Reklama

Lekcje z kryzysu: Islandzki galimatias

W Islandii doszło do absolutnie bezprecedensowego referendum - nie tylko w historii finansów międzynarodowych, ale i w historii świata w ogóle. Otóż, odrzucono układ z państwami-wierzycielami. Na dodatek już zatwierdzony przez parlament.

Ponad 93 proc. głosujących powiedziało "nie". Islandczycy postanowili odrzucić program zwrotu długów wobec Wielkiej Brytanii i Holandii, które powstały z powodu niezbyt przytomnej działalności ich trzech prywatnych banków. W rezultacie nie tylko sektor bankowy ma teraz do czynienia z prawną i polityczną łamigłówką...

Afera IceSave

Reklama

To, co się stało, media nazywają z reguły "aferą IceSave", choć właściwie w październiku 2008 r., miesiąc po spektakularnym upadku amerykańskiego banku Lehman Brothers, który zapoczątkował panikę na nowojorskiej giełdzie i globalny kryzys finansowy, aż trzy największe islandzkie banki prywatne: Glitnir, Kaupthing i Landsbanki stały się niewypłacalne. IceSave był filią tego ostatniego, operującą na rynku brytyjskim i holenderskim. Wszystkie zostały z miejsca znacjonalizowane.

W roku 2006 internetowe reklamy IceSave obiecywały inwestorom 15 proc. zysku (w rzeczywistości między 6,5 proc. a 20 proc. - zależnie od produktu). Bank szybko znalazł więcej zagranicznych klientów niż liczy ludność macierzystej wyspy. Po pęknięciu finansowej "bańki" Islandia, w ramach gwarancji ustawowych, zadeklarowała zwrot wkładów swoim obywatelom, ale odmówiła tego samego klientom zagranicznym. Ich straty prywatne nie mogły - według rządu - zostać pokryte przez islandzkiego podatnika. Na początku 2009 r. Wielka Brytania użyła ustawodawstwa antyterrorystycznego, by zamrozić aktywa Landsbanki i - tak jak Holandia - szybko poratowała własnych obywateli zwracając im całość depozytów.

Oba kraje potraktowały ten zwrot jako pożyczkę udzieloną Islandii. Pod ich presją Rejkiawik zgodził się na układ przewidujący wypłatę niemal czterech miliardów euro do 2024 r. (mniej więcej 15 tys. euro na mieszkańca bez względu na wiek). W grudniu ubiegłego roku islandzki parlament zatwierdził go ustawą, ale prezydent Olafur Grimsson pod wpływem licznych obywatelskich protestów zawetował ją i zgodził się na referendum, które zamieniło się w plebiscyt przeciwko zasadzie "prywatyzacji zysków i socjalizacji strat". Po zwycięstwie "nie" prezydent nie owijał w bawełnę: "Zwykli ludzie, rolnicy, marynarze, lekarze, pielęgniarki i nauczyciele nie chcieli się zgodzić na ponoszenie konsekwencji działań nieodpowiedzialnych bankowców" - powiedział. Jednak dla wielu obserwatorów nie jest to takie proste. Buttonwood, znany felietonista "The Economist" kpił w żywe oczy: "Napisałem do mego banku, że przestaję spłacać moją kartę kredytową. Byłem za, ale zrobiliśmy w domu referendum i moja żona oraz kot głosowali przeciw. Sorry" - stwierdził.

Gigant bankowy na glinianych nogach

Wielkim rzecznikiem deregulacji sektora finansowego wyspy był były dyrektor teatru i późniejszy premier David Oddsson. To on w latach 90. zaczął zapraszać na wyspę wielkiego ideologa neoliberalizmu i zwolennika skrajnej deregulacji Miltona Friedmana. Reykjavik z niemal rewolucyjnym entuzjazmem wszedł na drogę ultraliberalizmu, prywatyzując sektor bankowy w roku 2004. Jednocześnie znacznie ograniczono nadzór nad nim. Potem wszystko poszło podobnie jak w Stanach Zjednoczonych - "bańka" zaczęła rosnąć. Udzielanie kredytów bez wymagania zwyczajowych zabezpieczeń i działalność zagraniczna banków zrobiły z Islandii finansowego giganta: w październiku 2008 r. "napompowane" aktywa banków dziesięciokrotnie przekraczały roczny produkt krajowy brutto wyspy.

W roku 2004 Oddsson odszedł z rządu, by rok później zostać szefem islandzkiego banku centralnego. Po kilku następnych miesiącach islandzkie banki rozpoczęły działalność zagraniczną. Landsbanki stworzył IceSave, który zaczął intensywną reklamę... Bank ściągał kapitały na wyspę. Te pieniądze służyły m.in. poszerzaniu akwizycji w Europie, głównie w Wielkiej Brytanii i Holandii, ekspansja puchła niemal z dnia na dzień, w kontekście "krzyżowych udziałów" między przedsiębiorstwami - jedne posiadały drugie i na odwrót. Jeden z najbogatszych biznesmenów na wyspie, któremu banki przestały udzielać kredytów na kolejne zakupy przedsiębiorstw w Wielkiej Brytanii, po prostu kupił sobie bank, który go następnie kredytował...

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »