Reklama

Konsumenci zdecydują o dynamice PKB

Choć dane GUS o PKB w ostatnim kwartale zeszłego roku były nieco lepsze, niż oczekiwano, ale nie zmieniają zasadniczo poglądu ekonomistów na to, co dzieje się w gospodarce. A te poglądy są dość różne. Wszystko jednak zależy od tego, czy konsumenci będą chcieli wydawać pieniądze. Na razie je jeszcze mają.

GUS podał w piątek, że nasz PKB wzrósł w ostatnim kwartale zeszłego roku o 3,2 proc. To więcej, niż szacowali ekonomiści na podstawie wstępnych danych rocznych, ogłoszonych wcześniej. Wtedy GUS ogłosił, że w całym zeszłym roku PKB wzrósł o 4 proc. Teraz jednak także te wyliczenia zrewidował, i okazało się, że wzrost wyniósł 4,1 proc. Niby zmiana jest niewielka, ale tchnie z niej optymizm.

- Dane o PKB są delikatnie lepsze. Dobrze, że rewizja nastąpiła w górę, a nie w dół, bo okazuje się, że gospodarka miała się lepiej. Istotnie nie zmieniają jednak postrzegania gospodarki - mówi Interii Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao.

Reklama

Dane GUS nie zmieniają także generalnie poglądów na to, co będzie się działo z gospodarką w tym roku. A co do tego prognozy ekonomistów są dość rozbieżne. Nikt nie spodziewa się szczególnie silnego wzrostu inwestycji, zwłaszcza że pieniędzy z Unii do wykorzystanie w tej perspektywie pozostało coraz mniej, a samorządy mogą mieć kłopoty budżetowe. Choć polski eksport wciąż jest silny, trudno spodziewać się bardzo wysokich wzrostów. A dodatkowo - zamieszał jeszcze koronawirus.

Mało kto z ekonomistów wierzy w 3,7 proc. wzrostu PKB w tym roku, jak rząd to zapisał w budżecie. Nawet analitycy PKO BP obniżyli ostatnio prognozę do 3,5 proc. i jest ona jedną z najbardziej optymistycznych. Pesymiści sądzą, że PKB urośnie sporo mniej niż o 3 proc. Prognoza analityków mBanku wzrostu średniorocznego to zaledwie 2,8 proc. Rozbieżność jest więc spora.

Jedno jest jednak pewne - wszystko zależy od konsumentów, bo jak było przynajmniej przez ostatnie trzy lata wzrost PKB w Polsce oparty jest zasadniczo na konsumpcji. Saldo wymiany handlowej z zagranicą i inwestycje mogą oczywiście trochę wzrost poprawić lub pchnąć w dół, ale to nie będą zasadnicze różnice.

Tymczasem wzrost konsumpcji słabnie z kwartału na kwartał. Jeszcze w drugim kwartale zeszłego roku wzrosła ona o 4,4 proc., w kolejnym - o 3,9 proc., a w ostatnim - o 3,3 proc., jak właśnie ogłosił to GUS. Dodatkowo nastroje konsumentów, które nie są jeszcze wcale złe, spadają systematycznie od października zeszłego roku.     

- Widać, że konsumpcja prywatna dość wyraźnie słabnie, choć wzrost płac pozostawał dość silny. To może być sygnał, że konsumpcja prywatna może zaskoczyć w dół. Jednym z powodów może być inflacja, która będzie zjadała dochody. Drugim jest kwestia koronawirusa i związanych z epidemia decyzji konsumenckich - mówi Interii Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao.

Inflacja w grudniu w skali roku podskoczyła do 3,4 proc., a w styczniu dalej - aż do 4,4 proc. Jeśli pomniejszyć o inflację nominalny wzrost płac (w 2019 roku wyniósł on 6,8 proc.), to pozostaje wielkość, która oznacza poprawę sytuacji w oczach konsumentów. W 2018 roku płace po odjęciu inflacji w polskiej gospodarce wzrosły aż o 5,6 proc. Widać, że konsumenci nie maja powodów, żeby uważać, iż 2019 rok był lepszy od poprzedniego.

- Wciąż mamy zasilanie gospodarstw domowych przez fundusz płac i transfery socjalne, ale to jedna część tego równania. Druga strona to skłonność do zakupów. Duży wzrost konsumpcji mieliśmy przez wiele kwartałów, ludzie kupili dużo pralek, lodówek. Jeśli mają powody do obaw, to odkładają zakupy - mówi Marcin Mrowiec.

"(Nastroje konsumentów) nie miały przełożenia na faktycznie realizowane zakupy. Prawdopodobnie częściowo należy za to winić wzrost oczekiwań inflacyjnych i oszczędności przezornościowych konsumentów" - napisali analitycy mBanku.

O co tu chodzi? Kiedy ceny zaczynają galopować, możemy zareagować na to tak, że robimy zakupy "na zapas", na czasy kiedy będzie "jeszcze drożej i jeszcze gorzej". Tak większość ludzi postępowała w okresie hiperinflacji na przełomie lat 80. i 90. zeszłego stulecia.

Ale konsumenci mogą też postępować inaczej - gromadzić oszczędności na zbliżającą się "czarną godzinę", choć wobec ujemnych realnych stóp procentowych wciąż tracą one na wartości. Na razie większość z nas postępuje właśnie w ten sposób, o czym świadczą strumienie pieniędzy płynących na bankowe rachunki. Tak czy inaczej za osłabienie naszych możliwości konsumpcyjnych odpowiada inflacja i w ten sposób szkodzi całej gospodarce.

Ale do tego wszystkiego wmieszał się jeszcze koronawirus. I powoduje, że sytuacja staje się coraz bardziej niepewna.

- W związku z koronawirusem następuje nakręcanie spirali niepewności. Te procesy rządzą się swoimi prawami, bardziej emocjonalnymi, nie sposób oszacować ich wpływu na gospodarkę. Można oczywiście przyjąć jakieś założenia, ale wynik takich wyliczeń będzie bardziej pochodną założeń, a mniej tego, co dzieje się w rzeczywistości - mówi Marcin Mrowiec.

- Dopóki nie dojdziemy do punktu przełamania, że liczba chorych spada i sytuacja wraca do normalności, nie sposób próbować oszacować wpływu. Jeśli ten punkt nastąpi w miarę szybko, to poza turystyką i częścią usług z nią związanych straty będą do nadrobienia, odwracalne jeszcze w skali roku. Ale jeśli sytuacja będzie trwała dłużej także w sektorze produkcyjnym, więcej łańcuchów dostaw może być przerwanych i nie do odrobienia - dodaje.

Jeśli epidemia koronawirusa szybko się cofnie, także w światowej gospodarce można spodziewać się poprawy. A to także korzystnie wpłynęłoby na polski eksport. Wtedy byłaby szansa na odbicie wzrostu polskiego PKB.  

- Gdyby z otoczenia płynęły dobre wieści, konsument nie miałby powodów się powstrzymywać od zakupów - mówi Marcin Mrowiec.

Jeśli polscy konsumenci będą odczuwać szybki wzrost cen, a koronawirus będzie na dalszą metę straszył - gospodarka może rozwijać się sporo słabiej od oczekiwań.

Jacek Ramotowski

 

 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »