Reklama

Podwyżka rachunku za prąd może sięgnąć nawet ok. 70 proc. Podobnie będzie z gazem

Podwyżki energii są pewne, pytanie tylko, jak rozłożone zostaną koszty między producentów i konsumentów, czyli na jak duży wzrost taryf zdecyduje się Urząd Regulacji Energetyki - zastanawiają się analitycy mBanku. Gdyby URE przerzucił koszty na klientów, ceny gazu i energii elektrycznej mogłyby wzrosnąć o 70 proc. Te trendy cenowe nie pozostaną bez wpływu na inflację.

- Drugie pytanie dotyczy rekompensat dla firm obrotu, jeśli zmiana taryfy nie pokryje kosztów. Scenariusze skrajne to albo bardzo wysoka inflacja na początku 2023 (20 procent), albo wysoki transfer z budżetu do firm (inflacja niższa, ale być może bardziej uporczywa, z naciskiem na "być może") - piszą analitycy.

Ceny węgla i cisza przed burzą

Od września zaczyna się sezon zakupu węgla na okres jesienno-zimowy. Trzeba się liczyć z tym, że nastąpi szturm na składy. A to spowoduje dalsze podwyżki cen surowca. Chyba że faktycznie udałoby się rządowi wprowadzić możliwość zakupu węgla po gwarantowanej niskiej cenie.  

Reklama

Władze pracują nad zmniejszeniem cen dla konsumentów detalicznych do 996 zł za tonę. W zamian za to zaproponowane zostaną rekompensaty dla sprzedawców. Ci jednak sceptycznie oceniają program, kwestionując jego zasadność biznesową. Wskazują choćby na niski poziom rekompensat, w dodatku odroczonych w czasie.

W tej chwili klienci czekają na tańszy węgiel, powstrzymując się od zakupów. Sprzedawcy nie widząc popytu nie zamawiają surowca, tym bardziej, że trudno jest zakontraktować surowiec nadający się dla odbiorców indywidualnych. Ministerstwo klimatu uspokaja, że do kraju płyną statki z surowcem z Kazachstanu, Kolumbii, USA, Australii, RPA i Indonezji, ceny węgla jednak rosną. 

Jak będzie wyglądać rzeczywistość, przekonamy się niedługo.

Ceny gazu i prądu. Jak rozłożyć wzrost kosztów?

Nie lepiej jest w przypadku gazu i prądu. 

- Spółki obrotu działające w sektorze gazu i energii elektrycznej zabezpieczają ceny na 2023 rok, posługując się kontraktami terminowymi. Pierwszą połowę roku mamy już za sobą (kontrakty kupione, ceny znane). Druga połowa roku to na razie niewiadoma. Gdybyśmy przyjęli optymistyczne założenie, że zrealizowane do końca roku ceny terminowe na drugą połowę 2023 r. będą niższe o 20 proc. od obecnych, wówczas cena energii elektrycznej (sama taryfa) musiałaby wzrosnąć o 130 proc., zaś cena gazu o 100 proc., aby zrekompensować gigantyczny wzrost kosztów. Jest to mocne założenie, bo ceny wciąż rosną i faktyczna skala koniecznych podwyżek może być większa - alarmują analitycy.

Do tego dochodzą ceny dystrybucji, które też pewnie lekko wzrosną. O tym, jak koszty będą podzielone między producentów i konsumentów, zdecyduje URE.

Według szacunków mBanku, gdyby URE zdecydowało o przeniesieniu całkowitych kosztów na konsumenta, podwyżka rachunku mogłaby wynieść ok. 70 proc. w przypadku cen energii elektrycznej i mniej więcej tyle samo w przypadku gazu. 

Jeśli URE nie zaakceptowałoby takich podwyżek, straty spółek obrotu wyniosłyby ok. 20 mld zł w przypadku energii elektrycznej i 10 mld zł w przypadku gazu.

Wyższe ceny węgla, prądu i gazu - strach przed inflacją

- Gdyby wstawić 70-procentową podwyżkę rachunku za prąd i gaz, zmiana całego komponentu energia na początku przyszłego roku wyniesie około 43 proc. (zakładamy też efekty wtórne na ciepłej wodzie, centralnym ogrzewaniu w wysokości 10 proc., nie zakładamy zmiany ceny węgla). W stosunku do scenariusza zerowego (duże rekompensaty dla firm obrotu lub duże straty), wzrost cen rachunku za energię i gaz podbija inflację o około 6 pp. - ocenia mBank.

Widełki inflacyjne na styczeń wynoszą obecnie, zdaniem analityków, od 14 do 20 proc., w zależności od przyjętego scenariusza. Przy czy można tu sobie wyobrazić, obok przedstawionych przez analityków ścieżek skrajnych, cały wachlarz rozwiązań pośrednich. Zaznaczają oni, że w każdym przypadku inflacja po pierwszym kwartale szybko spadnie.

Zdaniem mBanku warunki popytowe na początku przyszłego roku i możliwa recesja nie dają dużych możliwości w zakresie przeniesienia wysokich cen energii na konsumentów. Zakładane jest więc zmniejszanie marż firm. Analitycy podkreślają, że możliwość zastosowania tarcz przez rząd jest minimalne, bo w zasadzie nie ma już podatków i opłat, które można jeszcze obniżać. Możliwy wariant to niewielka podwyżka i nowy system rekompensat, który poprawi siłę nabywczą konsumentów.

- W tym scenariuszu perspektywy dla inflacji bazowej są pewnie nieco gorsze (automatycznie lepsze dla wzrostu PKB). W tym momencie zakładamy, że zmiany całego komponentu energia w inflacji wyniosą równe 30 proc. i przy takim założeniu konstruujemy prognozy na 2023 rok, średnio wychodzi 9,8 proc. - podaje mBank.

morb

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »