Reklama

Oligarcha spoza układów

Magnit (magnes) jest największym niepaństwowym pracodawcą w Rosji. Biznes który nie pokonał ani kryzys gospodarczy, ani ostatnie zachodnie sankcje.

Czy w Rosji można zostać miliarderem, nie przyjaźniąc się z Władimirem Putinem, a przynajmniej bez poważnego wsparcia Kremla? W energetyce lub przemyśle ciężkim jest to oczywiście wykluczone, jednak w handlu poszczęściło się jednemu outsiderowi. To wyjątek, który tylko potwierdza regułę, jest jednak na tyle interesujący, że warto mu się bliżej przyjrzeć.

To chyba nie przypadek, że nietypowy krezus nie rezyduje w Moskwie ani w Sankt Petersburgu, lecz w południoworosyjskiej metropolii Krasnodarze.

Nisza to podstawa

Siergiej Nikołajewicz Arutiunian (po ślubie przyjął nazwisko żony: Galicki) urodził się 14 sierpnia 1967 r. w Łazariewskim. Ukończył wydział ekonomii na krasnodarskim uniwersytecie. Nabrawszy doświadczenia w sektorze bankowym, w 1994 r. założył swoją pierwszą firmę - dystrybutora zachodnich kosmetyków Transazję.

Reklama

Cztery lata później przerzucił się na wielobranżowy handel. W 2000 r. powstała dyskontowa marka Magnit (magnes), która po sześciu latach weszła na moskiewską giełdę. Biznesu nie pokonał ani kryzys gospodarczy, ani ostatnie zachodnie sankcje. Galicki w wywiadzie dla Bloomberg News tłumaczy, że tajemnica jego sukcesu to zagospodarowanie niszy, której istnienia nie domyślali się sowieccy planiści. Przedsiębiorca ubiegł rywali, którzy odgrażali się brutalnymi pogróżkami. W latach 90. biuro firmy zostało ostrzelane z granatnika przez lokalną mafię, a pod jego drzwiami pewnego dnia wylądował... wieniec pogrzebowy.

Milczenie jest złotem

Miliarder przyznaje, że w życiu przydaje mu się twardy kark, a także umiejętność trzymania języka za zębami. Nigdy nie próbował kariery politycznej, nie da się go namówić na komentarz do działań rządu. W sierpniu br. Galicki powiedział dziennikarzowi strony sports.ru, że obserwuje życie publiczne z sofy, przegryzając popcorn. "Czasem tylko kucam, żeby nie dać się zastrzelić" - dodaje. Skupia się na kontroli operacji swojej firmy, która w 2001 r. miała 150 sklepów, a cztery lata później - już 1 500. Obecnie jest ich 9 020. Szacunkowy koszt uruchomienia jednego wynosi 150 000 dol. Poniesione wydatki zwracają się po trzech latach. Zatrudniają ponad 240 000 ludzi, co czyni Magnit największym niepaństwowym pracodawcą w Rosji.

Mistrz zarządzania

Londyński analityk kapitałowy Mattias Westman uważa, że Magnit jest także wzorem zarządzania w tym kraju. Będąc świadomym zagrożeń korupcyjnych, Galicki testuje swoich podwładnych wykrywaczami kłamstwa. Aby zredukować koszty, Magnit posługuje się własną flotą 6 000 ciężarówek. Firma może się poszczycić także oprogramowaniem własnego pomysłu, które pomaga ustalić harmonogram dostaw w różnych strefach czasowych. Nie dziwi więc epitet "rosyjskiego Wal-Martu", aczkolwiek bogacz z Krasnodaru nie przypomina jego skąpego założyciela Sama Waltona. Uważa, że ludzie, którzy nie umieją korzystać z nagromadzonego kapitału, nie są godni zaufania.

Mecenas sportu

W 2006 r. Galicki zwrócił na siebie uwagę kupnem czerwonego Ferrari. Nabytek nie przeistoczył się w kolekcjonerską pasję, a dziś miliarder preferuje prywatny odrzutowiec marki Embraer i 105-metrowy jacht. Dużą część swojej fortuny przeznaczył na finansowanie klubu piłkarskiego FK Krasnodar, którym zainteresował się w 2008 r. Trzy lata później klub trafił do rosyjskiej ekstraklasy, zastępując rozwiązany Saturn Ramienskoje. Wśród jego wynagradzanych za dobre wyniki luksusowymi zegarkami zawodników są piłkarze z trzech kontynentów, m.in. były obrońca warszawskiej Legii Artur Jędrzejczyk.

Galicki sam próbował sił w tej dyscyplinie sportu, co może tłumaczyć jego zaangażowanie w założenie akademii piłkarskiej przy klubie. Jej adepci w ramach programu szkolenia uprawiają szachy, aby potem na boisku wykazywać się nie tylko siłą i zręcznością, ale i sprytem. To także odbicie młodzieńczych zainteresowań sponsora, który osiągnął nawet jeden z niższych poziomów mistrzowskich. Premier Liga stanowi do pewnego stopnia odzwierciedlenie hierarchii oligarchów. Krasnodarowi udało się już pokazać miejsce w szeregu m.in. zarządzanemu przez Leonida Fieduna z Łukoilu Spartakowi Moskwa.

Widoki na przyszłość

Według stanu na wrzesień majątek Galickiego jest wart 12,3 mld dol. Daje mu to ósme miejsce na liście najbogatszych Rosjan. W 2013 r. przychody Magnitu przewyższyły zyski jego najgroźniejszego rywala - będącej własnością znanego z rynku paliw i telekomunikacji Michaiła Fridmana Retail Group Five. Krasnodarska firma jest już też przedsiębiorstwem handlowym o największej wartości w Europie. Wcześniej liderem tej klasyfikacji było dobrze znane w Polsce brytyjskie Tesco.

W kolejnych latach znaczenie Magnitu może jeszcze wzrosnąć. O ile bowiem Tesco kontroluje ponad jedną czwartą brytyjskiego handlu detalicznego, o tyle biznes Galickiego zaspokaja potrzeby jedynie 6 proc. Rosjan. Detal naszego wschodniego sąsiada jest tak zdecentralizowany, że pięciu największych graczy zapełnia jedynie 21 proc. rynku. W Wielkiej Brytanii i Niemczech odpowiedni współczynnik to 60 i 70 proc. W 2018 r. Magnit chce mieć 12 000 zwykłych sklepów, 650 hipermarketów i 450 placówek sprzedaży kosmetyków. Na razie Galicki może cieszyć się z udanego zastąpienia dostawców z Unii Europejskiej firmami z Turcji i Serbii. Zresztą już wcześniej tylko 8 proc. sprzedawanych przez niego produktów pochodziło z Zachodu.

dr Kordian Kuczma

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »