Od 12 września przejścia graniczne na granicy polsko-białoruskiej pozostają zamknięte. Na wjazd do kraju czekają po wschodniej stronie samochody. Jak informuje WP listę numerów rejestracyjnych ponad tysiąca tych, które stoją przy przejściu Kukuryki-Kozłowicze została opublikowana przez Białoruś.
Pojazdy czekają na przekroczenie granicy Białorusi z Polską
Zgodnie z wyliczeniami portalu, na podstawie danych rejestracyjnych pojazdów, mogą być one warte ponad 100 mln zł. Są to zarówno auta ciężarowe, jak i autobusy. Jak mówi WP Anna Brzezińska, rzecznik prasowa Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych największą trudnością jest niepewność co do ewentualnego otwarcia granicy.
"19 września odbyło się spotkanie branży z przedstawicielami MSWiA i Ministerstwa Infrastruktury. Oprócz wysłuchania nas, nie uzyskaliśmy żadnych wyjaśnień: co dalej z sytuacją, czy otrzymamy odszkodowania w związku z zamknięciem przejścia" - wskazuje.
ZMPD podkreśla, że mimo iż nie doszło do zarekwirowania pojazdów, straty rosną wskutek braku kontraktów na dostarczanie towarów. Co więcej, zyskują na tym konkurenci z Litwy i Łotwy, których przejścia graniczne działają bez zmian.
Polscy kierowcy utknęli na granicy z Białorusią. Firmy liczą straty
WP zwraca uwagę na narrację Białorusi. Przekazywana jest tam informacja o tym, że polscy kierowcy stali się "zakładnikami działań własnego rządu", bowiem o zamknięciu przejść granicznych zdecydowały polskie władze.
"Docierają do nas sygnały o dramatach, że właściciel małej firmy ma jedno auto, nie może pozwolić sobie na jego stratę, dlatego jedzie na Białoruś, by pilnować pojazdu i ładunku" - mówi Anna Brzezińska.
W odpowiedzi na zapytanie portalu MSWiA podkreśliło, że "ze względu na kwestie gospodarcze i dobro polskich przedsiębiorców zrobimy wszystko, by okres wyłączenia ruchu granicznego był dla nich jak najmniej dotkliwy", zapewniając, że rząd pozostaje w kontakcie z branżą przewoźniczą.











