Przewaga GPW nad Wall Street. Przecenione polskie akcje atrakcyjniejsze od drogich amerykańskich?
Indeksy giełdy nowojorskiej notują największe spadki od miesięcy. To może być początek końca hossy. Na giełdzie w Warszawie nastroje są dużo lepsze. Niektórzy analitycy spekulują o poprawieniu przez WIG20 rekordu wszech czasów z 2007 roku.
- Z badania przeprowadzonego przez Bank of America wynika, że aż 55 proc. inwestorów z Wall Street wielkie zagrożenie dla rynków widzi w eskalacji wojny handlowej, która może doprowadzić do globalnego spowolnienia gospodarczego
- Amerykańscy inwestorzy w swoich zasobach mają coraz więcej gotówki i złota. Mniej ufają akcjom i obligacjom
- Na giełdzie w Nowym Jorku na niebezpiecznie wysokim poziomie jest tzw. wskaźnik Buffetta. Stosunek kapitalizacji rynkowej spółek do PKB Stanów Zjednoczonych to już ponad 2:1, a powinien być zbliżony do 1:1
- Na GPW inwestorzy kupują przecenione polskie akcje licząc na dalszy istotny wzrost gospodarczy w naszym kraju, a także na zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą
Półtora miesiące temu główny indeks giełdy nowojorskiej S&P500 przekraczał próg 6100 punktów i bił rekord wszech czasów. Od tamtej pory spadł w okolice 5600 punktów. Jeszcze poważniejszy regres zanotował technologiczny Nasdaq, który zsunął się z historycznego szczytu 20 200 punktów osiągniętego w grudniu zeszłego roku do około 17 400 punktów.
Rynki nerwowo reagują na zamiary prezydenta USA Donalda Trumpa, który wkracza na ścieżkę "światowej wojny handlowej". Ekonomiści i inwestorzy obawiają się, że nowe taryfy celne podniosą ceny dóbr przemysłowych sprzedawanych w USA o kilkanaście procent.
Nawet Biały Dom nie wyklucza, że przez jakiś czas efektem takiej polityki ekonomicznej może być krótkotrwały kryzys gospodarczy, a nawet recesja. To zaś odbije się na wynikach amerykańskich przedsiębiorstw. Z najnowszych analiz Bloomberg Intelligence wynika, że prognozowany na ten rok wzrost zysków na akcję ogółu spółek z indeksu S&P500 wyniesie 9,5 proc., a nie jak się początkowo spodziewano 12,5 proc. Tymczasem już teraz mamy na Wall Street ekstremalnie wysoki wskaźnik C/Z (cena/zysk) na poziomie 20,5. W największym stopniu do takiej wyceny przyczyniają się giganty technologiczne.
Z badania Global Fund Manager Survey przeprowadzonego przez Bank of America wynika, że aż 55 proc. inwestorów z Wall Street wielkie zagrożenie dla rynków widzi w eskalacji wojny handlowej, która może doprowadzić do globalnego spowolnienia gospodarczego. Jest to najwyższy poziom niepokoju od kwietnia 2020 roku, kiedy światem rządziła pandemia koronawirusa. Drugim najczęściej wskazywanym zagrożeniem, choć znacznie mniej ważnym (19 proc. odpowiedzi), jest możliwość, że inflacja skłoni Rezerwę Federalną do podniesienia stóp procentowych.
Pod koniec marca na rynek dotarły doniesienia o utrzymującej się w USA nadmiernej inflacji. Bazowy deflator wydatków konsumenckich (PCE core) za luty był wyższy od oczekiwań ekonomistów - miał dynamikę rzędu 0,4 proc w skali miesiąc do miesiąca i 2,8 proc. rok do roku. Tymczasem amerykański bank centralny próbuje osiągnąć roczną inflację na poziomie 2 proc.
W dodatku, nasilają się oczekiwania inflacyjne amerykańskich konsumentów. W perspektywie roku podniosły się z 4,3 do 5 proc., co jest najwyższym odczytem od ponad dwóch lat. Z kolei oczekiwania długoterminowe wzrosły z 3,5 do 4,1 proc. Nic więc dziwnego, że na ostatnim posiedzeniu Fed utrzymał główną stopę na dotychczasowym poziomie - w przedziale 4,25-4,50 proc.
Mimo to - jak wynika z obliczeń FedWatch Tool - rynek terminowy nadal spodziewa się w tym roku przynajmniej trzech redukcji stóp procentowych, każda po 25 punktów bazowych. Dzieje się tak choćby dlatego, że sam prezes Rezerwy Federalnej, Jerome Powell, w obliczu radykalnej polityki taryfowej administracji Donalda Trumpa przyznał, że wzrosło ryzyko wystąpienia recesji w Stanach Zjednoczonych.
Bank of America (BofA) ostrzega przed "krachem byka" na giełdzie w Nowym Jorku. Wskazuje na marcowy spadek inwestycji w akcje amerykańskie o 40 proc. w porównaniu z poprzednim miesiącem. Global Fund Manager Survey, który przeprowadził badanie dla BofA, podkreśla, że ten wynik stanowi największy miesięczny regres w historii statystyk. Jeszcze w grudniu alokacja kapitału osiągnęła rekordowy poziom.
Z badania wynika również, że w obliczu niepewności gospodarczej inwestorzy powiększają pulę gotówki w swoich portfelach, kosztem akcji i obligacji. Udział gotówki zwiększył się z 3,5 do 4,1 proc., co stanowi największy miesięczny wzrost od grudnia 2021 roku. Michael Hartnett, ekspert z BofA, nie przewiduje, by ostatnie spadki indeksu S&P500 stworzyły okazję do zakupów, nawet dla tych osób, które dysponują płynnością. Jego zdaniem, dzisiejszy poziom nastrojów inwestorów jest zbyt niski.
Niektórzy ekonomiści zwracają uwagę, że stosunek indeksu S&P500 do ceny złota spadł w marcu do najniższego poziomu od ponad czterech lat. Ta relacja w marcu cofnęła się do poziomu około 1,9 z 2,3 w grudniu 2024 roku oraz znacznie poniżej cyklicznego szczytu z lutego ubiegłego roku, który wyniósł 2,5. W praktyce oznacza to, że dziś potrzebnych jest dużo mniej uncji złota do zakupu indeksu S&P500 niż w poprzednich miesiącach. Tak istotne zmiany nie zdarzają się często i zwykle występują podczas kryzysów lub silnych zawirowań rynkowych.
Aakash Doshi, strateg z State Street Global Advisors, wyjaśnia, że gwałtowny spadek wskaźnika giełdowego względem złota odzwierciedla rosnący apetyt inwestorów na "bezpieczne przystanie", takie jak kruszec. Z drugiej strony, jest wyrazem zwątpienia w niedawne optymistyczne prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego oraz wyników amerykańskich spółek.
Wielu komentatorów zwraca też uwagę na bardzo wygórowany wskaźnik Buffetta, stosowany przez sędziwego inwestora od wielu lat. Proporcja kapitalizacji rynkowej spółek do PKB Stanów Zjednoczonych osiągnęła rekordowy poziom ponad 2:1, co sugeruje, że amerykański rynek akcji jest znacząco przewartościowany. MarketWatch przypomina, że liczona od 1970 roku historyczna średnia wskaźnika Buffetta wynosi tylko 0,95:1.
Bhanu Baweja, główny analityk UBS Investment Bank, przewiduje, że indeks S&P500 może spaść do około 5300 punktów w ciągu najbliższych trzech do czterech miesięcy. Takie może być następstwo obniżania prognoz zysków spółek notowanych na Wall Street. Bhanu Baweja zwraca też uwagę na pogorszające się w USA nastroje na rynku pracy i spadające wskaźniki wydatków konsumenckich. Z ostatnich danych Conference Board wynika, że w marcu zaufanie konsumentów obniżyło się do najniższego poziomu od ponad czterech lat.
Analitycy Goldman Sachs zredukowali ostatnio prognozę poziomu docelowego dla indeksu S&P500 na koniec tego roku z 6200 do 5700 punktów. O tyle są optymistami, że dziś wskaźnik lokuje się poniżej wyznaczonej wartości. Jednocześnie ci sami eksperci podnieśli prawdopodobieństwo wystąpienia recesji w USA w ciągu nadchodzących 12 miesięcy z 20 do 35 proc. Goldman Sachs ostrzega, że Europa może radzić sobie gorzej niż Ameryka, gdyż gospodarka naszego kontynentu jest w tym roku zagrożona recesją techniczną (dwa kolejne kwartały spadku PKB).
Na tle giełdy nowojorskiej dobrze prezentuje się w ostatnich tygodniach GPW w Warszawie. WIG20 ma za sobą jeden z najlepszych kwartałów w XXI wieku. W pierwszych trzech miesiącach tego roku zyskał na wartości 22,7 proc. Wyraźnie większą stopę zwrotu (30 proc.) zanotowano tylko w ostatnim kwartale 2023 roku. Główny indeks GPW przekraczał niedawno poziom 2800 punktów, czyli najwyższy od kilkunastu lat.
Wzrostom w Warszawie sprzyja osłabiony dolar i korekta spadkowa na giełdzie w Nowym Jorku. Inwestorzy kupują przecenione polskie akcje licząc na dalszy istotny wzrost gospodarczy w naszym kraju, a także na zawieszenie broni między Rosją a Ukrainą. To nie przypadek, że wskaźnik WIG-Ukraina od początku tego roku poszedł w górę o 65 proc. Znaczne wzrosty zanotowały także polskie branże: przemysł ciężki, transport, energetyka i bankowość. To bez wątpienia wyraz oczekiwań, że wszystkie one będą zaangażowane w odbudowę Ukrainy, o ile rzeczywiście osiągnięty zostanie trwały pokój za naszą wschodnią granicą.
Albert "Longterm" Rokicki, analityk i inwestor, zakłada, że WIG20 w dłuższym terminie może kontynuować rajd, ale nie uniknie korekty. W tym czasie na pierwszy plan mogą się wysuwać spółki średnie z mWIG40 i mniejsze z sWIG80.
Zdaniem Rokickiego, skoro WIG20 wybił się z szerokiej konsolidacji między 1310 a 2500 punktów, to otworzył się na 3000 punktów. Potem możliwy byłby nawet historyczny rekord powyżej 3900 punktów, na którego pobicie rynki czekają od 18 lat. Albert "Longterm" Rokicki lansuje hasło "wielkiej hossy pokoleniowej", która ma być próbą dogonienia przez polską giełdę zagranicznych indeksów.
Jacek Brzeski