Reklama

Kryzys gazowy już się nie powtórzy?

Parlament Europejski ostatecznie zatwierdził nowe unijne rozporządzenie o bezpieczeństwie dostaw gazu, które ma uchronić UE przed takim kryzysem, jaki wybuchł na przełomie lat 2008 i 2009, gdy dostawy z Rosji zostały odcięte na dwa tygodnie.

- To rozporządzenie jest ważnym krokiem, by sprawić, że każde gospodarstwo domowe będzie miało zapewniony gaz nawet w przypadku zakłóceń w dostawach - oświadczył po niemal jednomyślnym głosowaniu unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger.

Reklama

Podkreślił, że to na krajach członkowskich i firmach gazowych będzie spoczywał ciężar przygotowania na ewentualny kryzys. Gdy zostanie on ogłoszony, na zasadzie solidarności kraje mają udostępniać sobie nawzajem zapasy gazu i przesyłać surowiec dzięki wybudowanym w ciągu trzech lat połączeniom krajowych systemów. Ale interwencja na rynku ma być ostatecznością; to mechanizmy rynkowe i wielomiliardowe inwestycje mają być podstawą obrony przed zakłóceniami.

Przewodniczący PE Jerzy Buzek uznał, że rozporządzenie może przynieść "więcej solidarności w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego i bezpieczeństwa dostaw". - To krok w stronę prawdziwej Europejskiej Wspólnoty Energetycznej - zaznaczył.

- Parlament Europejski proponował bardziej ambitne rozwiązania, tak w zakresie budowy infrastruktury gazowej, jak i zaangażowania politycznego UE w rozwiązywanie kryzysów - przypomniał eurodeputowany PiS Konrad Szymański. Zaznaczył jednak, że "wciąż pozostaje wymierna szansa na unijną politykę energetyczną wobec kryzysów", więc PiS poparł rozporządzenie.

Dla eurodeputowanych PO najważniejsze zapisy to obowiązek przygotowania w ciągu dwóch lat planów prewencyjnych i kryzysowych w każdym państwie, obowiązkowe ogłaszanie stanu kryzysowego na poziomie unijnym, jeśli dwa kraje ogłoszą stan kryzysu, uwzględnianie kryterium ryzyka geopolitycznego przy ogólnej ocenie ryzyka zagrożenia bezpieczeństwa gazowego UE oraz obowiązek dwukierunkowego przesyłu surowca w gazociągach po trzech latach od wejścia rozporządzenia. Ten tzw. rewers zapewni, że w razie odcięcia dostaw z jednego kierunku kraj może liczyć na dostawy z drugiej strony.

- Do tego, by zrealizować postanowienia tego rozporządzenia, potrzeba jednak woli politycznej rządów, a przede wszystkim wysiłku finansowego UE. Bez tych dwóch czynników rozporządzenie może pozostać tylko papierowym tygrysem - powiedział w debacie europoseł PO Bogdan Sonik.

Komisja Europejska będzie mogła ogłosić unijny stan kryzysowy dla regionu dotkniętego przerwami w dostawie gazu albo całej UE już na wniosek jednego kraju. Wykreślono warunek, by zakłóconych było 10 proc. dziennych dostaw do regionu. Na poziomie całej UE (albo w razie konieczności tylko w odniesieniu do danego regionu) KE będzie musiała ogłaszać stan kryzysowy, gdy zwrócą się o to władze dwóch dotkniętych krajów. Nie ma już warunku, by zakłóconych było 20 proc. dostaw (jak w obecnej dyrektywie z 2004 r.).

Podczas kryzysu trzeciego stopnia (zwanego sytuacją zagrożenia) państwa mają pod okiem KE gwarantować wzajemny dostęp do zapasów. W tym celu budowana ma być odpowiednia infrastruktura przesyłowa i magazynowa. Tak jak chciała Polska, kompromis zakłada zwiększenie roli KE przez nowe instrumenty szybkiego reagowania na szczeblu wspólnotowym, jak ciągłe monitorowanie bezpieczeństwa dostaw. KE będzie miała decydującą rolę w zatwierdzaniu krajowych planów działania kryzysowego: będzie mogła domagać się poprawek w ciągu czterech miesięcy, jeśli uzna je za niewystarczające dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego.

Według porozumienia, chronieni odbiorcy (tacy jak gospodarstwa domowe, szpitale, żłobki czy wybrane firmy) będą mieli zagwarantowane dostawy gazu przez 30 dni w przypadku awarii infrastruktury w zwykłych zimowych warunkach; w przypadku skrajnych temperatur przez 7 dni oraz co najmniej przez 30 dni wyjątkowo dużego zapotrzebowania podczas najniższych temperatur. Filozofią nowego rozporządzenia jest lepsze przygotowanie krajów do odcięcia dostaw, tak by w ogóle nie dopuścić do wybuchu kryzysu. Kraje mają być gotowe na skutki zamknięcia ważnej instalacji (np. gazociągu) i być w stanie zrekompensować brak dostaw zapasami albo alternatywną drogą przesyłową, by zagwarantować dzienne maksymalne zużycie (takie, jakie statystycznie zdarza się raz na 20 lat).

Ten wskaźnik definiujący poważne zakłócenia dostaw (nazwany N-1) wymaga powołania w krajach członkowskich organów, które będą stale monitorować sytuację, oceniać ryzyko, przygotowywać plany działań oraz niezbędne inwestycje. Jeśli zużycie gazu wzrośnie, trzeba będzie zwiększyć zapasy albo zagwarantować alternatywne dostawy. To ma sprawić, że dostaw gazu nie będzie już można używać jako politycznego straszaka, bo ich wstrzymanie niczym krajowi nie zagrozi. Zasadą ma być współpraca regionalna, przy czym Polska znalazła się w dwóch wymienionych w rozporządzeniu grupach: z Niemcami, a także w grupie bałtyckiej wraz z Litwą, Łotwą i Estonią.

Przyjęte kompromisowe zapisy zostały wcześniej uzgodnione między sprawozdawcami PE a Radą UE, gdzie reprezentowane są rządy państw członkowskich. Rada ma oficjalnie zatwierdzić rozporządzenie w październiku, tak by mogło wejść w życie przed końcem br.

Dowiedz się więcej na temat: dostawy gazu | kryzys | dostawy | Parlament Europejski | parlament | kryzys gazowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »