Reklama

Niemiecka prasa krytycznie oceniła szczyt klimatyczny w Warszawie

Niemiecka prasa krytycznie oceniła zakończony w weekend szczyt klimatyczny ONZ w Warszawie. Wytknęła brak konkretnych rezultatów spotkania, a Polsce, jako gospodarzowi, zbyt małe zaangażowanie oraz dymisję ministra środowiska Marcina Korolca w czasie obrad.

"Czas ucieka" - ostrzega "Sueddeutsche Zeitung", podkreślając, że mimo dramatycznych zdjęć z Filipin, Sardynii i USA konferencja w Warszawie "wlokła się w nieskończoność". "Można zwątpić, obserwując, jak wspólnota państw wlecze się od konferencji do konferencji, mimo pozostawianych przez kataklizmy śladów zniszczenia i cierpienia" - czytamy w komentarzu opublikowanym w poniedziałek na łamach największej opiniotwórczej gazety niemieckiej.

Zamiast uznać ochronę klimatu za priorytet, kraje lawirują, tak jak robiły to zawsze - krytykuje autor komentarza, zaznaczając, że "pomimo tego Warszawa nie zakończyła się fiaskiem".

Reklama

Jak zauważa, można uznać za cyniczny ten aspekt międzynarodowej polityki klimatycznej, pozwalający ocenić jako postęp to, że udało się uniknąć regresu. "Japonia, Australia i Polska próbowały wszystkich metod, by zakłócić przebieg konferencji. Przynajmniej w tym nie odniosły sukcesu. To słaba pociecha, ale pozwala mieć nadzieję (na przyszłość)" - czytamy w "SZ".

Nadzieja dotyczy roku 2015, gdy w Paryżu zostanie podjęta ostatnia wielka próba zawarcia globalnej umowy klimatycznej. Jeżeli Paryż ma zakończyć się sukcesem, to zainteresowane kraje muszą od zaraz zwiększyć wysiłki, a przede wszystkim zatroszczyć się o Indie i Chiny, które w Warszawie nie zajęły konstruktywnego stanowiska. "Czas ucieka. Jeśli Paryż skończy się fiaskiem, to bezpowrotnie umknie nam" - konkluduje "Sueddeutsche Zeitung".

Zdaniem "Frankfurter Allgemeine Zeitung" szczyt klimatyczny w Warszawie od początku obradował "pod złą gwiazdą". Jak wylicza komentator, najpierw Japonia poinformowała, że zwiększy zamiast zmniejszyć emisję CO2, potem Australia oświadczyła, że klimat nie jest dla niej ważny. Szkodliwe było także wyrzucenie przez rząd polski ministra środowiska właśnie wtedy, gdy jako prezes szczytu szczególnie potrzebował wsparcia, by doprowadzić do kompromisu - czytamy w "FAZ".

Gazeta zaznacza, że dotychczasowy schemat, według którego Zachód płaci za to, że inne kraje gotowe są do kompromisu, przestaje funkcjonować. Tłumaczy, że niektóre kraje o wschodzących gospodarkach są bogatsze niż tradycyjne kraje uprzemysłowione. "Ten stan rzeczy musi znaleźć odzwierciedlenia w negocjacjach" - pisze "FAZ". Zdaniem komentatora apele do UE i Niemiec, by uczynić więcej dla klimatu, nie powinny zostać wysłuchane, dopóki inne kraje nie są gotowe do wiążących zobowiązań. "Sama UE nie może uratować klimatu" - stwierdza "FAZ".

"Die Welt" pisze natomiast o "minimalnym postępie", krytykując, że najważniejsze punkty na drodze do umowy klimatycznej pozostały otwarte.

"Gospodarz (szczytu) Polska zaprezentował zgodnie z oczekiwaniami pozbawiony ambicji występ" - ocenia "Die Welt". Komentator wytyka gospodarzom, że wykorzystali konferencję do usprawiedliwienia ogromnego zużycia węgla, a nawet zorganizowali równolegle szczyt branży węglowej. "Premier Donald Tusk zdymisjonował podczas drugiego tygodnia konferencji z powodu wewnętrznych sporów ministra ochrony środowiska Marcina Korolca, który sprawował funkcję przewodniczącego konferencji. To był wyraźny sygnał, świadczący o tym, jakie znaczenie ten szczyt miał dla politycznych władz w Polsce" - konkluduje "Die Welt".

"Szczytem absurdu" - nazywa warszawskie spotkanie "Berliner Zeitung". "Konferencja zakończyła się fiaskiem" - pisze komentator, zwracając uwagę, że nie wiadomo, jak miałby funkcjonować tzw. mechanizm warszawski, za pomocą którego kraje emitujące największe ilości CO2 miałyby płacić odszkodowanie za skutki zmiany klimatu krajom rozwijającym się. "Nikt nie wie, jak to wszystko ma funkcjonować. Nie ustalono niczego" - stwierdza "Berliner Zeitung".

Natomiast bliska partii ekologów Zieloni gazeta "Tageszeitung" pisze o "słabym promyku nadziei". "Zaufanie między państwami jest nadwyrężone, niemal wszystkie kraje mają na krótką metę inne problemy niż ochrona środowiska. Wiele państw zrozumiało dopiero teraz, co oznacza umowa o prawdziwej ochronie klimatu i broni się przed tym" - czytamy w "TAZ".

Nadziei redakcja upatruje w fakcie, iż polityka nauczyła się radzić sobie z takimi szczytami. Chiny zabiegają o zielone rynki przyszłości, prezydent USA ryzykuje konflikt z lobby węglowym, w wielu częściach świata energia z odnawialnych źródeł stała się tańsza od kopalin - pisze komentator, zaznaczając, że niemiecki zwrot w polityce energetycznej może być wzorem. Czy to wystarczy, by w 2015 roku doszło do podpisania dobrej umowy klimatycznej, zależy od tego, czy społeczeństwa i gospodarka zdołają wywrzeć większa presję na politykę - zaznaczono.

COP19 w Warszawie miał położyć podwaliny pod nowe globalne porozumienie klimatyczne, które ma zostać zawarte w Paryżu w 2015 r. Ma ono zastąpić protokół z Kioto, w którym przede wszystkim państwa najbardziej rozwinięte zadeklarowały redukowanie emisji gazów powodujących efekt cieplarniany. Ponieważ nie obejmował on m.in. Chin, to Stany Zjednoczone nigdy go nie ratyfikowały.

Delegaci na COP19 po blisko dwóch tygodniach obrad uzgodnili w sobotę wieczorem, że co roku kraje rozwinięte mają przeznaczać na walkę ze zmianami klimatu co najmniej 10 mld dol. ze środków publicznych tak, by zmobilizować do tego samego środki prywatne i w efekcie od 2020 r. dysponować kwotą rzędu 100 mld dol. rocznie.

Do ostatniej chwili trwały uzgodnienia ws. mechanizmu "loss and damage". Ostatecznie uzgodniono, że obejmie on nie tylko działania adaptacyjne do zmian klimatu, ale też skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Szczyt przyjął także osłabiony dokument ws. harmonogramu prac nad globalnym porozumieniem planowanym na 2015 r. Państwa nie zostały zobowiązane do ustalenia celów redukcji emisji CO2, a jedynie swój wkład w globalną politykę klimatyczną.

Z Berlina Jacek Lepiarz (PAP)

- Portugalska prasa negatywnie ocenia wynik szczytu klimatycznego w Warszawie, wśród niewielu pozytywów wylicza porozumienie w sprawie długoterminowego finansowania, szczególnie tzw. Zielonego Funduszu Klimatycznego.

Osiągnięte na zakończenie konferencji klimatycznej porozumienie określane jest jako "słabe", "kruche" i "niewystarczające". Większość portugalskich mediów uważa, że w stolicy Polski zaprzepaszczono szanse na ambitną globalną umowę klimatyczną.

W ocenie "Publico", opiniotwórczego dziennika w Portugalii, szczyt warszawski pokazał słabość polityki ekologicznej dużych, rozwiniętych gospodarek, np. Japonii, Australii czy Kanady.

"Kanada nie zmniejszyła emisji gazów cieplarnianych. Japonia tłumaczyła trudności w redukcji tych emisji (...). Natomiast Australia nie dość, że nie obniżyła poziomu emisji, to do Warszawy nie wysłała żadnego ministra" - odnotował "Publico".

Z kolei czołowy tygodnik Portugalii "Expresso" zwraca uwagę na burzliwy przebieg obrad szczytu. Odnotowuje, że pierwszy raz w historii duża grupa działaczy pozarządowych organizacji ekologicznych opuściła konferencję klimatyczną przed zakończeniem jej obrad.

Tygodnik zwrócił uwagę na niewielkie ograniczenia emisji gazów, na jakie zgodzili się w Warszawie uczestnicy konferencji. W ocenie tygodnika wynik szczytu jest równie słaby, jak rezultat osiągnięty w Kopenhadze w 2009 r.

Największa portugalska organizacja ekologiczna Quercus oceniła porozumienie z Warszawy jako słabe i nieadekwatne do dwutygodniowego wysiłku negocjacyjnego COP19.

W komunikacie przesłanym do portugalskich mediów władze Quercusa podkreślają, że wynik konferencji jest "frustrujący" i "może przyprawiać o rozczarowanie". Jednym z nielicznych pozytywów, na jaki wskazuje organizacja ekologów jest uzyskane w Warszawie porozumienie na temat długoterminowego finansowania, szczególnie tzw. Zielonego Funduszu Klimatycznego.

Quercus odnotował, że podczas konferencji w Warszawie Portugalia była wskazywana jako przykład dobrze rozwiniętego gospodarczo kraju, który mimo kryzysu inwestuje w redukcję emisji gazów cieplarnianych. Organizacja przypomniała, że zajmuje już trzecie miejsce pod tym względem wśród najbardziej rozwiniętych gospodarek świata.

COP19 w Warszawie miał położyć podwaliny pod nowe globalne porozumienie klimatyczne, które ma zostać zawarte w Paryżu w 2015 r. Ma ono zastąpić protokół z Kioto, w którym przede wszystkim państwa najbardziej rozwinięte zadeklarowały redukowanie emisji gazów powodujących efekt cieplarniany. Ponieważ nie obejmował on m.in. Chin, to Stany Zjednoczone nigdy go nie ratyfikowały.

Delegaci na COP19 po blisko dwóch tygodniach obrad uzgodnili w sobotę wieczorem, że co roku kraje rozwinięte mają przeznaczać na walkę ze zmianami klimatu co najmniej 10 mld dol. ze środków publicznych tak, by zmobilizować do tego samego środki prywatne i w efekcie od 2020 r. dysponować kwotą rzędu 100 mld dol. rocznie.

Do ostatniej chwili trwały uzgodnienia ws. mechanizmu "loss and damage". Ostatecznie uzgodniono, że obejmie on nie tylko działania adaptacyjne do zmian klimatu, ale też skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Szczyt przyjął także osłabiony dokument ws. harmonogramu prac nad globalnym porozumieniem planowanym na 2015 r. Państwa nie zostały zobowiązane do ustalenia celów redukcji emisji CO2, a jedynie swój wkład w globalną politykę klimatyczną.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »