Reklama

PIE: Pandemia niszczy firmy mikro-, małe i usługi

W najgorszej sytuacji są firmy mikro- i małe oraz branża usługowa. Połowa przedsiębiorstw nie inwestuje, a 20 proc. ma wolne moce produkcyjne. Tylko w usługach przedsiębiorstwa mają powody do narzekań na płynność. Tak wynika z ogłoszonego po raz pierwszy przez Polski Instytut Ekonomiczny nowego Miesięcznego Indeksu Koniunktury.

Po raz pierwszy oszacowany na początku stycznia MIK przyjął wartość 85,9 pkt. Co to znaczy? Jeszcze nie wiemy. Bo każdy indeks potrzebuje dłuższego czasu publikacji, żeby można było zauważyć zmiany pokazujące czy temperatura w gospodarce spada, czy rośnie.

Reklama

Wiemy jedynie, że indeks może przyjmować wartości od zera do 200, przy czym poziom 100 jest neutralny, a więc ma oznaczać, ze koniunktura jest całkowicie przeciętna. A zatem ogłoszona wartość powinna oznaczać, że jest ona dość słaba.

Lepsza analiza kondycji firm

Po co kolejny indeks, skoro mamy comiesięczne badania koniunktury dokonywane przez GUS, a poza tym dla Polski liczony jest przez międzynarodowe ośrodki badawcze indeks PMI, podobnie jak dla wielu światowych gospodarek?

- Potrzebujemy więcej danych, więcej wiedzy o polskich przedsiębiorcach by realizować pomoc adekwatną do ich potrzeb (...) Indeks pozwoli lepiej analizować kondycję i nastroje polskich przedsiębiorców - powiedziała na zdalnej konferencji prasowej poświęconej prezentacji nowego narzędzia prezes Banku Gospodarstwa Krajowego Beata Daszyńska-Muzyczka. BGK jest partnerem PIE w tworzeniu, obliczaniu i publikowaniu MIK.

MIK, podobnie jak inne indeksy koniunktury, powstaje na podstawie ankiet przeprowadzonych wśród przedsiębiorców - członków zarządów lub właścicieli firm. Według słów przedstawicieli Instytutu, MIK wyróżnia to, ze ma więcej "warstw". O co tu chodzi? W wielu badaniach nie uwzględniane są np. mikrofirmy albo też "inne usługi", a chodzi tu np. o restauracje czy hotele, czyli te przedsiębiorstwa, które obostrzeniami zostały aktualnie najmocniej dotknięte.

Dodajmy, że PIE po wybuchu pandemii, na wiosnę zeszłego roku, przeprowadził po raz pierwszy szerokie badania przedsiębiorców, żeby ustalić w jaki sposób rozpoczynający się kryzys wpływa na ich działalność. Pytał ich czy sprzedaż spada, czy rośnie, czy zwiększają się zamówienia, czy nie, czy planują podnosić płace, zatrudniać, czy zwalniać, a także czy mają wystarczające środki, żeby firma przetrwała miesiąc, trzy lub dłużej.

Te badania prowadzone były co dwa tygodnie, bo wiadomo było, że w czasie pandemii zmienność sytuacji trzeba monitorować jak najczęściej. W sumie PIE przeprowadził dziewięć takich ankiet. Teraz zadawane w nich pytania zostały rozszerzone, próba zweryfikowana, ale sam schemat posłużył do "wyprodukowania" indeksu MIK. Pierwsze badania przedsiębiorstw na potrzeby indeksu przeprowadzono 4 i 5 stycznia. W ankiecie uczestniczyło 500 firm. Indeks syntetyzuje wyniki ich odpowiedzi na zadane pytania.

- Nasz miernik trochę więcej rzeczy pokazuje i uzupełnia to, co publikują inne instytucje (...) Będziemy mierzyli przemysł, handel, budownictwo, logistykę i usługi, a więc więcej niż w PMI. Wskaźnik będzie publikowany co miesiąc po to, żeby wiedzieć jaka jest temperatura gospodarki, a szczególnie sektora usługowego w ostatnim czasie - powiedział na konferencji prezes PIE Piotr Arak.

- Przedsiębiorstwa na początku stycznia żyły jeszcze nadzieją, że gospodarka ruszy, ale restrykcje przedłużono. Dlatego trzeba czekać na ile zmienią się odpowiedzi w lutym - skomentowała Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Zróżnicowane wyniki

Wynik 85,9, jaki dało pierwsze wyliczenie indeksu MIK niewiele jeszcze oznacza, gdyż nie mamy go z czym porównać. Ale kiedy zajrzymy głębiej, można już wyciągać pewne wnioski. Na ogólny wynik składają się odpowiedzi mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw oraz dużych firm. Najmniejsze oceniły koniunkturę najgorzej, bo na 63,3. Małe - na 73,6. Widać zatem, gdzie najsilniej uderza pandemiczny kryzys.

Odpowiedzi średnich firm znalazły się o włos od wartości "neutralnej" 100 i wyniosły 99,7. Natomiast duże przedsiębiorstwa nie mają powodu nawet w tak trudnych czasach do narzekań. Średnia z ich odpowiedzi wyniosła 112,5.

A jakie wyniki dało badanie branż? Jest ono zgodne z naszymi intuicjami - oczywiście najbardziej dotknięte przez pandemię zostały usługi. Ale jest też bardzo duża różnica w ocenie (złej) koniunktury pomiędzy usługami a handlem. Wynik tych pierwszych to 44,4, a handlu - 73,7. Nieco tylko lepiej niż handel postrzega koniunkturę branża transportowa i logistyczna, bo na 78,3.

Firmy produkcyjne i budowlane nie zostały w zasadzie mocniej przez pandemię dotknięte, przynajmniej na przełomie roku. Ich oceny koniunktury są powyżej wartości neutralnej. Dla produkcji jest to 103,8, a dla budownictwa - 107,9.

- Można już wykryć prawidłowości. Wszystkie wyniki wychodzą najgorzej dla małych firm i dla usługowych - powiedział Mateusz Walewski, główny ekonomista BGK.

Płynność w cenie

W przeprowadzonej ankiecie niemal połowa (49 proc.) przedsiębiorstw przyznało, ze w IV kwartale zeszłego roku nie poczyniło żadnych wydatków inwestycyjnych, a 8 proc., że zmniejszyło inwestycje w stosunku do poprzedniego kwartału.

- Ogólne perspektywy dla inwestycji są relatywnie słabe. Nasza prognoza zakłada wzrost o 1,5 proc. rok do roku. Nawet w sektorze produkcyjnym nie widzimy, żeby firmy chciały inwestować - mówił Marcin Kujawski, starszy ekonomista banku BNP Paribas.

Aż 20 proc. przedsiębiorstw zadeklarowało, że ma za duże moce produkcyjne jak na portfel zamówień. Wolnymi mocami w większym stopniu dysponują mikro- i małe firmy. W usługach aż 30 proc. przedsiębiorstw ma zbyt duże moce. Pomimo to zaledwie 9 proc. przedsiębiorstw ogółem planuje zmniejszać zatrudnienie, a 13 proc. deklaruje, że chce je zwiększyć.

- Wiemy, że gospodarka "drugą falę" przeszła łagodniej. Wolne moce związane są z chomikowaniem pracy - skomentował Grzegorz Ogonek, ekonomista Santander Bank Polska.

Na płynność w zasadzie mogą narzekać tylko firmy z sektora usług. Ale w nim aż 16 proc. deklaruje, że ja już utraciło. Generalnie aż 57 proc. przedsiębiorstw twierdzi, że ma wystarczające środki, by przetrwać przez więcej niż trzy miesiące. Najwięcej takich jest w branży handlowej i produkcyjnej.

- To badanie i styczeń potwierdza, że płynność nie uległa zmianom i ta dostarczona na wiosnę wciąż jest - powiedział Marcin Mazurek, główny ekonomista mBanku.

Jacek Ramotowski

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »