Reklama

Rafał Woś: Nie taki kryzys straszny

Idzie kryzys, idzie kryzys - pomrukują gniewnie komentatorzy ekonomiczni. Ale nie przejmujcie się nimi aż tak bardzo - przekonuje Rafał Woś w najnowszym felietonie.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

  • Jak się nad tym tak głębiej zastanowić, to przecież kryzys ciągle trwa i jest stanem permanentnym
  • Kryzys zawsze był wpisany w samą naturę kapitalizmu. A filozofowie śnili o tym, by go okiełznać
  • Walka z kryzysem będzie mogła się udać tylko wtedy, jeśli będzie się odbywać wysiłkiem wspólnoty

Reklama

Jest takie powiedzenie, że komentatorzy przewidzieli dziesięć z pięciu ostatnich kryzysów. Tak, to nie jest pomyłka. Chodzi o dziesięć z pięciu kryzysów. A nie o pięć z dziesięciu. Można nawet powiedzieć, że taka jest natura debaty ekonomicznej. Tu się straszy kryzysem i krachem codziennie i bez ustanku. Nie ma więc takiej siły, by w końcu nie trafić. Nawet największy fajtłapa rzucając się zawsze w prawy róg bramki obroni w końcu jakiegoś karnego.

Nie chcę was przekonywać, że nigdy żadnego kryzysu nie będzie. Przeciwnie. Nie od dziś uważam, że kryzys jest wpisany w samą naturę kapitalizmu. Ten typ tak już ma. Te wszystkie czarne czwartki, krachy i wielkie recesje nie są wcale abberacje i kary za złe działanie systemu. Odwrotnie, to raczej naturalne konsekwencje funkcjonowania kapitalizmu, a więc mechanizmu cały czas i bez ustanku generującego nierówności. A czymże jest kryzys jeśli nie cyklicznie powracającym skutkiem tychże nierówności, które się międzyczasie skumulowały na przeróżnych polach. I teraz miara się przelewa.

Jak się nad tym tak głębiej zastanowić, to przecież kryzys ciągle trwa i jest stanem permanentnym. Akurat my w Polsce mamy za sobą kilka lepszych i spokojniejszych lat. Było to nad Wisłą ostatnio trochę więcej oddechu dla pracownika, trochę lepszych płac i parę lat niskiego bezrobocia. Ale starczy spojrzeć na kraje położone nie tak znowu daleko. Włochy, Hiszpania o lat zmagają się w wysokim bezrobociem, niskim wzrostem i spadającymi płacami realnymi. Wielka Brytania i Ameryka są w pułapce, w której pokolenie młodych (może poza elitami) nie ma szans na stabilizację, poziom życia i perspektywy których doświadczali ich rodzice. 

A teraz jeszcze skumulowało nam się parę rzeczy.

Najpierw pandemia rozregulowała globalne łańcuchy dostaw towarów i usług w ramach tzw. globalizacji. Covid-19 sprawił, że wiele fundamentalnie ważnych towarów (surowce) mocno podrożało. Ta sytuacja przełożyła się na szereg geopolitycznych napięć. Kto chce, może oczywiście widzieć w inwazji Putina na Ukrainę objaw szaleństwa rosyjskiego przywódcy. Tak naprawdę mamy tu jednak do czynienia raczej z pierwszą (a pewnie i nie ostatnią) próbą podważenia wygodnego dla Zachodu modelu globalizacji. Oto dostawcy coraz droższych surowców zaczęli sprawdzać, czy Zachód będzie im się w stanie postawić. Czy też pokornie położy uszy po sobie po tym jak rachunki za prąd i ogrzewanie pójdą im znacząco w górę.

A przecież to nie jest tak, że udało się naprawić te wszystkie grzechy neoliberalnego kapitalizmu, które wybuchły kryzysem roku 2008. Nierówności w podziale bogactwa narodowego bynajmniej się na Zachodzie nie zmniejszyły. Wszystkie mechanizmy napędzające kolejny wielki kryzys wciąż istnieją i działają dyskretnie w tle.

Kryzys zawsze był wpisany w samą naturę kapitalizmu. A filozofowie i przeróżni polityczni marzyciele zawsze śnili o tym, by go okiełznać. By to wszystko lepiej zaplanować. Alternatywy absolutnej nie udało się - jak wiemy ustanowić nikomu. Ale nie popadajmy w czarną rozpacz. Istnieje wiele dobrych lekarstw, by czynić realny kapitalizm systemem bardziej znośnym. I chronić nasze kruche żywota przed dramatami cyklicznie powracających kryzysów.

Nie jest więc tak, że jesteśmy tak zupełnie bezradni. Mamy trzy fundamentalne sposoby samoobrony. Mamy państwo. Mamy demokrację. I mamy siebie.

Państwo może nas chronić przed skutkami kryzysów i kaprysów kapitalizmu. Gdy słabnie koniunktura prywatna a gospodarka wpada w recesyjny korkociąg państwo powinno wchodzić do gry i odpalać mocniej drugi silnik gospodarki, jakim jest popyt publiczny i pomoc dla obywateli. Nie wolno się wtedy oglądać na tych, co mówią, że kryzys musi się wyszumieć. Nie możemy tracić czasu na jęczenie, że na walkę z dekoniunkturą nas nie stać.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Demokracja (jakkolwiek dziurawa i niedoskonała) musi stanowić uzasadnienie, po co to wszystko robimy. Ta walka z kryzysem będzie mogła się udać tylko wtedy, jeśli będzie się odbywać wysiłkiem wspólnoty. Musi stać za tym jakieś fundamentalne przekonanie, że niezależnie od tego kto rządzi, jest tu do wykonania pewna robota. Ta robota jest w interesie większości i tę robotę trzeba ogarnąć.

I wreszcie my sami. Trzeba wierzyć, że nie jesteśmy bezradni. Zacząć można od tego, by nie poddawać beznadziei i panice. Tylko patrzeć w przyszłość z nadzieją. Bo bez nadziei nie będzie niczego. Ani w życiu, ani w ekonomii. 

Rafał Woś

Autor felietonu prezentuje własne poglądy

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »