Reklama

Przed nami trudne lata. Rosyjska wojna w Ukrainie z dużym wpływem na globalny rynek żywności

Wojna w Ukrainie będzie mieć poważne konsekwencje dla globalnego rynku żywności. W Polsce już teraz ceny praktycznie wszystkich kategorii artykułów spożywczych poszły w górę. To jednak dopiero początek problemów - napisały wiadomoscihandlowe.pl.

Ukraina jest ważnym producentem produktów zbożowych i roślin oleistych. Zajmuje piąte miejsce w eksporcie pszenicy i czwarte w eksporcie kukurydzy na świecie. Jest też największym dostawcą oleju słonecznikowego na globalny rynek. Dlatego rosyjska inwazja i związane z nią zerwanie łańcuchów dostaw generuje potężne problemy dla całego rynku żywności. Jednak część skutków konfliktu zbrojnego stanie się widoczna dopiero za jakiś czas.

- Nastąpi ograniczenie produkcji rolniczej na obszarze objętym działaniami wojennymi, co przełoży się na podaż w kolejnym roku, a być może nawet latach. Efektem jest wzrost cen, który już widzimy na giełdach towarowych - mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego Santander Bank Polska. Wskazuje przy tym, że dla polskich przetwórców żywności oznacza to wzrost kosztów produkcji. - To będzie miało oczywiście również skutki dla konsumentów w postaci wyższych cen artykułów spożywczych - zaznacza ekspert.

Reklama

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Trudne wyzwania

Aktualna sytuacja niesie za sobą również skutki w obszarze eksportu produktów spożywczych. Ukraina to drugi największy zagraniczny odbiorca serów z Polski. To również istotny rynek dla producentów mięsa, ponieważ charakteryzuje się popytem na te elementy, które trudno ulokować na zachodzie Europy. - Wszelkie wahania popytu na Ukrainie będą zmuszały polskie firmy do szybkiego poszukiwania nowych rynków zbytu, a to nie tylko generuje dodatkowe koszty, lecz również powoduje presję na marże uzyskiwane w eksporcie przez polskich przetwórców - tłumaczy Rykaczewski.

Jednak eksporterzy żywności zaczynają już wypełniać lukę po wstrzymanych wysyłkach z Ukrainy. Przypomnijmy, że tamtejszy rząd wprowadził zakaz eksportu kluczowych produktów spożywczych. Unijni odbiorcy po stracie dostaw z terenów objętych wojną szukają możliwie najtańszej alternatywy, co widać szczególnie wyraźnie w kategoriach drobiu i jaj. Co prawda polskie produkty są droższe niż ukraińskie, ale wciąż tańsze niż proponowane przez wielu innych dostawców.

- Widzimy skokowy wzrost popytu na produkty drobiarskie wynikający z nagłego ustania podaży z Ukrainy. Atutem polskich eksporterów jest nie tylko konkurencyjność cenowa, ale też możliwość szybkiego oferowania dużych i jednorodnych jakościowo wolumenów. Te przewagi predestynują nas do wypełniania luk po ukraińskim eksporcie bardziej niż innych - komentuje Katarzyna Gawrońska, dyrektor Krajowej Izby Producentów Drobiu i Pasz.

Krajowy popyt też rośnie

Napływ milionów uchodźców z Ukrainy do Polski wspiera zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju dobra pierwszej potrzeby, takie jak żywność, artykuły higieniczne i sanitarne, produkty dla dzieci czy odzież i obuwie. Jak podaje agencja NielsenIQ, od momentu wybuchu wojny w Ukrainie polski rynek FMCG notował podwyższone obroty. Jednak już w trzecim tygodniu od rozpoczęcia konfliktu zbrojnego (w momencie pisania tego artykułu) dynamika tego wzrostu zaczęła spadać. Najmocniej rośnie obecnie sprzedaż konserw mięsnych, mąki oraz cukru. Widać także zwiększone zainteresowanie m.in. mlekiem i jego przetworami. - Sytuacja za naszą wschodnią granicą przekłada się na zachowania polskich konsumentów. Są to czysto ludzkie naturalne reakcje w obliczu zagrożenia, chociaż w obecnych okolicznościach nie ma obaw, że zabraknie mleka lub innych produktów na półkach sklepowych - mówi Małgorzata Cebelińska, dyrektor handlu w SM Mlekpol.

Warto zwrócić w tym kontekście uwagę, że obserwowane osłabienie złotego względem głównych walut, takich jak dolar i euro, może mieć negatywne przełożenie na ceny produktów importowanych. W połączeniu ze znacznym wzrostem ogólnej niepewności może się to niekorzystnie odbić na popycie na dobra konsumpcyjne niebędące produktami pierwszej potrzeby, których zakup można odłożyć w czasie. 

- Wskazać tu można m.in. kategorie, takie jak AGD/RTV, meble czy pojazdy samochodowe. W skali całego handlu detalicznego te efekty będą się częściowo równoważyć, choć można zaryzykować tezę, że przynajmniej w krótkim okresie lekką przewagę uzyska pozytywny wpływ zwiększonego popytu na dobra podstawowe - prognozuje Paweł Kowalski, ekspert w Departamencie Analiz Makroekonomicznych Banku Pekao.

Silna niepewność

W dłuższym okresie sytuacja gospodarcza Polski jest obarczona silną niepewnością zarówno co do dalszego przebiegu działań wojennych, jak i relacji pomiędzy światem zachodnim a Rosją. - Można zakładać, że część uchodźców pozostanie w Polsce na dłużej niezależnie od ostatecznego rezultatu wojny. To, że osoby te będą musiały znaleźć źródło utrzymania, miałoby pozytywny wpływ nie tylko na konsumpcję, lecz również na rynek pracy - zauważa Kowalski. W tej chwili liczba przekroczyła już 2 mln osób. Według różnych prognoz należy się spodziewać napływu ok. 4-5 mln uchodźców. W tym kontekście istotne wydaje się, że profile konsumenckie przeciętnego Polaka i Ukraińca w odniesieniu do kategorii żywności są do siebie bardzo zbliżone.

Zgodnie z danymi za 2019 r. statystyczny mieszkaniec Ukrainy zjada rocznie 828 kg żywności, podczas gdy statystyczny Polak 792 kg. - Jeśli chodzi o podstawowe produkty żywnościowe, np. ziemniaki, produkty zbożowe czy mleko, to spożywamy ich w przeliczeniu na osobę niemalże tyle samo, co Ukraińcy - wskazuje Grzegorz Kozieja, dyrektor biura analiz sektora Food & Agri Banku BNP Paribas. Rozbieżności co do przyzwyczajeń żywieniowych widać natomiast w mniejszych, ale wciąż istotnych kategoriach. - Znaczną różnicę widać w spożyciu pomidorów. Ukraińcy jedzą ich dwukrotnie więcej niż Polacy. Wyprzedzają nas też w spożyciu cebuli - tłumaczy dyrektor biura analiz sektora Food & Agri Banku BNP Paribas. - Z kolei Polacy jedzą dużo więcej wieprzowiny i śmietany - dodaje.

Gdzie jeszcze widać odrębność wzorców konsumpcji? Najwyraźniej chyba w kategorii mięsa - Ukraińcy znacznie częściej sięgają po mięso kozie i baraninę, a także wołowinę i podroby. Oprócz tego spożywają więcej oleju słonecznikowego, jaj, groszku i orzeszków ziemnych. Z kolei Polacy zjadają więcej oliwek i oliwy z oliwek oraz cytrusów. Ukraińcy wybierają banany, Polacy zaś mandarynki i pomarańcze. Różnice mają swoje źródło w tradycji, ale też wynikają z innego poziomu ekonomicznego obu gospodarek.

Co z inwestycjami?

W Polsce i w całej Unii Europejskiej raczej nie zabraknie żywności. Mimo problemów związanych z wojną w Ukrainie jesteśmy pod tym względem bezpieczni. Trzeba jednak liczyć się z tym, że w pesymistycznym scenariuszu skutki długotrwałego załamania relacji dyplomatycznych mogą nasilić niekorzystną dla gospodarki inflację nie tylko w krótkim, lecz także dłuższym okresie, a niepewność towarzysząca niestabilnej sytuacji geopolitycznej może do pewnego stopnia stać się czynnikiem osłabiającym aktywność inwestycyjną w naszym regionie świata.

Łukasz Rawa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »