Reklama

Pomagając Europie, Chiny rozgrywają własną partię

O co chodzi w chińskiej ofensywie zalecania się do Europy? Od kilku tygodni chiński rząd coraz częściej obiecuje Staremu Kontynentowi swoje wsparcie i coraz głośniej zarzeka się, że pomoże krajom europejskim w opanowaniu wynikającego z publicznego zadłużenia kryzysu, jednocześnie przyczyniając się do przyspieszenia gospodarczego ożywienia.

W ubiegłym tygodniu Pekin po raz kolejny zadeklarował chęć kupna obligacji od rządu Hiszpanii i innych państw, co do których istnieją obawy, że będą potrzebować międzynarodowej pomocy w postaci pakietu antykryzysowego.

Nasze kłopoty to także chiński problem

Reklama

Wydaje się, że chińska pomoc ma na celu z jednej strony ograniczenie strat związanych z rosnącym zaangażowaniem inwestycyjnym Państwa Środka w Unii Europejskiej, z drugiej zaś - zapobieżenie pogłębianiu się recesji na terytorium wspólnoty, która niedawno osiągnęła status największego partnera handlowego Chin, wyprzedzając pod tym względem Stany Zjednoczone.

Mimo iż silny wzrost gospodarczy napędza transformację Chin w ekonomiczną potęgę, pogorszenie się sytuacji w Europie oznaczałoby kłopoty dla tamtejszej gospodarki, jako że UE jest nabywcą jednej czwartej wszystkich dóbr wytwarzanych w Chinach. - Jeśli gospodarka danego państwa jest napędzana eksportem, jak ma to miejsce w przypadku Chin, a Unia i strefa euro są jego kluczowymi rynkami eksportowymi, to w interesie tego kraju leży ustabilizowanie finansowej i ekonomicznej sytuacji na tych rynkach - mówi Ken Warrett, główny ekonomista ds. strefy euro BNP Paribas w Londynie.

Panie Li, witamy na zakupach w Europie

W pierwszym tygodniu stycznia chińska delegacja pod przewodnictwem wicepremiera Li Keqianga zaakcentowała to stanowisko w Berlinie, Londynie i Madrycie podczas mocno nagłaśnianej, kolejnej już objazdowej trasy po europejskich stolicach.

W każdym z tych miejsc chińscy goście witani są z honorami, czy to przez hiszpańskiego premiera Jose Luisa Rodrigueza Zapatero, kanclerz Niemiec Angelę Merkel, czy premiera brytyjskiego rządu Davida Camerona. Li, który jest typowany na następnego premiera Chin, obiecuje gospodarzom zakupy obligacji opiewających na wielomiliardowe kwoty - i kolejne miliardy w ramach transakcji handlowych.

W artykułach, jakie ukazały się w ubiegłym tygodniu w prasie brytyjskiej, niemieckiej i hiszpańskiej, chińscy oficjele podkreślali wagę zaangażowania Pekinu w wysiłki europejskich przywódców poszukujących dróg wyjścia z kryzysu. Ci ostatni z zadowoleniem przyjmują "szał zakupów" wicepremiera Li, jako że obecnie wielu inwestorów powątpiewa w wiarygodność kredytową Europy.

W ubiegłym tygodniu Pacific Investment Management Co., (PIMCO), największy na świecie fundusz obligacyjny, poinformował, że zaprzestał skupowania obligacji rządowych Portugalii, Grecji i Irlandii. W wypowiedzi dla niemieckiego dziennika "Süddeutsche Zeitung" Andrew Bosomworth, odpowiedzialny za politykę inwestycyjną funduszu, uściślił, że PIMCO rezygnuje również z inwestowania nowych środków w krajach, które pozostają wypłacalne, ale których sytuacja gospodarcza jest uważana za niepewną - takich, jak Hiszpania czy Włochy.

Tymczasem Chiny dążą do dywersyfikacji części swojego portfela rezerw dewizowych, którego wartość wynosi obecnie ok. 2,7 bln dolarów, odchodząc od niskorentownych amerykańskich papierów dłużnych na rzecz innych inwestycji, w tym obligacji denominowanych w euro.

Kto gra przeciwko euro, gra przeciwko Chinom

Rentowność obligacji rządowych Hiszpanii, Grecji i Portugalii ostatnimi czasy mocno wzrosła. Analitycy uważają, że Grecja przygotowuje się do restrukturyzacji swojego zadłużenia, mimo iż otrzymała pożyczkę od UE i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jeśli dzięki chińskim deklaracjom wsparcia te trzy kraje unikną scenariusza restrukturyzacyjnego, Pekin może na tym sporo zyskać.

W środę 5 stycznia hiszpańskie media informowały, że wicepremier Li zadeklarował chęć zakupienia przez Chiny hiszpańskich papierów dłużnych opiewających na kwotę 6 mld euro.

Oferta dodatkowych zakupów europejskiego długu przez Pekin zaowocowała jeszcze jednym skutkiem. Mimo iż Chiny nie podają do wiadomości publicznej dokładnej liczby obligacji, które chcą nabyć, sam fakt, iż deklarują gotowość do podjęcia takiej akcji, sprawia, że inwestorom trudno jest grać przeciwko euro. Analitycy twierdzą, że taki trend może zwiększyć prawdopodobieństwo runu na obligacje tych krajów, których długiem zainteresowane są Chiny. (...)

Jest jeszcze jeden powód, dla którego Pekinowi zależy na silnym euro. Znaczne osłabienie wspólnej europejskiej waluty obróciłoby się na niekorzyść Chin, ponieważ na światowych rynkach cena wysokogatunkowych towarów handlowych, produkowanych w krajach takich, jak Niemcy, stałaby się wówczas bardziej przystępna - wskazują eksperci. Oznaczałoby to większą konkurencję dla chińskich eksporterów.

Państwo Środka szykuje się do desantu

Z chińskiego zaangażowania w europejski rynek długu wypływają dalsze korzyści. Podczas swojej wizyty w Hiszpanii wicepremier Li nadzorował zawarcie kilkunastu umów handlowych z tamtejszymi przedsiębiorstwami. Znalazł się wśród nich kontrakt zawarty pomiędzy Repsolem, hiszpańskim gigantem paliwowym, a największą chińską spółką naftową China Petrochemical, dotyczący wzmożenia poszukiwań ropy w Ameryce Łacińskiej.

Do Hiszpanii i Portugalii należy kilka strategicznych holdingów w Ameryce Łacińskiej i Afryce, czyli tych rejonach świata, które w ostatniej dekadzie stały się obiektem wysiłków inwestycyjnych Chin, i w których te ostatnie chciałyby kontynuować swoją ekspansję gospodarczą.

- Hiszpania i Portugalia nie są dla Chin przyczółkiem do desantu na Europę - bo i jaka tak naprawdę jest ich strategiczna waga na Starym Kontynencie? - retorycznie pyta Marko Papic, starszy analityk ds. Europy w Stratfor, prywatnej agencji wywiadu z siedzibą w Austin w Teksasie. - Oba te kraje mają jednak kulturowe, kolonialne i historyczne powiązania z dwoma regionami, które wzbudzają zainteresowanie Chin.

Specyfika relacji niemiecko-chińskich

Li Keqiang został ciepło przyjęty również w Berlinie, dokąd przybył w miniony czwartek, by porozmawiać z niemieckim ministrem gospodarki, Rainerem Bruderle. W piątek 7 stycznia wicepremier chińskiego rządu spotkał się z kolejnymi osobistościami - kanclerz Merkel, prezydentem Christianem Wulffem i Guido Westerwelle, szefem niemieckiej dyplomacji.

Według najnowszych danych, w 2009 roku wartość niemieckiego eksportu do Chin wyniosła 36,5 mld euro, a wartość niemieckiego importu z Państwa Środka - 55, 5 mld euro. Niemcy są bezdyskusyjnie największym partnerem handlowym Chin w Europie, a wymiana towarowa pomiędzy dwoma krajami cały czas przybiera na sile - dotyczy to zwłaszcza wysokowartościowych artykułów elektrycznych i elektronicznych. Należy również pamiętać, że przemysł samochodowy nad Łabą i Renem, który mocno ucierpiał na skutek globalnej recesji, wyszedł na prostą dzięki silnemu popytowi na niemieckie marki w Chinach.

Niemieckie przedsiębiorstwa domagają się jednak, by kanclerz Merkel lobbowała na rzecz zwiększenia ich możliwości inwestycyjnych na chińskim rynku. Jak dotąd Pekin wypowiadał się w kwestii tych próśb wymijająco. Zamiast tego, Chiny mają zamiar wykorzystać wizytę swojego wicepremiera w Berlinie, by skłonić Niemców do szerszego otwarcia drzwi dla działalności chińskich firm na ich terytorium.

Europa jest w potrzebie

Także na Wyspach odwiedziny Li są postrzegane jako wydarzenie o kluczowym znaczeniu dla ekonomicznej sytuacji Wielkiej Brytanii. Dwa miesiące wcześniej to premier Cameron, w towarzystwie ministrów i przedstawicieli biznesu, udał się z wizytą do Pekinu, skąd przywiózł obietnice kontraktów dla brytyjskich firm.

David Cameron obiecał swego czasu zacieśnienie współpracy z szybko rozwijającymi się gospodarkami i ma zamiar zbić polityczny kapitał na sukcesie, jaki odniósł w Pekinie. Jest to dla niego szczególnie ważne w obliczu faktu, że ogłoszony przez jego rząd program oszczędnościowy (na którym budżet państwa ma zyskać 80 mld funtów), mocno daje się we znaki brytyjskiej gospodarce.

Chiny jasno dały jednak do zrozumienia, że rozmowy, jakie prowadzą z Brytyjczykami, są częścią szerszej strategii rozwoju stosunków Pekinu z Unią Europejską w sytuacji, w której wiele europejskich gospodarek zmaga się z zadłużeniem. - Chiny w pojedynkę mogą nie dać rady rozwiązać problemów Europy - pisał we wtorkowym "Daily Telegraph" Liu Xiaoming, chiński ambasador w Londynie - "ale jako prawdziwy przyjaciel i prawdziwy partner są skłonne pomóc Europie, która znajduje się w potrzebie".

Liz Alderman

New York Times / International Herald Tribune

Tłum. Katarzyna Kasińska

Dowiedz się więcej na temat: Chiny | kłopoty | europ | Angela Merkel | wicepremier | analitycy | Europa | Hiszpania | China | Pekin | Niemcy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »