Reklama

Rafał Woś: Putin (niechcący) rehabilituje atom

Wszystko wskazuje na to, że na naszych oczach kryzys ukraiński przyspiesza renesans energetyki jądrowej w Polsce oraz w Europie.

Polska jest na tej ścieżce już od pewnego czasu. Po długich latach trudnego do wyjaśnienia dreptania w miejscu, marazmu i niezborności coś w temacie atomu ewidentnie ruszyło. Od 2018 mamy umowę o strategicznej współpracy z USA w temacie budowy konwencjonalnej energetyki atomowej (czyli dużej elektrowni) w Polsce. Teraz minister Sasin i szef państwowego giganta KGHMu Marcin Chludziński przywieźli z USA umowę o dostarczeniu przez firm NuScale Power tzw. małych reaktorów atomowych w perspektywie najbliższych 7-8 lat. Oczywiście można psioczyć, że to powinno być zrobione dawno temu. Może i powinno. Ważne jednak, że wreszcie mamy realny ruch w interesie. A także najlepszy od lat kontekst polityczny i międzynarodowy do tego typu działań.

Reklama

Bo przecież Polska, to tylko część szerszej układanki. Niedawno Komisja Europejska pokazała swoją koncepcję tzw. taksonomii. Dokument stanowi, by uznać energetykę atomową (pod pewnymi warunkami dotyczącymi bezpieczeństwa i składowania odpadów) uznać za "zrównoważone paliwo" - a więc także preferowane przez UE źródło energii. Jeśli stanie się to faktem projekty rozwijające atom będą mogły być wspierane w Europie z pieniędzy publicznych. Bez takiej zgody trudno byłoby cokolwiek w temacie jądrowym ruszyć i zbudować.

To duża zmiana. Jeszcze nie tak dawno nic nie zapowiadało takiego obrotu spraw. Przez ostatnią dekadę mieliśmy raczej przekonanie, że atom to energetyka wczorajsza, niebezpieczna i skompromitowana. Miało to związek ze strategiczną decyzją rządu Angeli Merkel, która pod wpływem awarii japońskiej elektrowni jądrowej w Fukuszimie (rok 2011) zapowiedziała całkowitą rezygnację Niemiec z atomu. To był przełom, bo wcześniej niemiecka klasa polityczna była w temacie nuklearnej przyszłości mocno podzielona. Lewica i Zieloni byli oczywiście antyatomowi. Natomiast chadecy i liberałowie atomu bronili. Zwrot Merkel sprawił wówczas, że antyatomowy trend stał się częścią niemieckiej racji stanu.

I nie tylko niemieckiej. Bo trzeba pamiętać, że miniona dekada to niesamowity wręcz wzrost potęgi politycznej Republiki Federalnej w Europie. Siłą rzeczy Berlin zaczął w tym okresie nadawać kierunek transformacji energetycznej całej Unii. Kluczowe nie było wcale to, do jakiej energetyki Unia chce dążyć - tu panuje niemal jednogłośną zgoda, że strategicznym celem jest oparcie się o energetykę odnawialną. Sedno sprawy to tzw. energetyka zapasowa. Czyli - mówiąc po ludzku - odpowiedź na pytanie, skąd będziemy brali energię, gdy odnawialne źródła nie będą dawały radę nas w nią zaopatrzyć.

Niemiecki pomysł na transformację energetyczną polegał - jak wiadomo - na tym, by w tej strategicznej roli obsadzić gaz. Realizując ten właśnie pomysł Niemcy mocno rozwinęły w ciągu minionej dekady infrastrukturę energetyczną do przesyłu i magazynowania błękitnego surowca z Rosji. A potem rozsyłania gazu z tej wielkiej niemieckiej rozdzielni do pozostałych krajów wspólnoty. Rurociąg NordStream2 miał przypieczętować sprawę i uczynić rosyjski gaz warunkiem koniecznym zielonej transformacji.

Ostatnie miesiące skomplikowały jednak obraz. W międzyczasie Rosja, mocno ucierpiała na pandemii covid-19. I nie chodzi tylko o same (podobne dla wszystkich) skutki pandemii dla stanu zdrowia publicznego czy koniunktury wewnętrznej. W Rosję uderzył spadek cen surowców strategicznych odnotowany w roku 2020. Czyli w czasie, gdy cena baryłki ropy spadła nawet do 20 dolarów. Stojąc pod ścianą Moskwa zaczęła robić to, co robi zawsze w tego typu sytuacjach. To znaczy podjęła swoją grę na podbijanie cen surowców. W końcu jakieś 12 proc. światowego rynku ropy i nawet 25 proc. rynku gazu stanowią surowice pochodzące z Rosji.

Jesienią mieliśmy więc manewr cenowy Gazpromu na rynku błękitnego paliwa. Ograniczając podaż surowca do Europy Rosjanie wywindowali cenę na poziom nienotowany od siedmiu lat. Jednocześnie stałe podgrzewanie kryzysu ukraińskiego od dłuższego czasu pcha do góry cenę ropy. Już w październiku prezydent Putin powiedział, że cena baryłki powinna wynosić 100 dolarów. Dziś mamy już ponad 90 dolarów. To mechanizm wykorzystywany przez Rosję już w przeszłości. Zawsze w obliczu eskalacji konfliktu handlarze ropą robią zapasy surowca "na czarną godzinę" windując w ten sposób jego cenę. Rosja stara się je utrzymać jak najdłużej może balansując przy użyciu dyplomatycznej i militarnej ekwilibrystyki na granicy wojny z Zachodem. Warto wspomnieć, że poprzednie górki ceny ropy to właśnie lata 2008 czy 2014 czyli poprzednie kryzysy z udziałem Rosji: najpierw gruziński potem krymski.

Ale taka gra ma także swoją drugą stronę. W sytuacji przedłużającej się "zimnej wojny" na Zachodzie, zwolennicy rehabilitacji atomu złapali wiatr w żagle i skonsolidowali szeregi. Z Brukseli dochodzą sygnały, że w obliczu kryzysu ukraińskiego antyatomowa koalicja (Niemcy, Austria, Luksemburg) nie ma szans na torpedowanie wspomnianej już wcześniej unijnej taksonomii (tej, która dopuszcza inwestycje w atom jako "zrównoważone paliwo"). Cieszy to nie tylko kraje, które (jak Francja) już dysponują rozbudowaną energetyką jądrową albo te, co korzystają z niej w mniejszym stopniu (Czechy, Słowacja, Słowenia, Finlandia). To szansa głównie dla tych, którzy muszą się na energii jądrowej oprzeć (Polska, Holandia), by w ogóle nadążyć za tempem energetycznej transformacji i nie zrujnować po drodze swoich gospodarek i obywateli.

Oczywiście to nie jest tak, że przestawienie wajchy nastąpi z dnia na dzień. Nasze (tzn. całego Zachodu) uzależnienie od rosyjskiego gazu pozostanie z nami przez wiele lat. I jeszcze nie raz Rosja będzie się geopolitycznie rozpychać windując przy tym swoje gazowe zyski. Ale przynajmniej - pierwszy raz od dłuższego czasu - widać na horyzoncie mocną alternatywę. To pocieszające w całym tym nieznośnym geopolitycznym napięciu, które nam od miesięcy towarzyszy.

Rafał Woś

Autor felietonu prezentuje własne poglądy i opinie

***

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »