Reklama

OZE - kosztowne zielone certyfikaty

Uchwalona wczoraj przez sejm poselska nowelizacja ustawy o OZE już za tydzień może trafić na biurko prezydenta. Jak pisze dzisiejsza "Rzeczpospolita" - wiele jednak wskazuje na to, że konieczne będą dalsze zmiany przepisów. Według dziennika resort energii pracuje na nimi. Zdaniem ekspertów ustawa o OZE przełoży się na wyższe rachunki za energię przeciętnej rodziny 3 zł za miesiąc.

Reklama

"Rzeczpospolita" przypomina, że w uzasadnieniu projektu napisano, iż zmiana wysokości jednostkowej opłaty zastępczej, którą wprowadza nowelizacja, będzie elementem pozwalającym na uelastycznienie rynku zielonych certyfikatów których cena drastycznie spadła.

Sejm uchwalił nowelizację ustawy o OZE. Głównym jej założeniem jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej i powiązanie jej z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii z niektórych OZE.

Za nowelizacją głosowało 269 posłów, przeciwko było 174, wstrzymało się pięciu. Zgłoszona jako poselska nowelizacja, przeszła przez Sejm bez żadnej zmiany w stosunku do wniesionego projektu. W III czytaniu posłowie odrzucili poprawki zgłoszone przez opozycję oraz wniosek o odrzucenie projektu w całości. Ustawa trafi teraz do Senatu.

Zasadniczą zmianą jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej, wynoszącej 300,03 zł/MWh i powiązanie jej z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii z niektórych OZE - zielonych certyfikatów (w praktyce wiatraki) oraz błękitnych certyfikatów (biogaz rolniczy). Opłata ma wynosić 125 proc. średniej ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku, ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh.

W opartym na prawach majątkowych (certyfikatach) systemie wsparcia dla OZE, wytwórca energii w źródle odnawialnym, oprócz sprzedaży energii otrzymuje za każdą MWh certyfikat, który jest prawem majątkowym i może być sprzedany - albo na giełdzie, albo w indywidualnej transakcji typu OTC. Cena sprzedaży jest wsparciem dla wytwórcy. Z kolei sprzedawcy energii do odbiorców końcowych muszą się legitymować odpowiednią do wielkości sprzedaży ilością certyfikatów, czyli muszą je kupić. Ewentualnie mogą uiścić tzw. opłatę zastępczą.

Cena rynkowa zielonych certyfikatów z powodu nadpodaży, w ciągu kilku lat spadła o 90 proc. Wnioskodawcy uważają, że powiązanie wysokości opłaty zastępczej z ceną rynkową spowoduje większe zainteresowanie certyfikatami i stopniowe rozładowanie ich nadpodaży.

Tuż przed ostatecznym głosowaniem minister energii Krzysztof Tchórzewski przekonywał, że powodem pojawienia się nadpodaży certyfikatów był zbyt szybki rozwój OZE w stosunku do zakładanej ścieżki. Według niego, z powodu zbyt szybkiego rozwoju OZE obywatele dopłacili dodatkowo 2 mld zł jako subwencje do OZE, zamiast wydać te pieniądze na inne rzeczy. Co, zdaniem ministra, przełożyło się na wyhamowanie wzrostu gospodarki.

Sejmowa komisja energii negatywnie zaopiniowała poprawki zgłoszone w II czytaniu projektu nowelizacji ustawy o OZE oraz wniosek o odrzucenie projektu w całości.

Zasadniczą zmianą, proponowaną w zgłoszonym jako poselski projekcie jest rezygnacja ze stałej wartości tzw. opłaty zastępczej, wynoszącej 300,03 zł/MWh i powiązanie jej z rynkowymi cenami świadectw pochodzenia energii z niektórych OZE - zielonych certyfikatów (w praktyce wiatraki) oraz błękitnych certyfikatów (biogaz rolniczy). Opłata miałaby wynosić 125 proc. średniej ceny danych certyfikatów z poprzedniego roku. Ale nie więcej niż 300,03 zł/MWh.

W opartym na prawach majątkowych (certyfikatach) systemie wsparcia dla OZE, wytwórca energii w źródle odnawialnym, oprócz sprzedaży energii otrzymuje za każdą MWh certyfikat, który jest prawem majątkowym i może być sprzedany - albo na giełdzie, albo w indywidualnej transakcji typu OTC. Cena sprzedaży jest wsparciem dla wytwórcy. Z kolei sprzedawcy energii do odbiorców końcowych muszą się legitymować odpowiednią do wielkości sprzedaży ilością certyfikatów, czyli muszą je kupić. Ewentualnie mogą uiścić tzw. opłatę zastępczą.

Negatywnie zaopiniowane zostały trzy poprawki, zgłoszone przez opozycję. Poprawka Nowoczesnej zakładała, że mechanizm ograniczający cenę ma działać od momentu przekroczenia przez zielone certyfikaty ceny 200 zł/MWh. Poprawka PSL przewidywała określenie zakresu cen opłat zastępczych dla poszczególnych OZE. Z kolei zgłoszona przez klub Kukiz'15 ustalała wysokość opłaty zastępczej na nie mniej niż 130 zł/MWh.

12 lipca 2017 roku złożono w Sejmie poselski projekt ustawy o zmianie ustawy o odnawialnych źródłach energii, którego celem jest powiązanie jednostkowej opłaty zastępczej z rynkowymi cenami praw majątkowych wynikających ze świadectw pochodzenia. Posłowie proponują, żeby jednostkowa opłata zastępcza, liczona odrębnie dla tzw. zielonych i błękitnych certyfikatów, wynosiła w danym roku kalendarzowym 125 proc. rocznej ceny średnioważonej tych certyfikatów, ale nie więcej niż 300,03 zł za 1 MWh (obecna wysokość jednostkowej opłaty zastępczej).

Uiszczenie opłaty zastępczej to alternatywa dla wykonania przez sprzedawców energii do odbiorców końcowych obowiązku uzyskania i umorzenia świadectw pochodzenia energii wytworzonej w instalacjach OZE (m.in. zielonych certyfikatów). W systemie wsparcia dla OZE opartym na świadectwach pochodzenia (certyfikatach), wytwórca energii z OZE, oprócz sprzedaży energii otrzymuje za każdą MWh certyfikat, który jest prawem majątkowym i może być sprzedany - albo na giełdzie, albo w indywidualnej transakcji typu OTC.

Cena rynkowa zielonych certyfikatów wynosi obecnie ok. 27 zł/MWh. Z powodu ich nadpodaży na rynku, w ciągu kilku lat cena spadła o 90 proc.

- Oceniamy, że przedłożony przez posłów projekt nowelizacji ustawy OZE jest niekorzystny dla branży OZE, bo nie rozwiązuje problemu nadpodaży na rynku zielonych certyfikatów, a może jeszcze pogorszyć sytuację ekonomiczną wielu inwestorów, szczególnie farm wiatrowych. Apelujemy o umożliwienie stronie społecznej udziału w konsultacjach - zapowiedział na spotkaniu z dziennikarzami Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.

W ocenie PSEW, założony w projekcie sposób obliczania opłaty zastępczej spowoduje określenie jej na poziomie 125 proc. rocznej ceny średnioważonej certyfikatów, co jest jednoznacznie niekorzystne dla branży, ponieważ ogranicza ewentualny możliwy wzrost notowań tego instrumentu.

"Tym samym, tempo wzrostu notowań cen zielonych certyfikatów będzie ograniczone wartością opłaty zastępczej, która na mocy proponowanego projektu zostaje obniżona z 300,03 zł/MWh do szacowanego poziomu ok. 56-58 zł/MWh w 2018 roku" - powiedział Gajowiecki.

Ocenił, że przy nowych zasadach obliczania wysokości opłaty zastępczej ceny zielonych certyfikatów będą rosły zbyt wolno.

"Wysokość opłaty zastępczej, która będzie prawdopodobnie określać wysokość ceny świadectw pochodzenia może mieć tendencję wzrostową, ale z niskiego poziomu, poniżej 60 zł/MWh. (...) 25 proc. wzrostu rocznie przy spadku nadpodaży będzie oznaczać, że nawet do około 2020 roku nie będzie możliwe osiągnięcie ceny 100 zł za certyfikat" - ocenił prezes PSEW, wskazując, że dla wielu istniejących farm wiatrowych założonym poziomem rentowności jest 200-250 zł za świadectwo pochodzenia.

"Tymczasem nie ma żadnego zapewnienia, że nadpodaż będzie spadać. W projekcie nie ma gwarancji żadnej interwencji na rynku świadectw pochodzenia" - dodał Gajowiecki.

PSEW zwraca uwagę, że w długoterminowych kontraktach na sprzedaż zielonych certyfikatów zawartych pomiędzy inwestorami OZE i sprzedawcami zobowiązanymi, czyli największymi spółkami obrotu, ceny zielonych certyfikatów zostały określone w odniesieniu do jednostkowej opłaty zastępczej.

"Większość istniejących umów musiałaby zostać renegocjowana, co miałoby szybki i negatywny wpływ na sytuację inwestorów OZE. Mogłoby doprowadzić do zmian treści umów, do prób rozwiązywania ich przez sprzedawców energii. To może oznaczać spory, roszczenia" - powiedział prezes Gajowiecki.

Zdaniem Wojciecha Cetnarskiego, członka zarządu PSEW, nowelizacja ma służyć jedynie państwowym spółkom energetycznym, gdyż zwiększy ich zdolność do zaciągania długu.

"Ten projekt nowelizacji nie rozwiązuje żadnej sprawy, poza jedną: temat zdolności do zadłużania się podmiotów, które mają podpisane umowy na zakup świadectw pochodzenia powiązanych z opłatą zastępczą. W ciągu kwartału wszystkie spółki Skarbu Państwa, które mają zawarte długoterminowe umowy, będą mogły te umowy przeszacować, co spowoduje zwiększenie poziomów wypłacalności tych spółek i zwiększy ich możliwość zaciągania długu. To jest jedyny cel tej operacji" - powiedział Cetnarski.

Jego zdaniem, bezzasadne są argumenty, że spółki obrotu ponoszą straty z tytułu długoterminowych kontraktów na zakup zielonych certyfikatów.

"Jeśli jakaś spółka ma podpisaną umowę na zakup zielonych certyfikatów po cenie wyższej niż cena na rynku, to jest to uwzględnione w jej taryfie" - powiedział.

Cetnarski wskazał, że proponowane zmiany w ustawie o OZE mogą jeszcze pogorszyć postrzeganie branży OZE przez banki kredytujące sektor. Poinformował, że są podmioty, które wygrały aukcje OZE, ale mają kłopot z uzyskaniem bankowego finansowania inwestycji z powodu braku stabilności i przewidywalności regulacji.

Zdaniem PSEW proponowane w projekcie zmiany dotyczą istotnego elementu systemu wsparcia wytwórców energii z OZE, tj. systemu świadectw pochodzenia i konieczne byłoby ich notyfikowanie w Komisji Europejskiej. W przeciwnym razie istnieje groźba obowiązku zwrotu otrzymanego wsparcia, jako niedozwolonej pomocy publicznej, oraz ryzyko nałożenia na Polskę kar. Zagraniczni inwestorzy mogliby też domagać się odszkodowań za poniesione szkody lub utracone zyski.

PSEW apeluje o podjęcie skutecznej interwencji na rynku świadectw pochodzenia, która przywróciłaby równowagę. Chce, by dla 2018 roku zachowany został ustawowy poziom obowiązku umorzenia certyfikatów, a w następnych latach (2019-21) wprowadzony został tzw. kroczący obowiązek umorzenia świadectw pochodzenia na poziomie odpowiednio 17,4 proc., 18,4 proc. i 19,35 proc.

W jego ocenie zmniejszenie nadpodaży poprzez mechanizm kroczący nie miałoby odczuwalnego wpływu na ceny energii dla odbiorców końcowych. Z szacunków PSEW wynika, że wzrost średniej ceny świadectw pochodzenia do poziomu 200 zł/MWh mógłby oznaczać wzrost rachunków za energię dla przeciętnego gospodarstwa domowego o 3 zł/miesiąc.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »