Posłowie przychylni regule wydatkowej, lecz stawiają warunki
Posłowie PSL i partii opozycyjnych widzą konieczność ograniczenia wydatków publicznych, ale stawiają warunki dla poparcia propozycji wprowadzenia reguły wydatkowej.
Regułę wydatkową przewiduje projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych, który przygotowało Ministerstwo Finansów. Zgodnie z regułą wzrost wydatków, tzw. elastycznych i nowych wydatków sztywnych, nie będzie mógł być wyższy niż 1 punkt procentowy powyżej inflacji.
Żelichowski zwrócił w poniedziałek uwagę, że "politycy rwą się do obniżek podatków, za co im chwała", co jednak powoduje konieczność cięć wydatków. - Będzie dylemat, których. Ja jestem gotowy na taką regułę pod warunkiem, że Ministerstwo Finansów zredukuje zatrudnienie z 60 tys. osób do 20 tys. Zaoszczędzone koszty jesteśmy w stanie przeznaczyć na taką regułę - powiedział.
Żelichowski wskazał na koszty komputeryzacji administracji, które według niego wyniosą 15 mld zł. Zdaniem posła, przy obecnych przerostach zatrudnienia w sferze publicznej pieniądze te będą wyrzucone w błoto. - Nie da się niczego zrobić bez rozpoczęcia prac od ministra finansów, który ma gigantyczne "Bizancjum". Ono cały czas się powiększa - powiedział.
Zastrzeżenia wobec propozycji resortu finansów wyraził poseł Stanisław Stec z Lewicy. Ocenił jednak, że zmiany idą w dobrym kierunku. - Coś trzeba wymyślić, bo dochody spadają, a spiralę zadłużenia trzeba przerwać. Od tej reguły muszą być jednak wyjątki, bo niektóre rzeczy, jak dofinansowanie ZUS czy KRUS są zabezpieczone ustawowo - powiedział.
Według Steca, wprowadzenie reguły nie może odbić się na ludziach najbiedniejszych. - Oni żyją w coraz gorszych warunkach i jest ich bardzo dużo - uważa Stec. Zwrócił uwagę, że najpierw w sprawie reguły muszą jednak porozumieć się koalicjanci.
Także Henryk Kowalczyk (PiS) wskazał na konieczność ograniczenia deficytu. Uważa on, że państwo musi się ratować przed narastającym lawinowo zadłużeniem, a reguła może zahamować wzrost wydatków. - Potrzebne są też ograniczenia w administracji. W ubiegłym roku już o tym mówiono, ale wynagrodzenia i zatrudnienie wzrosły prawie we wszystkich resortach. "Kaganiec" trzeba założyć, bo obecni ministrowi są rozrzutni - powiedział.
Dodał, że regułę można uznać jako jedną z metod ograniczenia wzrostu wydatków, ale jego zdaniem cięcia powinny dotyczyć tylko wydatków bieżących, a nie inwestycyjnych.
Przewodniczący komisji finansów publicznych Paweł Arndt z PO uważa, że wprowadzenie reguły wydatkowej jest jednym ze sposobów walki z nadmiernym deficytem. Jego zdaniem, pomysł zasługuje na poparcie. - Wszystkie kraje walczą z nadmiernymi deficytami i my też powinniśmy to robić. Przy wysokim wzroście gospodarczym i niskiej inflacji wprowadzenie reguły wydatkowej pozwoli na ograniczenie wzrostu wydatków, a tym samym deficytu sektora finansów publicznych w stosunku do PKB - powiedział.