Reklama

Michael Reynolds walczy o świat bez śmieci

"Ludzie są jak stado bezmyślnych i spanikowanych bawołów pędzących na skraj przepaści" - Michael Reynolds ujmuje w prostej, kowbojskiej metaforze rozpaczliwą sytuację ludzkości, tonącej w gigantycznej stercie śmieci. Nie ma jednak sytuacji bez wyjścia. Jego propozycja potraktowania zbędnych odpadów jako podstawowego budulca domostw przyszłości jest przełomem nie tylko w budownictwie, ale również w szeroko rozumianej filozofii życia.

Świat produkuje pełną parą. Tej maszynerii nie można już zatrzymać. Apetyty rosną. Zużywamy, wyrzucamy, ale przeważnie nie zastanawiamy się nad rosnącą na każdym kroku stertą śmieci, w której stoimy po kostki, a czasami wręcz po szyję. Raczej myślimy nad nowym zakupem.

Pobierz: program do rozliczeń PIT

Niestety, ową radość płynącą z hedonistycznej słodyczy konsumowania zakłóca obecność odpadków. Śmieć śmierdzi, jest niechciany, niewygodny. Temat wstydliwy i według powszechnej opinii spisany na straty, niczym łyse opony, które zostawiamy u wulkanizatora, a on z kolei utylizuje je w spalarni. Jednym słowem - "palimy gumę", co można rozumieć dosłownie, a także - nawiązując do młodzieżowego slangu - w przenośni, gdzie zwrot ten oznacza po prostu ucieczkę.

Reklama

Wizja wojownika

Michael Reynolds zamiast uciekać, postanowił zmierzyć się z problemem jak prawdziwy wojownik. Swoją walkę z "bezmyślnością bawołów" rozpoczął z końcem lat sześćdziesiątych. Jak przystało na hipisującego młodzieńca, obrał pokojowe metody. Był architektem z powołania. W 1969 roku uzyskał dyplom na uniwersytecie w Cincinnati, przeprowadził się do miasteczka Taos w stanie Nowy Meksyk i nie zwlekając zabrał się do pracy.

Dla Reynoldsa współczesne mu budownictwo było barbarzyństwem popełnianym w stosunku do przyrody - inwazja betonu, marnotrawstwo materiałów, drogie i toksyczne zachcianki architektów. Na każdym kroku zdawał się widzieć jedynie bezsensownie prowokujący design, który w jego mniemaniu tworzył ekskluzywne trendy pozorujące tani i wygodny styl życia. Jak dziś wspomina, przełom w jego myśleniu nastąpił po zobaczeniu w telewizji wstrząsającego reportażu o gwałtownym rozprzestrzenianiu się aluminiowego śmiecia, głównie puszek po piwie i innych napojach. W jednej sekundzie wszystko mu się objawiło - przyszłość zarówno jego, jak i całej ludzkości.

Earthship Biotecture - tym tajemniczym mianem ochrzcił swoją wizję radykalnie zrównoważonego budownictwa, gdzie ludzka bytność nie koliduje z przyrodą, wręcz wykorzystując efekty uboczne ludzkiej egzystencji. Przewodnią ideą budowli typu Earthship jest pełna samowystarczalność - podobnie do statków kosmicznych, które są w stanie przetrwać w każdych warunkach.

Reynolds uznał, że odpadki jak puszki z piwa, czy zużyte opony samochodowe mogą z powodzeniem sprawdzić się jako budulec, bez konieczności wcześniejszego recyklingu, który z technologicznego punktu widzenia nie należy do procesów prostych ani tanich.

Czysty odzysk

Postanowił dokonać odzysku w czystej postaci. Jedynym zabiegiem zamieniającym puszkę piwa w pełnowartościowy budulec była jej uprzednia kąpiel. Długo nie czekając, w 1972 roku, Reynolds zakupił dwadzieścia akrów ziemi nieopodal Taos i wraz z grupą kilku przyjaciół zbudował piramidę do medytacji z pustych, wymytych puszek piwa. Stanowiły one swego rodzaju cegły zatopione w glinianej zaprawie. Technika, którą zastosował, w dużej mierze opierała się na starożytnych metodach budowy lepianek Indian Anasazi.

Pomimo początkowego zamieszania, jakie swoją ekscentrycznością wywołały śmieciowe budowle Reynoldsa w świecie architektury, szybko zostały one przebite ostrzem krytyki akademickich autorytetów. Zbulwersowały również poważnych budowlańców, dla których beton jest podstawą wszelkiego gospodarowania ludzką przestrzenią. Nie zraziło to jednak młodego wówczas adepta ekologicznej architektury, wręcz przeciwnie - utwierdziło go tylko w słuszności dokonanego wyboru.

Na początku lat osiemdziesiątych domy typu Earthship, czyli kosmicznie wyglądające ziemianki, zdobyły względną popularność. Nie były to - jak można by było przypuszczać - wyłącznie surowe chaty, lecz całoroczne domy wyposażone w alternatywne źródła energii, jak, zyskujące obecnie na popularności, panele słoneczne. Głównymi zainteresowanymi byli ludzie z wyższych kręgów, dla których Earthship stał się jednym z wielu kaprysów.

Dla innych, nielicznych entuzjastów, architektura Reynoldsa była formą sztuki odnoszącą się do idei found object (obiektu znalezionego). Historia wykorzystania śmieci w sztuce sięga pierwszej połowy XX wieku, czyli czasów dadaizmu i surrealizmu.

Wśród celebrytów, którzy zlecili wykonanie osobliwej budowli znaleźli się m.in. Dennis Weaver, czy inny hollywoodzki aktor Keith Carradine, który zamówił u Reynoldsa wykonanie olbrzymiego Earthshipa o powierzchni trzynastu tysięcy stóp kwadratowych. Inwestycja ta kosztowała go, bagatela!, półtora miliona dolarów.

Fala porażek

Niestety, wkrótce po fali mniejszych i większych sukcesów, los architekta-eksperymentatora został naznaczony czarną serią niepowodzeń. Rozpoczęło się od z pozoru niewinnych reklamacji - że dach przecieka, że wentylacja nie działa tak, jak powinna... Jednak na tym się nie skończyło.

Kilku zamożnych nabywców złożyło pozew do sądu przeciwko młodemu architektowi, który został przyparty do muru przez "najskuteczniejszych w mieście" adwokatów. Stanowy Urząd Architektury uznał, że domy projektu Reynoldsa są niebezpieczne dla zdrowia mieszkańców, a co więcej zostały nielegalnie wybudowane. Po roku urzędowej szarpaniny Michael Reynolds dobrowolnie zrzekł się uprawnień architekta.

Po raz kolejny nie oznaczało to złożenia broni w walce o ekologicznie przyjazne budownictwo. Nie minęły dwa lata, jak na swojej posiadłości stworzył unikatowe laboratorium architektoniczne, gdzie przez kolejne dwadzieścia pięć lat pracował nad doskonaleniem śmieciowej technologii budowy domów.

Wspanialszy świat

Do dziś - znacznie poszerzając zakres odpadowych materiałów budowlanych oraz wyposażenie domów w nowoczesne, alternatywne systemy energetyczne, wykorzystujące energię słoneczną, wodę deszczową, wiatr, czy ogrzewanie geotermalne - udało mu się stworzyć samowystarczalne domy, które można zaadoptować w każdym zakątku kuli ziemskiej. Nie było to łatwe, bo jak sam wspomina, prawie został posłany do więzienia i kilka razy zbankrutował.

'Byłem żonaty pięć razy. Były momenty, kiedy łzy płynęły mi po policzkach, a ja zastanawiałem się, z czego będę żył... Kiedy patrzę trzy dekady wstecz, widzę, że dwadzieścia lat mojej energii włożyłem w walkę, by zacząć robić to, co chciałem" - przyznał kiedyś.

Pomimo ciężkich doświadczeń nie stał się szalonym, samotnym architektem walczącym z wiatrakami. W 1994 roku z jego inicjatywy powstała pierwsza kolonia Earthshipów - Greater World Community (Wspólnota Wspanialszego Świata). Jest to wyjątkowa społeczność o statusie jednostki samorządowej, niezależnie stanowiącej prawo na terenie kilkuset hektarów. Priorytetem wspólnoty jest "zapewnienie społeczeństwu bezstresowej egzystencji przez redukcję ekonomicznych barier, dzięki samowystarczalnemu, w pełni ekologicznemu stylowi życia".

W obrębie kolonii zabronione jest wiercenie studni oraz podpinanie domów do jakiejkolwiek sieci - prądu, gazu, czy kanalizacji. Greater World Community, jak zapewnia jej twórca, ma na celu "zademonstrowanie światu, jak powinien radzić sobie z problemami współczesnej cywilizacji, która ignorując środowisko naturalne wyklucza możliwość wszelkiej harmonii wewnętrznej".

Wprowadzają słowo w czyn, poza ufundowaniem w Stanach Zjednoczonych kilku kolonii żyjących zgodnie z ideą Wspanialszego Świata (m. in. STAR, R.E.A.C.H.), Michael Reynolds stworzył zespół niezwykłych budowlańców, którzy podróżują po świecie pomagając potrzebującym. Do tej pory pomagali bezdomnym, którzy z dnia na dzień utracili swoje domostwa z powodu naturalnych kataklizmów - na wyspie Andaman w Indiach, zmasakrowanej przez tsunami w 2005 roku, w Hondurasie dotkniętym trzęsieniem ziemi, czy na zgliszczach Nowego Orleanu po powodzi w 2005 i w następnym roku, po tragicznym w skutkach spotkaniu z huraganem "Katrina", kiedy to brakowało wszystkiego, poza śmieciami.

Wszystkie swoje doświadczenia i cały światopogląd Reynolds opisał w pięciu książkach, a trzy lata temu angielski dokumentalista Olivier Hodge zrobił o nim dokumentalny film biograficzny pod tytułem - "Garbage Warrior" ("Śmiecio Wojownik").

Przeciw marnotrawstwu

Dopóki Michael Reynolds był postrzegany jako społecznie bezproduktywny, w opinii większości będąc dziwakiem czy odmieńcem, dopóty pozostawał w cieniu zainteresowania, a nawet został niejako zmuszony do banicji na swoją osobliwą, teksańską farmę.

Zapomniany i odrzucony, dopiero dzięki swej charytatywnej, proekologicznej działalności, po długich latach wytężonej pracy, wrócił do łask, czego zwieńczeniem była w 2007 roku pełna rehabilitacja w zawodzie architekta na mocy decyzji Amerykańskiego Instytutu Architektury.

Stale rosnąca popularność Earthship równa kilku tysiącom konstrukcji na całym świecie (także w Europie, gdzie pierwszy egzemplarz został wybudowany w 2007 roku w miejscowości Ger we Francji), choć wskazuje kierunek możliwych zmian i ulepszeń w funkcjonowaniu współczesnych społeczeństw, nie znosi ciągle aktualnego pytania o kondycję ludzką: czy istnieje realna szansa zaprzestania globalnego marnotrawstwa i nadużywania zdrowia ziemskiej planety?

Michał Mądracki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »