Reklama

Putin "wysusza" gazowy rynek. Celowo?

Gazprom jest oskarżany o pogłębianie kryzysu energetycznego w celu uzyskania zielonego światła dla Nord Stream 2. Ale Moskwa ma oczywiście także inny cel strategiczny.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Od tygodni Moskwa wysyła Europie jednoznaczny sygnał: zawierajcie długoterminowe kontrakty z Gazpromem, a więc z Rosją, na dostawy gazu ziemnego, a nie będziecie musieli się martwić o prąd czy ciepło. Dzieje się to w obliczu bezprecedensowego kryzysu gazowego na europejskim rynku. W ostatnich miesiącach cena zwielokrotniła się, na początku października była nawet dziesięciokrotnie wyższa niż średnia cena w 2020 r.

Reklama

Różni zachodni eksperci, media i politycy podejrzewają, że Gazprom celowo pogłębił niedobór energii w Europie, aby wywrzeć presję na Niemcy i UE w celu uzyskania jak najszybszego pozwolenia na eksploatację ukończonego bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2. I to dla obu nitek rurociągu, który potrzebuje do tego zwolnienia z przepisów UE.

Ale narasta wrażenie, że Moskwa ewidentnie dąży do drugiego celu strategicznego. Wskazuje na to upór, z jakim wysocy rangą przedstawiciele Rosji, oficjalne rosyjskie media i nieoficjalni multiplikatorzy wychwalają dawną praktykę długoterminowych kontraktów na dostawy z Gazpromem - i namawiają kraje UE do odejścia od swobodnego handlu giełdowego na rynku spot, na którym krótkoterminowo obowiązują niższe ceny gazu.

"Cwaniaki" z UE

Putin nigdy nie ukrywał, że to on określa politykę Gazpromu. - To cwaniaki z poprzedniej kadencji Komisji Europejskiej wymyślili rynkowe ceny gazu i oto mamy rezultat - oświadczył rosyjski prezydent na konferencji prasowej na początku września, gdy cena rynkowa spot za 1000 metrów sześciennych skoczyła do 650 dolarów.

- Tak naprawdę to eksperci z poprzedniej kadencji Komisji UE, głównie brytyjscy, zgłosili propozycję handlu gazem na giełdzie, potem ją uruchomili i przeforsowali - kontynuował Putin miesiąc później, 5 października, gdy cena osiągnęła poziom prawie 2000 dolarów. Teraz, po Brexicie, konsumenci w Europie kontynentalnej muszą zapłacić rachunek - ostrzegł.

Na otwarciu Tygodnia Energetycznego w środę (13.10.2021 r.) Putin znów powtórzył swoje zarzuty pod adresem byłej Komisji Europejskiej za to, że uznała, iż swobodny handel gazem zbilansuje rynek energetyczny. - Zawsze mówiliśmy im, że konieczne jest skupienie się na kontraktach długoterminowych - powiedział.

Jesienne załamanie rynku gazu

Pojawia się jednak pytanie, dlaczego europejski handel giełdowy gazem, tak krytykowany przez Moskwę, przez lata funkcjonował bez zakłóceń i dlaczego latem tego roku się zachwiał, by następnie praktycznie załamać się we wrześniu i październiku. Bo kiedy cena zwielokrotnia się w ciągu kilku tygodni, to jest to załamanie rynku.

Ostry niedobór gazu w Europie ma kilka przyczyn. Eksperci niemal jednogłośnie mówią m.in. o niskim poziomie napełnienia europejskich magazynów gazu po mroźnej zimie 2020/2021, o preferencyjnych dostawach gazu skroplonego do Azji, gdzie płaci się jeszcze wyższe ceny, wymieniają większe zużycie gazu w energetyce z powodu długich okresów bez wiatru oraz dłuższe prace remontowe na norweskich gazociągach.

Dlaczego jednak Rosja, która gwarantuje prawie 40 procent importu gazu do UE, nie wywiązała się w tej sytuacji ze swojej odpowiedzialności jako lider rynku? Gazprom mógł zwiększyć podaż na europejskim rynku spotowym, aby przynajmniej częściowo zaspokoić gwałtowny wzrost popytu - i przy okazji zarobić naprawdę niezłe pieniądze.

Gaz tylko dla "naszych partnerów"

Krytyczny wobec Kremla rosyjski ekspert energetyczny Michaił Krutyczyn wskazuje na ten fakt w wywiadzie dla moskiewskiej gazety "Nowaja Gazieta": "Zamiast wykorzystać wzrost cen i czerpać dodatkowe zyski ze sprzedaży gazu po wysokich cenach na rynku spot, Gazprom postanowił całkowicie zaprzestać handlu na rynkach spot i zapowiedział, że w czwartym kwartale i w całym przyszłym roku nie będzie sprzedawał żadnych dodatkowych wolumenów gazu na elektronicznych hubach handlowych".

Czy zatem jednym z głównych powodów obecnego niedoboru gazu jest to, że Gazprom bojkotuje europejski handel giełdowy, że Kreml korzysta z okazji i celowo wysusza rynek spotowy w UE, aby go zdyskredytować? Czy takie są kalkulacje Moskwy?

Kto uważnie słuchał Putina na inauguracji Tygodnia Energetycznego, musiał zrozumieć, że słowa o zwiększeniu rosyjskich dostaw gazu do Europy przedwcześnie zostały uznane za nieprawdziwe. Rosyjski przywódca nie mówił jednak o rynku europejskim (spot), lecz miał na myśli "naszych partnerów". Innymi słowy, na dodatkowy gaz mogą liczyć tylko sygnatariusze kontraktów długoterminowych. A to wygląda już na presję.

Sukces Gazpromu

Gazprom może już pochwalić się pierwszym poważnym sukcesem: Węgry podpisały właśnie 15-letni kontrakt z rosyjskim koncernem. Jeśli inne kraje UE powrócą do długoterminowych kontraktów na dostawy gazu z Rosji, utrwali to dominującą pozycję tego kraju na europejskim rynku ciepła i energii elektrycznej na długie lata i sprawi, że Europa stanie się jeszcze mniej atrakcyjna dla potencjalnych konkurentów z branży skroplonego gazu ziemnego.

Jednocześnie takie długoterminowe umowy byłyby sprzeczne z Zielonym Ładem, ambitnymi planami UE w zakresie dekarbonizacji i wysiłkami na rzecz klimatu. Pomimo rozwoju energetyki opartej na źródłach odnawialnych, kraje UE musiałyby wówczas importować duże ilości gazu ziemnego, będącego nośnikiem energii kopalnej, do połowy lub nawet do końca lat 2030 - a Moskwa najwyraźniej chce właśnie to osiągnąć.

Andrey Gurkov, Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »