Ukryte wzdłuż irańskiego wybrzeża motorówki zostały uznane przez ekspertów wojskowych USA za "szczególnie niebezpieczne". "Ze względu na niewielkie rozmiary i dużą liczbę, mogą być rozproszone. Nie stoją równo w szeregu na otwartym polu, czekając na uderzenie bomby" - wyjaśnia "FT" emerytowany admirał James Stavridis, który podczas swojej służby dowodził amerykańskimi okrętami wojennymi w Zatoce Perskiej.
Eskorta tankowców przez Ormuz. Problemem motorówki
Stwierdził, że motorówki to "problem, z którym naprawdę musimy się zmierzyć". Są "wszędzie", nawet w zatokach i zatoczkach". Aby misja eskorty tankowców się powiodła - argumentuje emerytowany wojskowy - wcześniej należy zlokalizować miejsca, gdzie ukrywane są łodzie motorowe "i postarać się o wystarczający nadzór i dane wywiadowcze".
Wykorzystywanie przez Iran motorówek należy do tzw. asymetrycznego ataku. Jest to strategia wojskowa polegająca na unikaniu bezpośredniego starcia z silniejszym przeciwnikiem. "Financial Times" podkreśla, że Teheran "przygotowywał się do niej od dziesięcioleci". Eksperci wojskowi twierdzą, że pierwszym testem dla obu stron ma być pokonanie przez okręty USA Zatoki Perskiej, aby dopłynąć do wskazanego portu i rozpocząć misję eskorty.
Według byłych urzędników Pentagonu, na jakich powołuje się londyński dziennik, Stany Zjednoczone prawdopodobnie rozpoczną operację eskortową z udziałem stosunkowo niewielkiego konwoju. "Mógłby on składać się z zaledwie dwóch niszczycieli, z których każdy liczyłby około 310 marynarzy i towarzyszył od dwóch do czterem tankowcom" - informuje "FT".
Okręty miałyby być rozmieszczone od siebie w odległości od 2,4 do 3,2 kilometra - wyjaśnia cytowany przez "FT" emerytowany kontradmirał USA Mark Montgomery, który dowodził grupą uderzeniową lotniskowców. Podczas rejsu "jednostki handlowe i wojenne mieszałyby się ze sobą". Celem byłoby zapewnienie, że żaden tankowiec nie znalazłby się między Iranem a amerykańskim okrętem wojennym.
USA szykują eskortę. Eksperci wojskowi sceptyczni
Według byłych admirałów, na których powołuje się brytyjska gazeta, do przeprowadzenia całej operacji eskortowej potrzebnych będzie prawdopodobnie od ośmiu do dwunastu niszczycieli. Aby móc przeciwdziałać atakom rojów irańskich dronów, do eskorty zostaną wykorzystane również samoloty, takie jak myśliwce F-15, F-16 lub F-18, uzbrojone w duży zapas rakiet - informuje "Financial Times".
Przedstawiciele USA zadeklarowali, że eskorty rozpoczną się, gdy tylko będzie to "militarnie możliwe" i "rozsądne". Według byłego urzędnika obrony cytowanego przez "FT", "wysocy rangą dowódcy stwierdzili, że obecnie nie ma odpowiednich warunków do rozpoczęcia operacji eskortowej". "Jakakolwiek operacja w cieśninie Ormuz wymagałaby większych zapewnień, że zagrożenia ze strony Iranu zostaną praktycznie zneutralizowane lub zniszczone" - argumentuje były urzędnik obrony.
"Financial Times" wskazuje, że operacja eskortowa nie rozpocznie się, dopóki USS Tripoli, okręt desantowy z 2200 marines na pokładzie, nie dotrze do regionu z Japonii. Jego przybycie jest spodziewane nie wcześniej niż pod koniec przyszłego tygodnia. Obecnie Stany Zjednoczone dysponują w regionie 14 niszczycielami, z których sześć należy do lotniskowców. "Niszczyciele te uczestniczą w atakach i bronią sił USA w walce, dlatego - w opinii 'Financial Times' - mogą nie być dostępne do misji eskortowych".












