sprawi, że zniknie motywacja państw członkowskich do naprawiania własnych błędów. Kolejnym następstwem tego rozwiązania może być radykalne pomniejszenie się tzw. kopert narodowych. Odbędzie się to z fatalnym skutkiem końcowym dla odbiorców finalnych, czyli beneficjentów. Należałoby się zatem dobrze zastanowić, czy proponowany system jest dobrym rozwiązaniem z punktu widzenia unijnych priorytetów oraz tworzenia projektów. Czy obcinając państwom fundusze osiągniemy wzrost gospodarczy w Unii?

Eksperci ostrzegają, że system korekt netto sprawi również, że państwa członkowskie, bojąc się definitywnej utraty unijnych środków z powodu błędów beneficjentów, będą ich drobiazgowo i przewlekle kontrolować. Zamiast ułatwień w dostępie do unijnych pieniędzy czeka nas większa biurokracja i utrudnienia?

- Faktycznie jest to namawianie państw do większej drobiazgowości, co będzie skutkować większą uciążliwością dla beneficjentów. Nie twierdzę, że kontrole nie są potrzebne, ale przeprowadzane w nadmiarze mogą blokować działania i zniechęcać beneficjentów do sięgania po unijne fundusze. Kolejne zagrożenie polega na zmniejszeniu skłonności banków do udzielania beneficjentom kredytów. Ta skłonność była dotąd ściśle uzależniona od gwarancji uzyskania unijnej dotacji. Obawiam się, że ten nowy instrument, jakim jest system korekt netto może wyrządzić więcej złego niż dobrego. Trzeba to jeszcze dobrze przemyśleć i zastanowić się nad regulacjami, które będą dla beneficjentów korzystniejsze.

- Na razie to są tylko projekty rozporządzeń, które trafiły z Komisji do Parlamentu. Będziemy nad nimi pracować. To będą jedne z poważniejszych dyskusji, które są przed nami. Według mnie, dyskusja powinna pójść w kierunku tego, jak naprawić dotychczasowy system, który przecież nie jest powiązany z korupcją czy marnowaniem publicznych środków. Jeśli coś nie wychodzi, to musi być szansa naprawienia tego. My z kolei mamy tendencje, aby wszystko od razu analizować, tak, jak to ma miejsce teraz z np. sankcjami finansowymi za niedotrzymanie przez państwa członkowskie wskaźników makroekonomicznych dotyczących wielkości ich deficytu publicznego.

Kolejną gorzką pigułką do przełknięcia dla Polski będzie nowy system zaliczkowy oraz okres kwalifikowalności projektów. Mówiąc wprost, jeśli dany projekt nie zostanie zakwalifikowany przez Komisję do połowy roku (teraz jest do końca roku), zostanie rozliczony dopiero w następnym roku obrachunkowym. To oznacza większe wydatki dla państwa członkowskiego?

- De facto jest to przejście na system, który dotąd funkcjonował w polityce rolnej. On się nie nadaje dla polityki regionalnej. Musimy się zastanowić, czy nie tworzymy konstrukcji bardziej skomplikowanej, która obniży efektywność całej polityki. Wydaje się, że to jest krok w kierunku zmniejszenia efektywności wykorzystania środków unijnych. Poza tym, przy takim rozwiązaniu pojawia się presja czasu, która jest bardzo niekorzystna w przypadku dużych, czasochłonnych projektów.

- Te wszystkie argumenty będą brane pod uwagę przy przyszłych negocjacjach dotyczących projektów. Jesteśmy dopiero na początku rozmów z Komisją, mieliśmy dotąd jedno seminarium z jej przedstawicielami. Skupiliśmy się na kwestiach programowania i strategicznego podejścia oraz niektórych kwestiach związanych z warunkowością, o której już wspomniałam.

Warunkowość, to kolejna nowość, która znalazła się w projektach rozporządzeń. Polskie media ostrzegały o możliwości utraty dotacji w przypadku niedotrzymania przez państwo wskaźników dotyczących deficytu finansów publicznych. Tymczasem dla Polski to zagrożenie utraty dotacji może przyjść z zupełnie innej strony. Mamy problem z implementacją i wdrożeniem ponad 80 unijnych dyrektyw. Jakie kłopoty czekają nas jeśli się szybko z tym nie uporamy?

- Mamy problem nie tylko z wdrażaniem prawa europejskiego, ale też z przestrzeganiem dyrektyw. W przyszłej perspektywie budżetowej akcent dotyczący dostosowania i stosowania prawa unijnego przez państwa członkowskie będzie silniej akcentowany niż dotychczas. Przykładowo, aby otrzymać unijne pieniądze na innowacyjność trzeba będzie dysponować na poziomie regionalnym tzw. strategią "smart specialisation". Warunkowość będzie silniejsza, i w związku z tym mogą się pojawić kłopoty, ale jest jeszcze trochę czasu na nadrobienie zaległości.

- Okresy przejściowe np. dla dyrektyw powodziowych kończą się w 2012 r. Mam nadzieję, że Polska wywiąże się ze wszystkich sowich legislacyjnych zobowiązań. W przeciwnym razie dostaniemy pieniądze pod warunkiem, że w określonym czasie zlikwidujemy zaległości. Jeśli po tym okresie przejedzie do Polski kontrola z Brukseli i okaże się, że warunek ten nie został spełniony, finansowanie może nam zostać zawieszone lub wręcz odebrane. Trzeba się ostro wziąć do pracy, inaczej stracimy duże pieniądze.

Czy zapowiedzi restrykcji ze strony Komisji Europejskiej pod adresem nieuczciwych bankierów oraz pomysł wprowadzenia opłat od transakcji finansowych, które mają zasilić przyszły budżet UE, to zwrot w dotychczasowej polityce Unii wobec banków?

- Nie za bardzo wiem, co Komisja może nowego wprowadzić w zakresie karania bankierów. Takie uregulowania prawne istnieją już przecież na poziomie ustawodawstwa poszczególnych państw. Do tej pory, jako Parlament Europejski, uważaliśmy, że w systemach prawnych poszczególnych krajów członkowskich istnieje wystarczające zabezpieczenie prawne przed nieuczciwymi praktykami.

- Z drugiej strony jednak jest teraz taki moment, kiedy szuka się instrumentów politycznych, aby pokazać opinii publicznej, że utożsamiane z kryzysem instytucje finansowe będą funkcjonowały w innych warunkach prawnych. Pod większą presją i kontrolą społeczną. Również wspomniana przez panią projektowana w rozporządzeniach opłata od transakcji finansowych jest elementem tej strategii: pokazuje ona, że oto sektor, który się przyczynił do powstania kryzysu teraz musi za niego zapłacić. To są rzeczy bardzo dyskusyjne, nad którymi warto się jeszcze dobrze zastanowić, by nie wylać dziecka z kąpielą.

Jeśli tak się jednak stanie - jakie mogą być tego konsekwencje?

- Europa bohatersko zdecydowała, że jeśli nawet grupa G20 opowie się przeciwko temu instrumentowi, to Komisja i tak go wprowadzi. Nie wiem tylko, czy to nie jest strzał w stopę. Dziś, w dobie globalizacji, bardzo łatwo jest przenosić transakcje finansowe w inne regiony świata. Oczekiwanie, że będziemy mieć 57 mld euro dochodów z tytułu opłat od tych transakcji przy jednoczesnym radykalnym ograniczeniu ilości tych transakcji ( będzie obowiązywał zakaz spekulacji - red.), będzie powodować, że te wpływy do UE będą dużo niższe.

- Jestem przeciwna wprowadzaniu takiego instrumentu tylko przez Europę. Oczywiście, będzie to najbardziej ryzykowna operacja dla państw, która mają najbardziej rozwinięte rynki finansowe, jak np. Wielka Brytania. Warto przypomnieć, że kilkanaście lat temu podobne rozwiązanie, jakie chce wprowadzić teraz Komisja, wprowadzono już w Szwecji. Skończyło się wówczas na tym, że cały kapitał stamtąd odpłynął do Wielkiej Brytanii.

Rozmawiała Katarzyna Bartman

Dowiedz się więcej na temat: fundusze unijne | komisja' | Komisja Europejska | budżet UE | Danuta Huebner | tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL