Spis treści:
- Polska stawia zaporę na rzece chińskiego eksportu do UE
- Zamknięcie granicy polsko-białoruskiej problemem dla Chin, ale też Europy Zachodniej
- Polska na szachownicy mocarstw. Czy Chiny położą na szali swoje relacje z Rosją?
- "Logika bezpieczeństwa bierze górę nad logiką handlu"
Decyzją polskich władz od piątku 12 września ruch graniczny z Białorusią jest zawieszony. To działanie mające na celu ochronę przed incydentami i prowokacjami ze strony Federacji Rosyjskiej oraz jej sprzymierzeńców podczas ćwiczeń wojskowych Zapad. Krok wykonany przez rząd Donalda Tuska ma jednak pewien istotny skutek uboczny, który odczuwają Chiny.
Polska stawia zaporę na rzece chińskiego eksportu do UE
Wstrzymanie ruchu na granicy polsko-białoruskiej dotyczy bowiem także pociągów towarowych. Zamknięte pozostają trzy kolejowe przejścia: Kuźnica Białostocka-Grodno, Siemianówka-Swisłocz oraz Terespol-Brześć. Tymczasem Pekin od kilkunastu lat forsuje ideę Nowego Jedwabnego Szlaku (formalnie znaną jako Inicjatywa Pasa i Szlaku). W zamierzeniu chińskiego przywódcy Xi Jinpinga miał on połączyć Azję z Europą nowymi trasami handlowymi, w tym kolejowymi. Białoruś jest obecnie jedynym państwem, przez którego terytorium towary z Chin mogą być przewożone pociągami do UE - agresja Rosji na Ukrainę zerwała biegnące tamtędy połączenia.
Polska postawiła teraz częściową zaporę na rzece chińskich towarów płynących do Europy. Stawka jest wysoka: według danych Komisji Europejskiej, Chiny są drugim największym partnerem handlowym UE, jeśli chodzi o same towary. Wartość dwustronnej wymiany dóbr w 2024 r. pomiędzy Wspólnotą a Państwem Środka sięgnęła 732 miliardów euro (to lekki spadek - o 1,6 proc. - w porównaniu z 2023 r.). Chiny są trzecim co do wielkości partnerem UE w eksporcie, ale największym w imporcie - wartość importu do UE z Chin wyniosła w ubiegłym roku 519 mld euro.
Czy w tej sytuacji Pekin może zacząć wywierać presję na Moskwę, by ta nie eskalowała napięć z Polską i nie stała się przyczyną potencjalnych dalszych obstrukcji w wymianie handlowej Chiny-UE?
Zamknięcie granicy polsko-białoruskiej problemem dla Chin, ale też Europy Zachodniej
- Transport lądowy to tak naprawdę kilka procent całego eksportu Chin - zaznacza w rozmowie z Interią Biznes Radosław Pyffel, ekspert Instytutu Sobieskiego w dziedzinie polityki międzynarodowej i Azji. - Chiny eksportują głównie drogą morską. Ze szlaków lądowych ten prowadzący przez granicę polsko-białoruską jest jednak najważniejszy, aczkolwiek nie na tyle, żeby ten handel Chin z Europą zamarł. Natomiast oczywiście z punktu widzenia Chin lepiej, by ta nitka została wznowiona, zwłaszcza, gdy na Morzu Czerwonym przewozy często są destabilizowane przez Huti.
Rebelianci z polityczno-militarnego ruchu Huti z północnego Jemenu od dawna zakłócają funkcjonowanie jednego z najważniejszych szlaków morskich świata, atakując statki handlowe przepływające przez Morze Czerwone i Zatokę Adeńską.
- Dla Chin zamknięcie granicy polsko-białoruskiej jest jakimś problemem, zwłaszcza jeśli chodzi o eksport z zachodnich prowincji, ale nie jest to "być albo nie być" chińskiej gospodarki - mówi Konrad Popławski, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich zajmujący się tematyką międzynarodowych stosunków gospodarczych, łańcuchów dostaw i polityki transportowej.
Jak wskazuje, "oprócz tego, że chiński eksport idzie głównie drogą morską, to najcenniejsze towary mogą być przesyłane drogą lotniczą". - Testowane jest też połączenie polarne, arktyczną drogą morską, które może okazać się szybsze w handlu z Europą.
Wspomniane połączenie polarne przez Ocean Arktyczny to najkrótszy szlak żeglugowy łączący europejską część Rosji z Dalekim Wschodem. Jest to jednak szlak sezonowy, a więc nie gwarantujący całorocznej dostępności (i wymagający intensywnych działań ze strony floty rosyjskich lodołamaczy), choć wraz z ociepleniem klimatu okres, przez który można z niego korzystać, wydłuża się.
W tej handlowej układance ważny jest jednak jeszcze jeden element - gospodarki Europy Zachodniej.
- Warto też pamiętać, że zamknięcie tego szlaku (przez granicę polsko-białoruską - red.) może być dolegliwe dla Niemiec - zwraca uwagę Radosław Pyffel. - Duisburg, Hamburg i inne niemieckie porty są hubem Nowego Jedwabnego Szlaku w Europie. Pojawia się więc pytanie, na ile to zamknięcie granicy polsko-białoruskiej byłoby koordynowane z UE, bo beneficjentami wymiany handlowej przez tę granicę są nie tylko Chiny, ale też Europa Zachodnia i tamtejszy biznes.
- Brak jakichś gwałtownych reakcji niemieckich może wskazywać, że konsultacje w tej sprawie się odbyły, a także, że Niemcy uznają prymat bezpieczeństwa nad interesami gospodarczymi - zauważa Konrad Popławski z OSW. - Należy też pamiętać, że w ostatnich latach, wraz ze słabnącą konkurencyjnością niemieckiej gospodarki, chiński eksport staje się coraz większym zagrożeniem, w związku z czym Niemcy nie widzą już tak dużych perspektyw w rozwoju Nowego Jedwabnego Szlaku i nie akcentują tego tak mocno.
Polska na szachownicy mocarstw. Czy Chiny położą na szali swoje relacje z Rosją?
Pozostaje kwestia tego, jak wysoko Chiny cenią szlak przez granicę polsko-białoruską w siatce swoich połączeń handlowych, oplatającej cały świat. W poniedziałek 15 września do Polski przyjechał szef MSZ Chińskiej Republiki Ludowej Wang Yi. Jak podkreślał w komunikacie przed spotkaniem polski resort spraw zagranicznych, spotkanie to miało w założeniu stworzyć "przestrzeń do rozmowy o sprawach dwustronnych, europejskich i globalnych". Wydaje się, że to właśnie globalny układ sił może okazać się czynnikiem decydującym.
- Chiny są w strategicznym sojuszu z Rosją; dla obu krajów USA są głównym rywalem, więc na pewno nie postawią sytuacji na granicy polsko-białoruskiej na szali, nawet jeśli Nowy Jedwabny Szlak był flagowym projektem Xi Jinpinga. Chiny mogłyby ewentualnie wywierać jakiś lekki nacisk na Rosję, gdyby ta robiła jakieś problemy celne na granicy - uważa Konrad Popławski.

- Czy sprawa jest na tyle istotna, by w ostatecznym rozrachunku Chiny zdecydowały się uspokoić Białoruś i Rosję? - zastanawia się Radosław Pyffel. - Wydaje się, że gra toczy się na trochę większej szachownicy, na której grają Donald Trump, Władimir Putin, Chiny i Indie. Wszystko zależy od tego, jak ułożą się stosunki między mocarstwami - na razie Chiny pilnują, aby Rosja nie zwróciła się w stronę USA, bo pamiętajmy, że Trump próbował znormalizować stosunki i z Rosją na Alasce, i teraz z Białorusią. Warto jednak pamiętać, że uspokojenie sytuacji na granicy polsko-białoruskiej, w zasadzie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, udało się prezydentowi Andrzejowi Dudzie podczas jego wizyty w Chinach kilkanaście miesięcy temu.
Były prezydent RP odwiedził Chiny w czerwcu 2024 r. Jak mówił - rozmawiał wówczas "w cztery oczy" z Xi Jinpingiem o atakach hybrydowych ze strony Białorusi na polską granicę. O efektach tego spotkania pisała wówczas m.in. agencja Bloomberga, cytując Radosława Sikorskiego, który powiedział, że poruszenie przez Polskę kwestii tranzytu towarów przez granicę polsko-białoruską w rozmowach z Chinami mogło przyczynić się do złagodzenia kryzysu migracyjnego na tej granicy.
"Logika bezpieczeństwa bierze górę nad logiką handlu"
Po spotkaniu Radosława Sikorskiego z ministrem Wang Yi rzecznik polskiego MSZ Paweł Wroński potwierdził, że kwestia "destrukcyjnych działań rosyjskich" i sytuacji na granicy polsko-białoruskiej została poruszona.
- Polska zwróciła uwagę Chinom, że to nie jest sytuacja korzystna dla nas. My podejmujemy decyzję, która jest również kosztowna dla Polski - zauważył rzecznik MSZ, dodając, że strona chińska otrzymała jasny przekaz, iż Polska musiała zamknąć granicę z Białorusią z uwagi na trwającą wojnę hybrydową i manewry wojskowe "o bardzo agresywnym scenariuszu" prowadzone na terytorium państwa Alaksandra Łukaszenki. - Trudno prowadzić swobodny handel w momencie, kiedy granica nie jest granicą bezpieczną - stwierdził.
- Minister (Wang Yi - red.) z pewnością uzyskał informacje, że w momencie, kiedy ustaną przyczyny zamknięcia tej granicy, od razu ta granica zostanie otworzona - powiedział Paweł Wroński. Według rzecznika MSZ, minister Sikorski podkreślał w rozmowie ze swoim chińskim odpowiednikiem, że "logika bezpieczeństwa w naszym rejonie bierze górę nad logiką handlu".
Pytany o to, czy decyzja o zamknięciu granicy polsko-białoruskiej, będącej zarazem wschodnią granicą UE, była konsultowana z partnerami, odparł: - To jest decyzja suwerenna Polski.
Katarzyna Dybińska












