Reklama

Nielegalny handel zepsutymi jajkami. Trafiają na nasze stoły

Odświeżanie jaj, zmiana terminu ich przydatności, przerabianie przeterminowanych jaj na masę do ciast i tortów. Dla widzów o mocnych nerwach: przerabianie na masę jaj przeznaczonych do wylęgarni, w których zarodek obumarł.... Te jajka trafiają na sklepowe półki, przygotowywane są z nich lody, ciasta, makaron, majonez!

Jak w praktyce wygląda produkcja jaj, które trafią na nasz stół? Tematem zajęliśmy się po spotkaniu z przedsiębiorcą, który przez wiele lat funkcjonował w szarej strefie przemysłu dostarczającego rocznie na rynek kilkaset tysięcy ton cenionego w całej Europie towaru.

Reklama

- Im mniejsza firma, tym większy przekręt. W Oldarze praktycznie każda rzecz, na każdym etapie, śmierdzi - zapewnił nas informator i wskazał średniej wielkości zakład przetwórczy, który - jego zdaniem - jak w soczewce skupia patologie występujące na polskim rynku.

To firma, która skupuje jaja z ferm, a po oznakowaniu i zapakowaniu dostarcza je do sklepów i supermarketów. Produkuje też z jaj płynną masę używaną później m.in. przez cukierników i producentów makaronu. By sprawdzić na własne oczy szokujące sygnały, nasi reporterzy zatrudnili się w zakładzie.

Pracę zaczynamy od kwestii formalnych czyli od książeczki sanepidowskiej. Wyniki badań zawarte w niej gwarantują, że pracownik nie jest nosicielem groźnych, zakaźnych chorób. Tymczasem kierowniczka magazynu wprost zaproponowała naszym reporterom kupno przez internet fałszywego dokumentu.

- W zależności jak chce ją pan robić. Czy chce ją pan robić normalnie czy nienormalnie. To na Gumtree, czy te inne, i pan ma - mówi kierowniczka magazynu i dodaje: - Dla mnie to jest ważne, żeby była jak najszybciej.

Wreszcie trafiamy do magazynu.

Jednym z pierwszych zadań zleconych naszym reporterom było sfałszowanie daty przydatności do spożycia partii jaj, których nie udało się sprzedać w terminie.

Źródło: x-news

- Termin przydatności jaj jest 28 dni. Magiczna sztuczka i odświeżanie jajek. Delikatnie odrywasz i w to samo miejsce wbijasz tę datę. Cuda! - mówi pracownik: - My jesteśmy jak Harry Potter. Tylko on dotykał różdżką, a my palcem. I jest już zmiana. Świeże jajko.

Pracownicy magazynu przez kilka godzin zmieniali etykiety na tysiącach jajek. Nielegalny zabieg przedłużał ich termin ważności o kolejne kilka tygodni.

- O tym decyduje kierownik. Jak jest chu... data, idziesz do kierownika: Co ja mam tu zrobić? Wypie..., przemetkować, przedatować, wywieźć?". Jego decyzja jest. To już latami idzie. Nie skarżą się - usłyszał nasz reporter. Po kilku godzinach nowego pracownika przyszła zobaczyć na hali produkcyjnej pani prezes firmy. Na odbywający się tam proceder nie zareagowała. My natomiast całość rejestrowaliśmy ukrytymi kamerami.

O komentarz do nagrań zarejestrowanych w przetwórni poprosiliśmy dr Małgorzatę Korzeniowską, która na co dzień zajmuje się bezpieczeństwem żywności, szczególnie mięsa i jaj.

- Takie praktyki są absolutnie niedopuszczalne. Jajo, które przekracza barierę 28 dni powinno powrócić do zakładu pakującego. Może zostać przekazane do zakładu przetwórczego i zostać przerobione w odpowiednich warunkach procesowych i higienicznych na masę jajową, póki jeszcze się do tego nadają - wyjaśniła dr Małgorzata Korzeniowska, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu.

Od momentu zniesienia przez kurę, przechowywane w suchych i chłodnych pomieszczeniach, jajko jest przydatne do spożycia przez 28 dni. W tym czasie może być zjedzone lub przetworzone. Po upływie terminu jajko nadaje się tylko do zniszczenia.

Gdy nasi koledzy pracowali w przetwórni, próbowaliśmy sprawdzić kolejne informacje. Informator powiedział nam o olbrzymiej szarej strefie nielegalnych handlarzy, którzy poza nadzorem służb sanitarnych masowo skupują i wprowadzają na rynek jajka, które nigdy nie powinny trafić na nasz stół.

- Funkcjonują na rynku, nie są pod nadzorem weterynaryjnym. Są w wolnej strefie. To są duzi gracze - mówi nasz informator i opisuje nielegalne praktyki: - U nich po prostu topi się towar, który musiałby być zutylizowany i to na dużą skalę. To są jajka z ferm reprodukcyjnych, które hodują kury na jajka z przeznaczeniem do wylęgarni. Jeśli zarodek się nie rozwija, to jajko jest odrzucone. To jest odpad, który powinien być utylizowany. A on trafia na rynek. Zabiera to handlarz, który gdzieś się z tym udaje. Handlarz kseruje jakiekolwiek dokument identyfikacyjny. I to już w zupełności wszystkim wystarczy.

Zdaniem naszego informatora, jaja odpadowe z wylęgarni kurcząt skupują działający na czarnym rynku handlarze, którzy sprzedają nielegalny towar zakładom produkującym masę jajeczną używaną m.in. do produkcji lodów, makaronów i ciast. Przedstawiając się jako właściciele cukierni, którzy potrzebują tanich jaj do produkcji ciast, nawiązaliśmy kontakt z jednym z handlarzy. Formalnie prowadzi on niewielką piekarnię.

- Potrzebuję dwie niskie palety jaj po światełku - zamawia nasza reporterka.

- To liczymy po 13 (groszy). Wysyłam młodemu zamówienie - przyjmuje handlarz.

W branżowym języku handlarzy, naświetlane jaja z wylęgarni, które powinny trafić na śmietnik, nazywane są "czarnymi" lub "po światełku". Ich sprzedawcy - ostrożni i wietrzący podstęp - umówili się na spotkanie, by sprawdzić nowego odbiorcę.

- To są olbrzymie pieniądze. Busiarz (handlarz) jest w stanie zarobić sam, w pojedynkę na ML-a (mercedesa) w ciągu roku. Budują się budynki, fortece - przyznaje nasz informator.

Po rozmowie z naszą reporterką sprzedawcy nabrali do niej zaufania. Po kilku dniach przekazali nam nielegalny towar.

Wszystkie jaja kupione od handlarzy miały czarne stemple świadczące o tym, że nie są przeznaczone do jedzenia. Przekazaliśmy je do zbadania specjalistom ze Szkoły Głównej Gospodarstwa-Wiejskiego.

- Te jaja na pewno nie nadają się do jedzenia, są to jaja wylęgowe. Tu mamy przykład że zarodek zamarł w 15 dobie, tuż przed wykluciem. Tutaj mamy przykłady, że zarodki zamarły w 7, 8 dobie. To jest odpad, który powinien być zutylizowany - powiedział prof. Jan Niemiec, szef Katedry Szczegółowej Hodowli Zwierząt.

Zszokowany wynikiem naszej prowokacji, profesor poprosił o ocenę zagrożenia zdrowia w wypadku zjedzenia takich jaj swojego kolegę, specjalistę od chorób ptaków.

- Bakterie w czasie inkubacji mogą się namnażać do ilości zagrażającej zdrowiu człowieka. Jeśli kupiliście to jako cukiernia, to ktoś bardzo naruszył przepisy. Jeżeli to sprzedał, to jest czyste przestępstwo - dodaje prof. Piotr Szeleszczuk, szef Zakładu Chorób Ptaków SGGW.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »