Reklama

Polskie banki mogą się skurczyć nawet o połowę

Polskie banki mogą w tym i przyszłym roku stracić nawet połowę posiadanych obecnie kapitałów – wyliczają bankowcy. Dlaczego? Z powodu szalejącej inflacji, która wymknęła się spod kontroli banku centralnego, gwałtownych podwyżek stóp procentowych, przeceny obligacji skarbowych i prezentów rozdawanych przez rząd. Czy czeka nas kryzys bankowy?

- Inflacja w Polsce wymknęła się spod kontroli - mówił podczas zdalnej debaty w Klubie Bankowca Związku Banków Polskich zorganizowanej przez Europejski Kongres Finansowy Andrzej Dżuryk, członek komitetu zarządzającego oddziału w Polsce banku Société Générale.

Inflacja ma swoje poważne konsekwencje, bo jesienią zeszłego roku, kiedy już była bardzo wysoka zauważyła ją Rada Polityki Pieniężnej i zaczęła gwałtownie podnosić stopy procentowe. Inflacja i podwyżki stóp spowodowały przecenę polskich obligacji, które wcześniej na masową skalę kupowały banki. Banki muszą teraz aktualizować ich wycenę, a to spowoduje, że różnica wartości polskich papierów skarbowych musi być odpisana od kapitałów. I w ten sposób kapitały topnieją. 

Reklama

Wiceprezes ING Banku Śląskiego Bożena Graczyk szacuje, że od początku roku banki straciły w związku z utratą wartości polskiego długu już 16 mld zł. O tyle skurczyły się ich kapitały. Ale to dopiero początek strat.

Przypomnijmy, że w trakcie niedawnego Kongresu Wskaźników Referencyjnych wiceprezes mBanku Marek Lusztyn powiedział, iż obawia się, że wraz z dalszym wzrostem inflacji i stóp może nastąpić silna wyprzedaż obligacji, która doprowadzi do "mocno dwucyfrowych rentowości na długim końcu (krzywej)". Rentowność polskich 10-letnich obligacji Skarbu Państwa obniżyła się w czwartek poniżej 7 proc., ale dwa dni wcześniej przekraczała jeszcze 8 proc. Gdyby rentowności wzrosły do "mocno dwucyfrowych" oznaczałoby to dziesiątki miliardów złotych strat dla baków.

Mechanizm narastania strat

Na razie mowa tylko o papierach zaklasyfikowanych przez banki jako przeznaczone do sprzedaży. Ale znaczną część obligacji kategoryzują one jako trzymane do terminu wykupu. I te też muszą przecenić. Jakie straty będą miały na tych papierach? 

- To jest kolejne 20 mld zł negatywnej wyceny na koniec I kwartału - powiedziała Bożena Graczyk.

- Łącznie mówimy o bardzo wysokich kwotach, które (banki) korygują już w tej chwili, bądź skorygują wraz z upływem czasu - dodała.

Nie wszystkie te straty banki zaksięgowały na koniec I kwartału i nie wszystkie będzie widać nawet w wynikach I półrocza. Dlaczego? Bo Parlament Europejski znowelizował rozporządzenie CRR będące fundamentem zasad ostrożnościowych nałożonych po wielkim globalnym kryzysie finansowym na banki i w myśl tej nowelizacji straty mogą zostać policzone dopiero do końca przyszłego roku.

- Pierwszy kwartał nie pokazuje jeszcze maksymalnych negatywnych wycen - mówiła Bożena Graczyk.

Przypomnijmy, że banki na koniec I kwartału tego roku miały w swoich portfelach obligacje o wartości 733,4 mld zł, czyli prawie 28 proc. całych swoich aktywów. Przecena o zaledwie 10 proc. oznacza ponad 70 mld zł strat. Porównajmy to z zyskiem, który w skali całego sektora bankowego po pierwszych trzech miesiącach tego roku wyniósł 6,2 mld zł.    

W sumowaniu strat banków tylko do końca I kwartału tego roku (zgodnie z nowelizacją rozporządzenia CRR nie wszystkie musiały zostać zaksięgowane) doszliśmy już do 36 mld zł. To nie koniec, bo wraz ze wzrostem stóp procentowych banki muszą (także od kapitału) odpisać wartość instrumentów pochodnych IRS (Intesrest Rate Swap). Zabezpieczają nimi swoje ekspozycje podatne na zmiany stóp procentowych. Kiedy stopy rosną, instrumenty te - podobnie jak obligacje - tracą na wartości.

- Na negatywnej wycenie IRS-ów sektor bankowy stracił ponad 20 mld zł - powiedziała Bożena Graczyk.

Skutki "wakacji" kredytowych dla wszystkich

W ten sposób dochodzimy do 56 mld zł, czyli ponad jednej czwartej kapitałów wszystkich polskich banków. Ale rząd - w związku z gwałtownym wzrostem stóp i wzrostem kosztów kredytu - przygotował wakacje kredytowe dla wszystkich, którzy zaciągnęli kredyt hipoteczny bez względu na to, czy stać ich na spłaty rat, czy nie. "Wakacje" oznaczają straty banków w ich rachunku wyników. Tylko, że straty trzeba będzie pokryć kapitałem.

- To element nieujęty jeszcze w rachunku wyników banków. Mówimy o kwocie kolejnych 20 mld zł. Będzie to ujemny jednorazowy wpływ na wyniki (instytucji) w momencie, gdy prawo to wejdzie w życie - powiedziała Bożena Graczyk.

Doszliśmy już do 76 mld zł strat (bądź w kapitale, bądź w rachunku wyników). To więcej niż jedna trzecia wszystkich kapitałów całego polskiego sektora bankowego. Na razie - od 2018 roku - kapitały wszystkich polskich banków zmniejszyły się wskutek przeceny obligacji i instrumentów pochodnych o ok. 40 mld zł, czyli o ponad 17 proc. Ale - jak już wspomnieliśmy - nie wszystkie straty zostały dotąd zaksięgowane. 

To nie koniec, bo jest jeszcze zapowiadana przez premiera zamiana stopy WIBOR na nieujawniony jeszcze, inny wskaźnik, niższy i dający korzyści kredytobiorcom. Ma nastąpić od początku przyszłego roku. Taka zmiana spowodowałaby dodatkową przecenę polskiego długu i instrumentów pochodnych o wartości bilionów złotych. Bożena Graczyk szacuje, że jeśli te zapowiedzi się spełnią, sektor bankowy będzie musiał odpisać ok. 22 mld zł. W ten sposób dochodzimy już do strat blisko 100 mld zł, jakie banki mogą ponieść w tym i przyszłym roku. A to już więcej niż połowa ich łącznych kapitałów.

Nie koniec na tym, bo straty mogą być jednak jeszcze większe, jeśli inflacja będzie wyższa, a stopy procentowe wzrosną jeszcze bardziej. Do jakich poziomów?

- Inflacja nas zaskakuje od wielu miesięcy (...) Na pytanie gdzie skończymy i do jakiego poziomu stóp dojdziemy odpowiadam: nie wiem, gdzie skończymy. Powiedziałbym, że szczyt inflacji będzie na poziomie 15-16 proc., zakładam, że w roku 2024, 2025 inflacja zejdzie do poziomu jednocyfrowego, ale nie zejdzie do celu inflacyjnego - powiedział Maciej Reluga, członek zarządu i główny ekonomista Santander Bank Polska.

- Niektórzy makroekonomiści przewidują nawet 20 proc. (inflacji) pod koniec tego roku - dodała Bożena Graczyk.

Pod koniec roku czeka nas recesja

Dalszy wzrost inflacji oraz stóp procentowych będzie powodował kolejne przeceny polskiego długu i instrumentów zabezpieczających stopę procentową, a więc także dalsze zmniejszenie kapitałów. Nie sposób przewidzieć jeszcze jak duże. Na tym jednak także nie koniec, bo spodziewane jest pogorszenie się sytuacji kredytobiorców w II połowie roku. 

- Gdy inflacja jest zbyt wysoka, firmy, które podjęły się projektów inwestycyjnych, mogą wchodzić w sytuację zagrożenia płynności tych projektów - mówił Andrzej Dżuryk.

-  Gdy dochodzi do podwyżek stóp w takim wymiarze, z jakim mieliśmy do czynienia, dochodzi jeszcze ryzyko recesji i związane z tym ryzyko spłacalności kredytów w przyszłości. W naszym bazowym scenariuszu zakładamy kwartalny spadek PKB w III i IV kwartale tego roku i będzie to pogarszało sytuację podmiotów gospodarczych (...) Słowem środowisko stagflacyjne - powiedział Maciej Reluga.

Czy banki, których kapitały skurczą się z grubo ponad 200 mld zł cztery lata temu do nieco ponad 100 mld zł za dwa lata będą mogły kredytować dalej gospodarkę. Oczywiście - nie. Od czasu, kiedy został wprowadzony podatek bankowy zwrot z kapitału (wskaźnik ROE) polskich banków jest dużo poniżej oczekiwań inwestorów. Dlatego nawet przy zyskach z coraz wyżej oprocentowanych kredytów, banki nie mają szans na to, żeby swoje kapitały odbudować.

- Od momentu wprowadzenia podatku bankowego sektor nie generuje ROE poniżej kosztów pozyskania kapitału. Sektor bankowy przestaje być dla kogokolwiek atrakcyjną inwestycją.

Możemy nawet mieć do czynienia z sytuacją, że wynik pierwszej dziesiątki banków będzie w okolicach zera, a może nawet ujemny - powiedziała Bożena Graczyk.

- Potrzeby kapitałowe banków w kontekście wspierania gospodarki wydają się ogromne - dodał Marcin Gadomski, wiceprezes banku Pekao.

Machina strat rozkręciła się na dobre. Co można zrobić, żeby ją zatrzymać? Wycofać się z planów wprowadzenia "wakacji" kredytowych dla wszystkich i pomagać tylko ludziom rzeczywiście dotkniętym przez wzrost rat kredytów. Zatrzymać ekspansywną politykę fiskalną, która tylko dolewa benzyny do ognia inflacji.  

- Polityka makroekonomiczna jest mało spójna. Polityka monetarna chce ograniczyć inflację, a polityka fiskalna w tym przeszkadza - mówił Maciej Reluga.

Bo inaczej przyjdzie moment, kiedy ludzie, którzy dostają teraz ogromne pieniądze w postaci różnych bonusów - jak "wakacje" kredytowe, będą musieli zapłacić dużo większe za ratowanie banków.

Jacek Ramotowski  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »