Reklama

Nowa złota recepta dla świata

O złocie mówi się bardzo dużo, głównie w związku z kolejnymi rekordami notowań. Ostatnio głośno zrobiło się o nim w innym kontekście. Miałoby ono znów stać się podstawą finansowego ładu na świecie. Do tej pory tego typu pomysły brzmiały jak financial fiction. Do czasu, gdy niedawno do poważnego rozważenia powrotu do złotego standardu zachęcił Robert Zoellick, prezes Banku Światowego.

Nieoczekiwane stwierdzenie Roberta Zoellicka o tym, że warto całkiem poważnie zastanowić się nad jakąś formą powrotu do złota, jako punktu odniesienia, czy raczej "podparcia", podobnie, jak miało to miejsce w przeszłości, pojawiło się w całkiem nieprzypadkowym momencie. Bezpośrednio odnosiło się ono do bardzo gorącej ostatnio kwestii walutowej wojny. Ale tak naprawdę, zdaje się za nim stać przesłanie, mówiące o konieczności zastanowienia się nad ustaleniem nowego porządku finansowego świata, który już jakiś czas temu zupełnie oderwał się od jakiejkolwiek gospodarczej rzeczywistości.

Reklama

Przecież zjawisko, które określamy mianem wojny walutowej, świadczy o wkraczaniu globalnego kryzysu finansowego w kolejną fazę. Być może najbardziej niebezpieczną, o największym zasięgu i najpoważniejszych skutkach.

W fazę, w której napięcia przenoszą się na najwyższy, międzynarodowy, w pełni globalny poziom. I pewnie nastał już czas, by po trzech latach od jego "narodzin", poważnie porozmawiać na temat wprowadzenia mechanizmów, które spowodują, że finansowy świat będzie kręcić się jak należy, a nie wirować bez opamiętania własnym rytmem.

Kryzys, część piąta

By dostrzec naturę, specyfikę oraz skalę kryzysu, z którym mamy obecnie do czynienia, nie ma potrzeby sięgania ani do historycznych analogii, ani akademickich rozważań. Wystarczy obserwować, jak się uwidocznił i w jaki sposób się rozwija.

On sam zdaje się mówić nam o sobie bardzo wiele. Zaczęło się dość niewinnie i raczej lokalnie. Spadek cen nieruchomości w Stanach Zjednoczonych i narastające kłopoty ze spłatą kredytów przez tych, którzy nigdy nie powinni ich dostać, uruchamiają lawinę i ujawniają coraz bardziej, na jak kruchych podstawach budowany był trwający ładnych kilka lat boom.

Faza pierwsza to amerykański rynek nieruchomości. Staje się jasne, że to co się na nim stało, było możliwe dzięki agresywnej polityce kredytowej banków. I one, jako drugie w kolejności, doświadczyły działania stworzonego przez siebie mechanizmu. W tej drugiej fazie kryzysu mieliśmy okazję obserwować w najbardziej spektakularny sposób, jak działał świat instytucji finansowych i jak mocno ten świat jest zglobalizowany.

Żadna inna epidemia nie rozprzestrzeniała się po świecie tak szybko i skutecznie, jak zaraza niczym niepohamowanego ryzyka i osiągania zysku za wszelką cenę. W tej fazie wydawało się, że kryzys nie wyjdzie poza sferę finansów i że da się go opanować ratując banki bądź uwalniając od toksycznych aktywów, bądź zasilając pieniędzmi.

Choć sięgnięto po broń zupełnie niekonwencjonalną, taką jak ignorowanie rynkowej wyceny aktywów, znajdujących się w bilansach banków oraz przejmowanie przez państwo kontroli nad prywatnym bankami w kraju, który stanowił ikonę wolnej gospodarki i prywatnej własności, ostatecznie niezbędna okazała się dostawa potężnych ilości pieniędzy. To pomogło większości banków przetrwać, ale nie ożywiło sparaliżowanego rynku kredytowego.

Firmy, pozbawione niemal zupełnie możliwości finansowania zewnętrznego, zaczęły błyskawicznie popadać w kłopoty. Załamał się także popyt konsumpcyjny. W trzeciej fazie kryzys finansowy uderzył więc w całkiem realną gospodarkę na szczeblu mikro. Nie trzeba było zbyt długo czekać, by ujrzeć, jak w czwartej odsłonie, kryzys ujawnia się na poziomie całych gospodarek poszczególnych państw. Na pierwszy ogień poszły te najsłabsze i najbardziej finansowo niezdyscyplinowane.

Te największe cierpią podobnie, jednak są zbyt duże, by upaść i pożyczono im zbyt dużo pieniędzy, by dopuścić do ich bankructwa. To, co obserwujemy obecnie, czyli wojnę walutową i zaczątki wojen handlowych, wskazuje najwyraźniej, że kryzys wchodzi w fazę piątą, w której o przetrwanie będą walczyć ze sobą gospodarki poszczególnych państw. I choć już wcześniej zdawano sobie sprawę, że podstawową przyczyną i źródłem kryzysu nie jest bezmyślność i pazerność banków komercyjnych, lecz polityka banków centralnych, z amerykańskim na czele, to teraz jest to widoczne w jeszcze bardziej jaskrawy sposób.

Dowiedz się więcej na temat: złoto | kryzys | Robert Zoellick | złota | świata | nowym | kredyt | zloto | świat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »