Reklama

Norweskie biegaczki nie otrzymują żadnych premii finansowych

Norweskie biegaczki narciarskie nie otrzymują za zdobyte medale olimpijskie i mistrzostw świata żadnych premii finansowych od swojej federacji ani od ministerstwa sportu, lecz nie narzekają. Zdają sobie sprawę z tego, ile warte jest zwycięstwo w prestiżowej imprezie.

- Taka jest już tradycja. Wolimy przeznaczyć pieniądze na stypendia dla obiecujących młodych zawodników. Medale z kolei dają możliwość zawierania indywidualnych kontraktów sponsorskich. Głodne wilki lepiej polują, a dobre rezultaty przynoszą im pieniądze - podkreślił dyrektor norweskiego centrum sportu wyczynowego Olympiatoppen Jon Aambo.

Najlepszym przykładem jest Therese Johaug, która jeszcze trzy lata temu żyła skromnie, z dochodem wynoszącym połowę średniej krajowej pensji w Norwegii, i mieszkała w wynajmowanej kawalerce w Trondheim. Jej sytuacja zmieniła się po zwycięstwie w biegu na 30 kilometrów techniką dowolną podczas mistrzostw świata w Oslo w 2011 r. W spektakularny sposób pokonała swoje dwie najgroźniejsze rywalki Marit Bjoergen i Justynę Kowalczyk, a jej ucieczka i niespożyta energia doprowadziły kibiców na wzgórzu Holmenkollen do ekstazy.

Reklama

Nagrodą były osobiste gratulacje od króla Norwegii Haralda V, a od norweskiej federacji narciarskiej i ministra kultury i sportu podziękowania i uścisk dłoni. Nie wiedziała, że jej bieg śledził w telewizji Peter Fiers, właściciel austriackich biznesowych linii lotniczych MapJet.

Natychmiast skontaktował się z menedżerem Norweżki i jesienią 2011 r. Johaug podpisała swój pierwszy kontrakt sponsorski o wartości 2 mln koron rocznie (250 tys. euro), który teraz w październiku został przedłużony na kolejne dwa lata i pozwoli biegaczce zarobić łącznie milion euro.

Fiers powiedział, że był to czysty przypadek. - Wróciłem ze spaceru z psem, usiadłem na kanapie, włączyłem telewizor i z wypiekami obejrzałem ostatnie minuty transmisji z Oslo. Widziałem ten rozentuzjazmowany tłum, tysiące norweskich flag i zbliżenia twarzy drobnej, uśmiechniętej blondynki z dwoma warkoczykami. Czułem, że jestem świadkiem ważnego wydarzenia, narodzin gwiazdy. Zafascynowała mnie energia i autentyczna radość tej dziewczyny i od razu wiedziałem, że bardzo chcę, aby została twarzą moich linii lotniczych.

Umowa z MapJet była pierwszym kontraktem w karierze Norweżki i jest do dzisiaj największa, lecz teraz, jak mówi jej menedżer Joern Ernst, sponsorzy stoją w kolejce i można spośród nich wybierać.

W dwa i pół roku po spektakularnym medalu status finansowy Johaug bardzo się zmienił. Kupiła apartament w najdroższej dzielnicy Oslo, czyli Holmenkollen, zaledwie kilkaset metrów od linii mety słynnego biegu, a jej majątek, według danych urzędu skarbowego, po zapłaceniu podatków, wynosi już dwa miliony euro.

Jej sąsiadką jest multimedalistka olimpijska i świata Bjoergen, której majątek jest dwa razy większy. Przykładem największego "głodnego wilka" może być wielokrotny mistrz świata Petter Northug, którego nowy kontrakt z siecią spożywczą Coop to trzy miliony euro rocznie, nie mówiąc już o Red Bullu i innych.

Zbigniew Kuczyński

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »