Rafał Woś: Dlaczego w Polsce kwitnie ekonomiczne płaskoziemstwo?

Ekonomiczny komentariat w Polsce tak bardzo boi się zostać posądzonym o sprzyjanie Kaczyńskiemu, że gotów jest przymknąć oko na każdą - nawet najbardziej urągającą rozsądkowi - bzdurę puszczaną w obieg przez rozgorączkowany antyPiS.

Kilka dni temu mieliśmy doskonały przykład jak działa ten mechanizm. Najpierw pojawił się comiesięczny tzw. szybki odczyt inflacji, z którego wynikało, że spadła ona we wrześniu do 8,2 proc. 

Zaraz potem służby prasowe Narodowego Banku Polskiego przypomniały, że w Polsce nie rosną już od pół roku. I zaczęło się. Przeróżni #SilniRazem i inne wojujące antyPiSowskie jaczejki zaczęły bić na alarm, że NBP kłamie, bo ceny w Polsce wciąż przecież rosną. A inflacja wcale nie spada.

Reklama

Widać to w przeprowadzanych na bieżąco i stale aktualizowanych danych GUS mierzących dynamikę cen w ujęciu MIESIĄC do MIESIĄCA. Wrzesień do sierpnia. Wcześniej sierpień do lipca. I tak dalej. Tutaj widać trend zatrzymania wzrostu cen, którym chwali się NBP - koniec końców instytucja, której konstytucyjnym zadaniem jest dbanie o stabilność wartości pieniądza w Polsce.

Skąd więc te 8,2 proc. inflacji we wrześniu? Ano stąd, że jest to dynamika wzrostu cen podawana jest przez GUS również w ujęciu ROK do ROKU. W tym przedstawieniu inflacji widzimy, o ile wzrosły przeciętne ceny pomiędzy miesiącem obecnym i tym samym miesiącem sprzed roku. Wrzesień ’23 do września ’22. Wcześniej lipiec ’23 do lipca ’22 itd.

Podsumowując. Mamy dziś w polskiej gospodarce właśnie taką sytuację, że inflacja po dwóch latach bardzo mocnego wzrostu została w ostatnim półroczu wyhamowana. Nie czas to i nie miejsce, by rozwodzić się nad przyczynami tego wzrostu, ani nad tym jaka jest właściwie inflacja optymalna dla kraju takiego jak Polska - bez trudu znajdziecie Państwo wiele tekstów na te tematy - także autorstwa niżej podpisanego. 

Rafał Woś o spadku inflacji: Ta rzeczywistość nie wszystkim pasuje

Teraz jednak mówimy o czymś innym. Mówimy o tym, co dalej z inflacją i jaka będzie trend jej dynamiki w nadchodzących miesiącach. Odpowiadając na to ostatnie pytanie mamy dwie informacje. Pierwsza jest taka, że owszem, nikt nie przeczy, iż w porównaniu z poziomem cen przed wybuchu wojny na Ukrainie, pandemii w Polsce generalnie PODROŻAŁO. I to widać i czuć. Ale patrząc na to, co się dzieje tu i teraz druga wiadomość jest taka, że DROŻEĆ PRZESTAŁO. To są fakty. Fakty te można poddawać interpretacjom ile się komu podoba. Ale zmieniać ich nie powinniśmy.

Problem w tym, że ta rzeczywistość nie wszystkim pasuje. Mierzi i uwiera zwłaszcza tych, co bardzo chcieli ze wzrostu cen zrobić użyteczne narzędzie w walce o władzę polityczną w przededniu kluczowych wyborów 2023 roku. Hasła "PiSflacji", "drożyzny" i "spustoszonego portfela" miały być przecież asami atutowymi w grze o odsunięcie od władzy PiSu. Ugrupowania przez tak wielu Polaków (nie tylko w przyczyn ekonomicznych) nielubianego. 

Niestety w konsekwencji spuszczenie tych emocji ze smyczy doprowadziło do sytuacji, w której olbrzymia część uczestników polskiej debaty publicznej konsekwentnie odmawia przyjęcia do wiadomości najbardziej podstawowych faktów dotyczących ekonomii. Chyba najlepiej wyraził to ostatnio ekonomista Michał Gamrot pisząc w mediach społecznościowych, że - cytuję - "głęboka niechęć części ludzi do NBP sprawia, że nie są w stanie obiektywnie ocenić sytuacji ekonomicznej w Polsce przez co stają się celem świadomej lub nieświadomej manipulacji innych".

Ale wystąpienie Gamrota było ważne jeszcze z jednego powodu. Stanowi ono rodzaj - bardzo trafnego - oskarżenia środowiska tych wszystkich ekonomistów, analityków i komentatorów, którzy pretendują do roli opiniotwórczego establishmentu w dziedzinie gopodarki. Gamrot zarzuca im uleganie politycznym emocjom i - co za tym idzie - faktyczną stronniczość. 

"Z przykrością stwierdzam, że większość ekonomistów głównego nurtu (jak to czytacie to będziecie wiedzieć, że mówię o was) nie zechciała odnieść się do tematu. Pewnie dlatego, że nie chcą być odebrani za obrońców Adama Glapińskiego i polityki NBP. Mi jest to głęboko obojętne, stad ten wpis. Natomiast będę pamiętał, że po raz kolejny stchórzyliście  Jak przychodziło do krytyki tych dwóch profesorków od pseudoanalizy negatywnych skutków wstąpienia Polski do UE to każdy darł szaty. A teraz cisza".

Zgadzam się z Gamrotem w stu procentach. 

"Jedyna obiektywnie słuszna ścieżka liberalna"

Strach polskich komentatorów i ekspertów od ekonomii by nie zostać posądzonym o "PiSolubstwo" jest ogromna. Oczywiście wielu z nich pewnie szczerze Kaczyńskiego i jej polityk ekonomicznych nie znosi. Mówię o tych (zwykle starszych) autorach, którzy uważają, że w gospodarce jest jedna obiektywnie słuszna ścieżka liberalna - a każdy kto z niej schodzi postępuje źle. 

Ale są przecież także tacy komentatorzy, którzy nie modlą się już codziennie do figur św. Leszka od terapii szokowej czy bł. Margaret Żelaznej. Oni wiedzą, że coś się jednak w światowej ekonomii ostatnich dwóch dekad zmieniło. Jakieś nowe wiatry tu powiały. W praktyce jednak i oni zostali przez antyPiSowski mainstream zakneblowani. Boją się zostać uznani za sojuszników Kaczyńskiego, Glapińskiego albo innego Morawieckiego. Choćby mimowolnych. Boją się, że taka łatka może im bardzo mocno zaszkodzić. Zepsuć reputację. Więc milczą. Mówią półgębkiem. Albo odwracają wzrok.

Ten strach sprawia, że nasz ekonomiczny komentariat w praktyce nie spełnia swojej roli, do której tak chętnie w teorii pretenduje. Nie przyczynia się do tego, by stan debaty ekonomicznej w Polsce był lepszy. A sama debata bardziej pluralistyczna czy oparta na mocnych merytorycznie argumentach. Wygrywają na tym niestety ekonomiczni płaskoziemcy. Różnej maści.

Rafał Woś

Autor felietonu wyraża własne opinie.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Felietony Interia.pl Biznes
Dowiedz się więcej na temat: polska gospodarka | inflacja | NBP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »