Reklama

Pancerna pięść

Zakup potężnego arsenału 250 amerykańskich czołgów Abrams przez Wojsko Polskie wywołał szereg dyskusji na temat potencjału tej platformy. Czy Abramsy naprawdę są niezniszczalnymi maszynami i może wartość tej technologii jest przereklamowana?

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Kiedy 14 lipca wicepremier Rady Ministrów i zarazem przewodniczący Komitetu ds. Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych Jarosław Kaczyński oraz minister obrony narodowej Mariusz Błaszczak poinformowali, że MON zdobędzie dla Wojsk Lądowych czołgi Abrams (w wersji M1A2 SEP v.3) to informacja ta wywołała trzęsienie ziemi.

Decyzja o zakupie była niespodziewana, choć przecież wpisywała się w wieloletni plan modernizacji Wojska Polskiego o którym sami pisaliśmy na łamach "Gazety Bankowej" nie raz. Wartość zakupu to oszałamiająca kwota 23,3 mld złotych; za te pieniądze Siły Zbrojne mają otrzymać 230-250 wozów, które trafią na wyposażenie czterech batalionów czołgów 18. Dywizji Zmechanizowanej, czyli 1. Warszawskiej Brygady Pancernej z Wesołej i 19. Brygady Zmechanizowanej z Lublina.

Reklama

Abramsy miałyby trafić do Polski już w przyszłym roku, co jest bardzo szybkim tempem wdrożenia nowych maszyn. (Warto nadmienić, że ten manewr oznacza przesunięcie polskich Leopardów 2A5/PL, które wrócić mają z Wesołej do jednostki pancernej w Żaganiu w woj. lubuskim). Co więcej, Abramsy, którymi dysponować będzie Wojsko Polskie nie będą jedynymi czołgami tego typu, obecnymi w naszym kraju i zdolnymi do akcji, bo w składach US Army w Powidzu i innych bazach także ma znaleźć się kontyngent Abramsów.

Sama umowa opiewa nie tylko na dostawę czołgów, ale też obejmować ma zakup pakietu szkoleniowego, logistycznego, amunicji do dział etc. Do polskich żołnierzy trafią także wozy dowodzenia i wozy wsparcia.

Co istotne zakup Abramsów zostanie sfinansowany z budżetu państwa, poza środkami Ministerstwa Obrony Narodowej; pieniądze na ten cel będą pochodziły z odrębnego, dużego programu modernizacji technicznej Wojska Polskiego, dzięki czemu inne programy zakupów uzbrojenia - Narew czy Miecznik - nie odczują negatywnych finansowych skutków transakcji z Amerykanami.

Last tank standing

Jaką maszyną w ogóle jest czołg Abrams? W największym skrócie można rzec - to najlepszy dziś czołg na świecie. Rozszerzając - najnowsza generacja Abramsów to  finalny etap ewolucji amerykańskiej myśli technicznej w dziedzinie budowy czołgów. M1 Abrams to czołg III generacji, który zaprojektowany został w drugiej połowie lat 70. Początkowo maszyna ustępowała znacząco realizowanemu w NATO, europejskiemu projektowi Leopard 2, jednak w wyniku wielu modernizacji udało się stworzyć imponującą technologię.

Abrams wielokrotnie był wykorzystywany przez US Army i US Marine Corps w konfliktach zbrojnych, choćby podczas obu inwazji Iraku. W efekcie wieloletniej ewolucji Abrams ma dziś najgrubszy pancerz ze wszystkich tego typu maszyn na świecie. Bezpieczeństwo tych maszyn na polu walki poprawia aktywny system ochrony pojazdu Rafael ADS Trophy HV, który może niszczyć nadlatujące pociski czy ładunki z granatników.

Siła ognia robi wrażenie - Abrams dysponuje podstawową armatą gładkolufową M256 120mm. Nie jest to sprzęt pierwszej nowości, ale za był wielokrotnie sprawdzony na polu walki. Jednak w tym wypadku to amunicja determinuje siłę rażenia. A czołg ten dysponuje potężnym arsenałem: pociski z rdzeniem uranowym, przeciwpancerne i penetrujące są skuteczne przy stosunkowo niskich prędkościach wylotowych. Z kolei amunicja wolframowa, także dostępna dla Abramsów, jest skuteczna przy wysokich prędkościach wylotowych. Główną amunicję uzupełniają pociski przystosowane do zwalczania innych celów.

Abramsy mogą rażąc skutecznie wszelkie czołgi przeciwnika na dystansie do 2000 metrów. Jak wskazuje Bartłomiej Kucharski na łamach portalu ZBiAM US Army od jakiegoś czasu dąży w tej materii do zastąpienia amunicji wybuchowej jednym, uniwersalnym nabojem XM1147 AMP. Ten pocisk w zależności od danej opcji mógłby być programowany jako odłamkowo-burzący lub kumulacyjny.

Amunicja ładowana jest ręcznie i szybkostrzelność może sięgać aż 12 strzałów na minutę, jednak - właśnie wskutek ręcznego ładowania - może spadać wraz ze wzrostem zmęczenia ładowniczego. Amerykanie jednak mają odpowiedź i na to - nowe wersje Abramsów mają mieć już automatyczne ładowarki, dzięki czemu uda się utrzymać wysokie tempo prowadzenia ognia. Jak dodaje Kucharski, armata będąca głównym uzbrojeniem uzupełniona jest przez dwa lub trzy karabiny maszynowe M240, kalibru 7,62 mm. Jeden z nich sprzężony jest z armatą i ma zapas nabojów sięgający 10400 sztuk. Dodatkowo czołgi mają jeden wkm 12,7 mm M2 z zapasem 900 nabojów. Ten z kolei jest w nowych Abramsach montowany w zdalnie sterowanym stanowisku uzbrojenia CROWS-LP, dzięki czemu nie zachodzi ryzyko ran lub śmierci dla obsługującego go żołnierza.

Co do systemów kierowania ogniem to obecnie stosowane w Abramsie urządzenia nie są szczytem technologii, zaś sam celownik nie zawsze zachowuje stabilność, ale cyfrowy komputer balistyczny wyprodukowany przez General Dynamics Canada nadrabia te braki. Jak podkreśla Kucharski: "Obecnie uzbrojenie Abramsa w idealnych warunkach pogodowych i terenowych umożliwia celne prowadzenie ognia nawet na odległość do 6000 metrów".

Każdy czołg wyposażony jest oczywiście w system nawigacji GPS, zaś załoga ma do swej dyspozycji system zarządzania polem walki FBCB2/BFT-2. Korzystając z sieci łączności satelitarnej zapewnia to pełną łączność z systemami zarządzania polem walki US Army. Jeśli podobne rozwiązania wdrożone zostałyby w polskich wersjach czołgu umożliwiłoby to naszym żołnierzom nie tylko pełniejszą kontrolę nad polem walki ale też - skuteczniejszą współpracę z sojusznikami.

Zwolennicy tej platformy mówią o "czołgu doskonałym". Amerykanie mówią z kolei, iż Abrams to na polu bitwy "last tank standing", czyli maszyna, która przetrwa wtedy, gdy wszystkie inne zostaną już zniszczone. Czy jest to prawda czy też mit? Prawda, jak to zwykle bywa, leży gdzieś po środku, o czym mówi "Gazecie Bankowej" Mateusz Zielonka, dziennikarz Defence24, ekspert ds. wojskowości i, właśnie, wojsk pancernych: - M1 Abrams w ciągu ostatnich trzech dekad dzięki udziałowi w walkach w I i II wojnie w Zatoce Perskiej zyskał miano »niezniszczalnego«.

Jest to oczywista nieprawda, gdyż każdy czołg podstawowy może zostać skutecznie porażony, a w efekcie co najmniej pozbawiony wartości bojowej" - mówi Zielonka i dodaje: - Abrams oprócz wysokiej odporności balistycznej i przeciwminowej charakteryzuje się przede wszystkim niezwykle wysoką przeżywalnością załogi. Zawdzięcza to wielu unikatowym rozwiązaniom takim jak całkowite wyizolowanie amunicji od przedziału załogi czy zastosowaniu w magazynie amunicji tzw. miękkiego ogniwa. Dzięki temu ostatniemu cała energia potencjalnego wybuchu zgromadzonej amunicji w wyniku jej trafienia jest kierowana na zewnątrz pojazdu, a nie do jego wnętrza.

W sieci można jednak znaleźć zdjęcia czołgów Abrams, które nie są w najlepszym stanie. Jak ocenia to ekspert? - Wiele fotografii czy nagrań prezentujących zniszczone Abramsy to tak naprawdę uszkodzone czołgi lub takie, które zostały porzucone i spalone" - wyjaśnia Zielonka.

Te słowa potwierdza Bartłomiej Kucharski, który na łamach portalu ZBiAM pisał: "Opancerzenie wozu jest bardzo dobre, pancerz Abramsa jest przypuszczalnie najgrubszy ze wszystkich współczesnych czołgów podstawowych, przynajmniej w przedniej części wieży. Oczywiście, same materiały użyte do produkcji pancerza również odgrywają dużą rolę, zatem nie oznacza to, że Abrams jest opancerzony zdecydowanie lepiej od np. Leoparda 2A7V, ale z pewnością jest jednym z najlepiej opancerzonych czołgów na świecie."

Warto dodać też, że Abrams napędzany silnikiem o mocy 1500 koni mechanicznych, choć waży ponad 62 tony, jest bardzo mobilny: jeździ z prędkością do 67 km na nawierzchni utwardzonej i około 48 km/h w terenie; jednak zmuszony do maksymalnego wysiłku, kosztem optymalnej wytrzymałości  konstrukcji, rozwija prędkości nawet jedną trzecią wyższe. Warte podkreślenia jest też, że Abrams "pojedzie na wszystkim", jego silnik może być zasilany nie tylko olejem napędowym czy niskooktanową benzyną, ale także paliwem rakietowym, a nawet wysokoprocentowym roztworem alkoholu...

Nie można mieć więc wątpliwości co do tego, iż technicznie jest Abrams jednym z najlepszych czołgów na świecie i pod tym względem będzie bez wątpienia potężnym wzmocnieniem naszego wojska.

Polski szaniec

Technologia jest jednak niczym, jeśli nie można jej właściwie wykorzystać czy włączyć do potencjału obronnego kraju. Czy będą one wzmocnieniem czy też, jak chcą niektórzy - balastem dla armii?

Sprawę wyjaśnia Mateusz Zielonka: - Zgodnie z zapowiedziami MON zakupione dla Wojska Polskiego czołgi podstawowe M1A2SEPv3 Abrams mają trafić do batalionów czołgów 18. Dywizji Zmechanizowanej. Oznacza to, że trafią one do wschodniej Polski - w okolice Warszawy i Lublina, co będzie znaczącym wzmocnieniem potencjału bojowego polskiej armii na wschodniej flance NATO. Niewątpliwą wartością dodaną tego faktu jest to, że czołgi te będą znajdowały się w bezpośrednim sąsiedztwie potencjalnego teatru działań i będą mogły na wypadek zagrożenia stosunkowo szybko tam skierowane.

Widać więc, że ta nowa, pancerna siła ma być wyraźnym sygnałem dla potencjalnego agresora. Przekaz, który idzie w świat jest klarowny: Polska ma nowe, wzmocnione wojska pancerne, jak również trwałe sojusze, zarówno te z USA jak i w obrębie NATO. Napaść na nasz kraj będzie więc potencjalnego agresora słono kosztować.

Potwierdza to Mateusz Zielonka: - Polska ma pozyskać najnowszą wersję Abramsa co będzie stanowiło ogromne wyzwanie do potencjalnego przeciwnika, jeśli chodzi o możliwość skutecznego ich zwalczania przy wykorzystaniu obecnie dostępnych środków przeciwpancernych. Dodatkowo polskie Abramsy będą w pełni kompatybilne ze swoimi odpowiednikami używanymi przez amerykańskie brygady pancerne stacjonujące w Polsce.

Tym samym Abrams nie jest jakimś bezużytecznym, drogim sprzętem, który będzie jedynie popisywał się podczas manewrów, lecz istotnie wzmocni nasze możliwości obronne. Potencjalny teatr działań wojennych obejmowałby bowiem także obszar naszego kraju, to znaczy, że właśnie wojska pancerne miałyby do odegrania dużą rolę.

Abramsy wypracowały sobie nie lada markę, zarówno w konfliktach symetrycznych jak i jako platformy wspierające działania bardziej wyspecjalizowanych jednostek. Co więcej czołg ten stanowi też w pewnym sensie zjawisko... popkulturowe. Abramsy obecne są w większości filmów opowiadających o konfliktach US Army, często można też zetknąć się z Abramsami w grach - niepoślednią rolę odgrywały one we współczesnych odsłonach serii "Call of Duty", z kolei w kultowej dziś grze "Battlefield 3" w kampanii dla pojedynczego gracza odbiorcy mogli wcielić się w dowódcę takiego czołgu, w długiej i bardzo realistycznej sekwencji.

Tym samym nowe platformy, które otrzyma Wojsko Polskie będą zdecydowanie wzmocnieniem jego możliwości, ale nie jest końcem wielkiego planu modernizacji naszej armii. Teraz należy przyznać, że jej pancerna część otrzymała solidne wzmocnienie - Abramsy należące do naszego wojska i działające w porozumieniu z sojusznikami (dysponującymi - jak już wspominaliśmy - podobnym uzbrojeniem), a wzmocnienie armii to wzmocnienie bezpieczeństwa naszego kraju i jego potencjału rozwojowego.

Arkady Saulski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »