Reklama

Nie zabraknie paliw na długi weekend

Problemy z dostawami rosyjskiej ropy rurociągiem Przyjaźń powinny zostać rozwiązane w ciągu tygodnia - dwóch, ale nawet gdyby miały potrwać dłużej, paliwa na stacjach nie zabraknie. Krajowe rafinerie kupują ropę drogą morską, dysponują też zapasami, które wystarczą na kilka tygodni - ocenia Dawid Piekarz, ekspert Instytutu Staszica, w przeszłości wieloletni rzecznik PKN Orlen.

- Wydaje się, że jest to problem czysto techniczny. Ktoś po prostu nie dopilnował warunków technologicznych. Nie ma sygnałów, by sytuacja ta mogła mieć tło polityczne - powiedział Piekarz w rozmowie z Interią.

Według eksperta, wkrótce wszystko powinno wrócić do normy. - Myślę, że tydzień, dwa potrwa odpompowanie zanieczyszczonej ropy z rurociągu i zastąpienie jej surowcem pełnowartościowym - ocenia.

Zakłócenia w dostawach nie będą miały przełożenia na krajowy rynek paliw ze względu na odpowiedni poziom dywersyfikacji dostaw. W przypadku PKN Orlen już ok. 50 proc. ropy pochodzi spoza Rosji. Pozostałe wolumeny koncern sprowadza drogą morską z różnych zakątków globu, w tym z Norwegii, Angoli, Nigerii i Arabii Saudyjskiej.

Reklama

Również Lotos dywersyfikuje zakupy. W zeszłym roku około 30 proc. surowca spółka kupiła poza Rosją, przerabiając w tym czasie szesnaście gatunków ropy - z Morza Północnego, Bliskiego Wschodu, Ameryki Północnej i Afryki Zachodniej. Dodatkowo Lotos posiada rafinerię nad samym morzem, w Gdańsku, co daje mu spore możliwości zakupowe.

Piekarz podkreśla, że Polska jest w stanie w pełni zaopatrzyć się w surowiec drogą morską. Poza tym same zapasy operacyjne koncernów wystarczą na kilka tygodni. - Ta sytuacja pokazuje, że jesteśmy dobrze przygotowani na wszelkie zawirowania wywołane problemami technicznymi, politycznymi, ekologicznymi czy zagrożeniami terrorystycznymi - mówi.

Białorusini zapowiedzieli już, że będą się domagać od Rosji odszkodowania za straty poniesione z tytułu dostaw ropy nie spełniającej norm jakościowych. Dawid Piekarz nie spodziewa się, by zaistniała sytuacja obciążyła kosztowo polskie koncerny. Czy mimo to strona Polska może domagać się rekompensaty od dostawcy? - Wszystko zależy od tego, jak jest sformułowany kontrakt. Niewykluczone, że w przypadku przerwania ciągłości dostaw z winy sprzedającego można się o tego typu rekompensatę ubiegać. Ale należy się odwoływać wyłącznie do warunków kontraktowych, bo strat realnych raczej nie będzie - mówi ekspert.

W Polsce nie zabraknie paliwa, mimo zbliżającego się sezonu zwiększonego zapotrzebowania na benzynę czy olej napędowy w długi weekend majowy. - Nie mamy się czego obawiać. Mamy do czynienia z technologicznym incydentem, którego skutków przeciętny polski kierowca nie odczuje - zapewnia Piekarz. Rynek uspokajają również koncerny, które zapewniają, że na stacjach paliw nie będzie żadnych deficytów.

Czy powinniśmy dalej zwiększać dostawy z innych niż wschodni kierunków? Według Piekarza jest jeszcze przestrzeń do działania na tym polu dla Lotosu. Z kolei Orlen osiągnął już optymalny poziom, choć możliwe są zmiany proporcji. - Chodzi o to, by cały proces spinał się pod względem bezpieczeństwa, ekonomii, ale i efektywności, czy aktualnych potrzeb w zakresie miksu produktowego. Tego typu procesy należy przeprowadzać rozsądnie, mając na uwadze wszystkie te czynniki - powiedział ekspert.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »