Reklama

Paweł Olechnowicz: Likwidacja Lotosu to haniebna decyzja polskiego rządu

Od 2005 roku Grupa Lotos zainwestowała w rozwój 10 mld zł, dziś 30 proc. jej udziałów rząd sprzedaje za 1,15 mld. Tego się nie da zrozumieć, to haniebna decyzja – uważa były prezes Grupy Lotos Paweł Olechnowicz.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

- Eksperci nie widzą korzyści z przejęcia Lotosu przez Orlen

- Saudi Aramco przejął 30 proc. aktywów rafineryjnych Lotosu i ma taki sam wpływ na decyzje jak PKN Orlen

- Nowi partnerzy Orlenu powiązani z Rosją i Białorusią

Właściciel firmy ma prawo do wszystkiego, to on buduje firmę i może ją zrujnować, tak jak robi to w wypadku Lotosu. Powstanie rafinerii w Gdańsku, a potem Grupy Lotos, to było budowanie i rozwój firmy, także ze wsparciem Skarbu Państwa. Dziś Skarb Państwa zdecydował o rozebraniu, rozparcelowaniu tej firmy i likwidacji jednej z lepszych marek na rynku europejskim.

Reklama

Ewentualne połączenie Orlenu i Lotosu powinno wyglądać inaczej

Pomysł połączenia Lotosu z Orlenem nie jest nowy. Zawsze pytałem o konkretne korzyści, jakie miałoby to przynieść. Proponowałem nawet, że jeśli mamy łączyć oba podmioty, to stwórzmy holding z siedzibą w Gdańsku, bo to idealna lokalizacja dla takiej działalności. W Lotosie Skarb Państwa miał połowę udziałów, w Orlenie - 27,5 proc. - odpowiednio podnosząc te udziały właściciel zachowałby kontrolę nad holdingiem, a obie firmy - zarówno razem, jak i każda z nich - miałyby przed sobą nowe, ciekawe możliwości rozwoju. Dzisiejsze decyzje Skarbu Państwa nie są zrozumiałe ani dla mnie, ani dla większości ekspertów. Właściciel postanowił zlikwidować Lotos przez podział i wyprzedaż jego majątku.

Dlaczego Lotos ma zniknąć?

Warunkiem zgody Komisji Europejskiej na połączenie Orlenu z Lotosem była sprzedaż udziałów w gdańskiej firmie oraz części jej stacji paliw. Dziś premier Morawiecki mówi: "nie chcieliśmy podziału Lotosu", a tak naprawdę chciał likwidacji Lotosu, tego by marka zniknęła z rynku. Dla mnie to niewyobrażalne, to karkołomne nieporozumienie. To pozbycie się przez państwo aktywów, które przynoszą mu pożytek! Aktywa likwiduje się lub przekazuje do silniejszego podmiotu, jeśli rodzą problemy i nie przynoszą oczekiwanych efektów. Tu jest zupełnie inaczej i to pod każdym względem: ekonomicznym, budżetowym - dla państwa i dla regionu - społecznym, wizerunkowym. I te efekty nie są takie sobie, a bardzo, ale to bardzo pozytywne. Celem nie jest więc dobro polskiej gospodarki czy sektora naftowego. Na nasz rynek wpuszczamy podmioty z bardzo silnymi i kontrowersyjnymi powiązaniami politycznymi. Nie ma żadnego uzasadnienia tej transakcji, która kiedyś będzie pewnie opisywana jako haniebne działanie polskiego rządu.

Konkurencja? Jaka konkurencja?

Wypowiedzi premiera Morawieckiego, że dzięki połączeniu obu firm spadnie cena paliw, to opowieści z kosmosu. Wiodącym podmiotem dyktującym warunki na rynku detalicznym pozostaje Orlen. Nie wyobrażam sobie, że MOL obniży ceny na swoich stacjach, by namówić Orlen, by zrobił to samo na swoich. Kiedy Orlen ceny podniesie - MOL oczywiście zrobi to samo. To proste zasady ekonomii.

Połączenie z Lotosem wcale nie poprawi sytuacji Orlenu

Komisja Europejska dba o konkurencyjność rynku, właśnie dlatego postawiła jako warunek zgody na połączenie Orlenu i Lotosu sprzedaż części aktywów firmy z Gdańska. Sytuacja będzie więc odtąd trudniejsza dla Orlenu, który mimo przejęcia 70 proc. aktywów rafineryjnych Lotosu w Gdańsku, będzie mieć tylko 50 proc. wpływu na zarządzanie nimi. To niewyobrażalne! Ktoś nazywa to "prywatyzacją". Prywatyzacja polegałaby na sprzedaży aktywów Grupy Lotos jednemu graczowi. To nie prywatyzacja, a likwidacja dokonana własnymi rękami przez polski rząd. To harakiri.

Czy był scenariusz sprzedaży Lotosu Rosjanom?

- Niedawno ujawniono dokument, który wysłał do mnie - jako prezesa Lotosu - ówczesny minister skarbu Aleksander Grad. Pisał, że trwa sprzedaż Lotosu i wybór potencjalnych nabywców, na liście były też firmy rosyjskie. Nie wiem, dlaczego minister podjął wtedy taką decyzję. Sam miałem kilka "podejść" ze strony rosyjskiej, które opisałem w mojej książce. Tworzyłem Lotos dla Polski, nie miałem żadnych skłonności do tworzenia aliansów z podmiotami ze Wschodu, nie widziałem w tym żadnego sensu, zwłaszcza ze względu na bezpieczeństwo energetyczne państwa. A dziś to właśnie się dzieje, mamy partnerów, z których każdy ma mocne relacje - pośrednie lub bezpośrednie - z Rosją i Białorusią.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »