​Nowe informacje o Nord Stream 1 podbiły ceny gazu

Gazowej karuzeli ciąg dalszy. Od środy 27 lipca Gazprom jeszcze bardziej ograniczy przepływ gazu przez Nord Stream 1, do 20 proc. przepustowości połączenia. Informacja ta automatycznie przełożyła się na rynek gazu - jego ceny na rynku spotowym wzrosły do 2 tys. dol. za tysiąc metrów sześciennych.

Od środy przez gazociąg pompowane będzie do 33 mln gazu dziennie. Koncern tłumaczy, że odłącza kolejną turbinę na planowany remont. To oznacza, że wolumen dostaw tą trasą będzie niższy niż przez Ukrainę, gdzie tłoczone jest ok. 42 mln m sześc. gazu dziennie. Od połowy czerwca, z powodu postoju dwóch turbin w tłoczni Portowaja, Rosjanie zmniejszyli przepływ do 40 proc. Normalnie Portowaja powinna mieć sześć pracujących turbin, z czego pięć powinna pompować gaz, a jedna stanowić "gorącą rezerwę". Od środy pozostaną już tylko dwie.

Turbina remontowana ostatnio w zakładzie Siemensa w Kanadzie wraca już do Rosji, ale po drodze pojawia się sporo barier, począwszy od sankcji, jakie Kanada nałożyła na Rosję, poprzez kłopoty z dokumentacją. Gazprom domagał się dodatkowych dokumentów, by zapewnić, że zwrot turbiny nie narusza sankcji kanadyjskich, unijnych i brytyjskich. Spółka 25 lipca otrzymała licencję eksportową od Siemens Energy, pozwalającą na naprawę, konserwację i transport pięciu kolejnych turbin Portowaja z Kanady do końca 2024 r.

Gazprom wciąż nieusatysfakcjonowany

Jak podaje "Kommiersant", dokument nie odpowiada jednak rosyjskiej firmie, ponieważ "nie usuwa wcześniej zidentyfikowanych zagrożeń" i stawia dodatkowe pytania, na przykład o "sankcje UE i Wielkiej Brytanii". Rozmówcy rosyjskiej gazety tłumaczą, że koncern domaga się całkowitego wyeliminowania zagrożeń związanych z sankcjami, które mogłyby wpłynąć na dostawy turbin do Federacji Rosyjskiej. Czego oczekuje? Firma chce otrzymać oficjalne wyjaśnienie Komisji Europejskiej, że transport turbin gazowych do Rosji przez unijne kraje nie jest zabroniony.   

Reklama

Tymczasem Siemens Energy uważa, że turbina może być natychmiast przetransportowana do Rosji. Tłumaczy, że na początku zeszłego tygodnia władze niemieckie dostarczyły Siemens Energy wszystkie niezbędne dokumenty do eksportu turbiny do Federacji Rosyjskiej. - Gazprom o tym wie - podał Siemens.

Turbina miała popłynąć promem z niemieckiej Lubeki do Helsinek 23 lipca, a stamtąd drogą lądową zostać przetransportowana do Federacji Rosyjskiej, jednak ze względu na brak niezbędnych dokumentów nie było to możliwe. Maszynę, która wciąż znajduje się w Niemczech, można będzie wysłać do Rosji w połowie tygodnia, pod warunkiem, że Gazprom prześle odpowiednie dokumenty niezbędne do kontroli celnej.

Trudne przygotowania do zimy

Cytowany przez "Kommiersanta" Ivan Timonin z Vygon Consulting szacuje, że od połowy czerwca, gdy wolumen przesyłanego gazu spadł do 69 mln m sześc. dziennie, europejskie magazyny, uwzględniając bieżące pobieranie z nich gazu, były uzupełniane dziennie średnio o 383 mln metrów sześciennych, ich napełnienie wzrastało o 0,35 proc. dziennie. Po dalszym ograniczeniu tłoczenia dynamika uzupełniania magazynów w sierpniu prawdopodobnie spadnie do 346 mln m sześc., czyli 0,32 proc. pojemności na dobę, chyba że państwa unijne zdecydują się na ograniczenie zużycia gazu.

Według najświeższych informacji, kraje unijne osiągnęły porozumienie polityczne w sprawie zmniejszenia zapotrzebowania na gaz przed nadchodzącą zimą. Takie informacje przekazała prezydencja czeska w Unii Europejskiej. W ramach bezpieczeństwa energicznego państwa zgodziły się na zmniejszenie zapotrzebowania o 15 proc.

Ceny gazu na rynku spotowym szaleją

Perturbacje na rynku gazu prowadzą do dalszych wzrostów jego cen w Europie. Na spocie tysiąc metrów sześciennych kosztuje już ponad 2 tys. dol. Tymczasem dzień wcześniej było to 1,85 tys. dol. Od początku tego miesiąca średnia cena wynosiła 1,71 tys. dol.

Jak podaje "Financial Times", handlowcy spodziewają się, że europejskie ceny gazu pozostaną na wysokim poziomie również w kolejnych latach ze względu na utrzymujące się napięcia w dostawach. Jeszcze kilka dni temu ceny gazu w kontraktach na 2023 rok wynosiły 134 euro, a w kontraktach na 2024 r. 82 euro za MWh. Tymczasem do zeszłego lata ceny błękitnego paliwa przez ponad dekadę utrzymywały się na Starym Kontynencie na poziomie poniżej 40 euro za MWh.

Ratunkiem LNG, ale trzeba czasu

Vincent Demoury, sekretarz generalny Międzynarodowej Grupy Importerów Skroplonego Gazu Ziemnego, uważa, że kryzys skończy się dopiero wówczas, gdy podpisane zostaną kolejne długoterminowe umowy na dostawę LNG od eksporterów takich jak USA lub Katar, co zmniejszyłoby zależność Europy od drogiego rynku spot. Nie jest to jednak proste, producenci LNG są w trakcie inwestycji, które mają zwiększyć ich potencjał eksportowy. Dodatkowa istotna podaż widoczna byłaby w 2026 roku.

Inwestują m.in. USA i Katar. Wydatki samego Kataru na zwiększenie mocy o 40 proc. pochłoną prawie 30 mld dol. Planowane oddanie do użytku nowej infrastruktury to koniec 2025 r., a osiągnięcie pełnych zdolności - przełom 2026 i 2027 r.

Monika Borkowska

Zobacz również: 


INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: energia | gaz | Gazprom | Rosja | ceny gazu
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »