Reklama

Niemiecka gospodarka powoli odbija się od dna

Wskaźnik Menadżerów Zakupów rośnie, choć nie sygnalizuje ożywienia gospodarki, co jeszcze potrwa. Niemniej strefa euro może mieć wkrótce najgorsze za sobą. Największym zagrożeniem jest likwidacja miejsc pracy.

Dzięki otwarciu w maju wielu sklepów i fabryk, niemiecka gospodarka spowolniła swoje rekordowo złe notowania spowodowane pandemią COVID-19. Indeks Menadżerów Zakupów - sektora przemysłowego i sektora usług - wzrósł z historycznie niskiego poziomu w kwietniu wynoszącego 17,4 pkt, do obecnego poziomu 31,4 pkt.
Ciągle jeszcze jest to jednak druga, najniższa wartość wskaźnika PMI w historii badań zapoczątkowanych w 1998 r., poinformował Instytut IHS Markit, powołując się na sondaż przeprowadzony w ponad stu przedsiębiorstwach. Ekonomiści spodziewali się większego wzrostu do 34,1 pkt. 

Jeszcze gorsza sytuacja w Europie

Reklama

Barometr sygnalizuje wzrost koniunktury dopiero od 50 pkt. - Wyniki sondażu niweczą wszelkie nadzieje na szybkie ożywienie niemieckiej gospodarki po rozluźnieniu ograniczeń związanych z pandemią - powiedział ekonomista IHS Markit Phil Smith. - Chociaż spowalnianie gospodarki nie następuje tak szybko jak w zdominowanym ograniczeniami, poprzednim miesiącu, powrót do normalnego funkcjonowania i ponowny wzrost są nadal bardzo odległe - dodał Smith.

Koronakryzys trzyma w szachu całą strefę euro. Chociaż wskaźnik menedżerów zakupów dla Europejskiej Unii Walutowej wzrósł z 13,6 do 30,5 punktu, to jednak pozostał on również znacznie poniżej 50 punktu. - W maju strefa euro nadal odnotowywała załamanie wyników gospodarczych, chociaż wyniki sondażu dostarczają zachęcających sygnałów, że dno kryzysu jest już za nami - powiedział główny ekonomista IHS Markit Chris Williamson. Produkt krajowy brutto (PKB) może spaść w obecnym, drugim kwartale o bezprecedensowe 10 procent w porównaniu do pierwszego kwartału 2020.

Pobierz darmowy program do rozliczeń PIT 2019

Co najmniej jeszcze jeden krach

Utrzymujące się złe nastroje w niemieckiej gospodarce wskazują, że w drugim kwartale grozi jej rekordowy spadek. Ekonomiści Deutsche Bank przewidują spadek PKB o 14 proc. - co byłoby największym spadkiem w historii Republiki Federalnej Niemiec. W pierwszym kwartale PKB spadł o 2,2 proc., co stanowi drugi, największy spadek od czasu zjednoczenia Niemiec.

Światło na końcu tunelu?

Instytut Badań Gospodarczych w Halle (IWH) spodziewa się, że od drugiej połowy roku nastąpi tendencja wzrostowa. W trzecim kwartale wzrost PKB może osiągnąć 10,7 proc., podał magazyn "Wirtschaftswoche", powołując się na IWH, który ocenił około 160 różnych wskaźników.

Warunkiem jest jednak, że nie będzie drugiej fali pandemii i sytuacja dalej będzie się normalizowała. - Jeżeli życie społeczne znów zacznie się toczyć zwykłym trybem, prywatna konsumpcja może nieco pobudzić gospodarkę - powiedział magazynowi wiceprezes IWH Oliver Holtemöller. Ale trwałe ożywienie gospodarcze jest możliwe dopiero wtedy, gdy ożywi się również handel zagraniczny.

Niemieckie przedsiębiorstwa znowu zgłaszały w maju brak nowych zamówień. Osłabieniu uległa również działalność eksportowa. Z tego powodu już trzeci miesiąc z kolei likwidowane są miejsca pracy. - Ponieważ oczekuje się, że popyt jeszcze przez jakiś czas pozostanie poniżej normalnego poziomu, przedsiębiorstwa nadal w niepokojącym stopniu redukują zatrudnienie - stwierdził Phil Smith z IHS Markit. - Skala redukcji zatrudnienia jest w długoterminowej perspektywie największym zagrożeniem - podsumował ekonomista.

(Reuters / sta), Redakcja Polska Deutsche Welle

Dowiedz się więcej na temat: gospodarka Niemiec | koronawirus

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »