Reklama

Norwegia z elektrycznym napędem

Samochody na prąd w tej samej cenie co konwencjonalne? To jest możliwe tylko w kraju mającym najwyższe cła, a tym samym ceny aut w Europie. Dzięki ulgom w cłach elektryczne pojazdy stanowią już 3 proc. wszystkich sprzedawanych.

Najtańsze samochody w Norwegii to Skoda Fabia, Opel Corsa i Fiat Punto kosztujące 160 - 190 tys. koron (92 - 110 tys. zł). Prawie tyle samo kosztują elektryczne Mistubishi i-Miev i Citroen C-Zero, a na najpopularniejszego z elektrycznych aut Nissana Leaf trzeba wydać tyle co na benzynowego Forda Focusa - 225 tys. koron (130 tys. zł).

Reklama

Auto elektryczne zwolnione jest z opłat celnych i dlatego w stosunku do benzynowych konkurentów staje się tanie. Jego właściciel otrzymuje też wiele atrakcyjnych przywilejów, jak bezpłatne parkowanie, zwolnienie z pobieranych od początku lat 90. opłat za wjazd do miast oraz możliwość jazdy buspasem. Podatek drogowy w przypadku samochodu benzynowego to 3500 koron rocznie (2000 zł), natomiast od elektrycznego zaledwie 450 (260 zł). Państwo dynamicznie rozbudowuje sieć stacji szybkiego ładowania, a firmy sprzedające samochody oferują bezpłatną lawetę gdy zabraknie prądu. Dlatego Norwegowie kupili już 8 tys. elektrycznych samochodów, a tylko we wrześniu 2012 r. sprzedano ich 583 z czego 257 to Nissany Leaf.

Samochody te są kupowane głównie przez rodziny posiadające również większy samochód konwencjonalny lecz używany na dłuższe trasy. Elektryczne kupują jednak coraz częściej osoby samotne dojeżdżające codziennie do pracy.

- Od kiedy kupiłem auto elektryczne skończyły się moje codzienne problemy. Nie dość że nie stoję w korkach, bo jadę buspasem, to nie muszę odwiedzać znienawidzonej stacji benzynowej. Teraz koszt dzienny paliwa - pełne ładowanie to 16 koron (9 złotych) czyli prawie tyle samo ile kosztuje litr benzyny, a w dodatku parkuję za darmo przez cały dzień w centrum miasta. Zasięg 120 - 150 km zupełnie mi wystarcza do codziennej jazdy - mówi Jon Henriksen dojeżdżający codziennie 30 km do pracy w Oslo.

- Norwegowie kupują setki samochodów elektrycznych miesięcznie natomiast w Szwecji w sumie cała dotychczasowa sprzedaż to 500 sztuk. Jak widać, aby ten napęd stał się popularny potrzebna jest wola państwa, ulgi i udogodnienia. Norwegia pokazuje nam kierunek - ocenił Bertil Molden prezes szwedzkiego stowarzyszenia sprzedawców samochodów Bil Sweden.

Jak elektryk jeździł "elektrykiem"...

Norweski minister środowiska Bard Vegar Solhjell jest zadowolony - nasz eksperyment się udał i napęd elektryczny, drogi w innych krajach stał dostępny dla przeciętnego kierowcy i jak widać jest pożądany.

Zbigniew Kuczyński

Dowiedz się więcej na temat: samochody elektryczne | napęd | na prąd | Norwegii | motoryzacja | Norwegia | ceny aut | tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »