Reklama

Pożar w strefie euro? Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

Gospodarka Włoch znowu weszła w recesję, która jest groźna dla całej strefy euro, i tak już w słabej kondycji gospodarczej. Dług publiczny osiągnął rekordową wysokość. Według prasy ekonomicznej, Italia znów jest gospodarczym ogniskiem zapalnym w regionie.

Po szczycie G20 w Brisbane premier Wielkiej Brytanii David Cameron opublikował w "Guardianie" artykuł, w którym ostrzegł, że "na panelu sterowania globalną gospodarką świecą się na czerwono wszystkie światełka ostrzegawcze", tak samo jak wtedy, gdy kilka lat temu kryzys finansowy "rzucił na kolana cały świat".

Reklama

Te świecące się kontrolki ostrzegają przed stagnacją i zbyt niską inflacją w krajach unii walutowej. Ale też - jak pisze "Economist" - "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu" i miejscem, w którym znów może się rozpocząć panika, są Włochy.

Choć Cameron nie powiedział tego wprost, Italia - trzecia gospodarka Europy - jest przyczyną obaw na skalę całej Unii Europejskiej. Tak jak Francja nie wdrożyła w wystarczającym stopniu reform strukturalnych i nawet rządowe plany uelastycznienia rynku pracy trafiają na wielki opór polityczny.

Dług publiczny znacznie przekracza poziom sprzed kryzysu i sięga 134 proc. PKB - to mniej więcej tyle, ile wynosiło zadłużenie rządu Grecji w 2009 roku, gdy kraj ten popadł w kolosalne tarapaty - przypomina brytyjski tygodnik.

Dane z ubiegłego tygodnia dowodzą, że Włochy weszły w recesję; w trzecim kwartale gospodarka skurczyła się o 0,1 proc. To trzecia recesja od 2008 roku - podkreśla Reuters.

Dzięki interwencjom Europejskiego Banku Centralnego (EBC) i wierze, jaką inwestorzy pokładają w jego determinację, by ratować Italię, rentowność włoskich obligacji utrzymuje się na niskim poziomie - we wtorek oprocentowanie 10-letnich papierów wynosiło około 2,31 proc. - ale może się to w każdej chwili zmienić - ostrzegają eksperci.

W rozmowie z Bloombergiem specjalista banku BNP Paribas Ioannis Sokos powiedział we wtorek, że niska rentowność włoskich obligacji jest "bezpośrednim skutkiem oświadczeń (szefa EBC Mario) Draghiego, który wspomniał o możliwości skupowania (przez Bank) obligacji rządowych".

Problem polega na tym, że nawrót recesji podważa wiarygodność rządu premiera Matteo Renziego i jego zdolność do przeforsowania reform. To może wystraszyć inwestorów, a warto pamiętać, że Italia doświadczyła już ich paniki. W 2011 roku oprocentowanie włoskich 10-letnich obligacji przekroczyło krytyczny poziom 7 proc.; uważa się powszechnie, że tak wysokiego oprocentowania długu nie sposób obsłużyć, a rząd nie może już pożyczać pieniędzy na otwartym rynku.

Eksperci ostrzegali wówczas, że Włochy mogą stać się większym zagrożeniem dla strefy euro niż Grecja, która "może się okazać nieco marginalnym widowiskiem", jeśli w poważne tarapaty wpadnie znacznie większa gospodarka Włoch - jak napisał "New York Times". Taka ocena jest nadal aktualna. Italia jest na tyle duża, by swą niewydolnością zaszkodzić nawet globalnej gospodarce.

Paradoksalnie stan włoskiej gospodarki nie jest aż tak zły, jak by wskazywały tytuły prasowe i ostrzeżenia analityków - pisze "Economist". Nie tylko nie doszło tam po wybuchu kryzysu do załamania na rynku nieruchomości, ale też "zdumiewająco dobrze poradził sobie z kryzysem włoski eksport" - przypomina tygodnik.

Znakomicie ma się eksport dóbr luksusowych, takie sektory jak tekstylia, moda, czy luksusowe samochody - znaki firmowe włoskiego designu. Na dobrym poziomie utrzymuje się mimo wszystko sprzedaż włoskich aut.

Dlaczego więc Włochy wydają się punktem zapalnym, od którego lada moment może się zacząć kolejny kryzysy w regionie? Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego na reputacji i perspektywach Włoch ciąży szczególnie niewydolny wymiar sprawiedliwości i dysfunkcyjny system bankowy.

Jak pisze "Economist", mroczne machinacje polityków i przeregulowanie gospodarki, w której rosną koszty pracy, stanowią poważny hamulec rozwoju w kraju skądinąd innowacyjnym i atrakcyjnym.

Niewydolny system polityczny Włoch, rozrzutność i korupcja władz od dawna stanowią problem kraju i kolejna runda recesji staje się dowodzić, że Rzym musi jeszcze długo poczekać na kompetentny rząd, który będzie miał pełną determinację do przeprowadzenia reform - ocenia "Economist".

Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii i publicysta "NYT" Paul Krugman wielokrotnie powtarzał, że Włochy nie przetrwałyby w ogóle kryzysu zadłużenia - między innymi ze względu na brak kompetencji polityków - gdyby nie gwarancje szefa EBC. Krugman uważa, że nadmierne poszukiwanie przez rząd oszczędności budżetowych do reszty zdusiło wzrost gospodarczy we Włoszech.

Z braku wiary w gabinet Renziego lub jego stabilność czy włoski system bankowy, czy wreszcie skuteczność działań EBC rentowność włoskiego długu może błyskawicznie podskoczyć. Konieczny może się okazać jakiś pakiet pomocowy dla Rzymu z gwarancjami ze strony zarówno EBC, jak i strefy euro, czyli przede wszystkim Berlina - a więc kolejna akcja ratunkowa jak w przypadku Grecji czy Irlandii.

Ale próba ocalenia Włoch to znacznie droższe przedsięwzięcie niż pakiety pomocowe dla takich krajów jak Grecja czy Portugalia. Byłoby to dużym, może zbyt dużym obciążeniem dla strefy euro, której - jak napisał w "Guardianie" Cameron - grozi właśnie kolejna, trzecia recesja.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: wszystkie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »