Rosjanie rzucili się na antydepresanty

Po rozpoczęciu przez Rosję inwazji na Ukrainę i po kolejnych falach sankcji nakładanych na Moskwę gwałtownie wzrósł popyt na antydepresanty wśród Rosjan. Od 28 lutego do 6 marca łączna sprzedaż tych leków w aptekach była ponadczterokrotnie wyższa niż rok wcześniej i wyniosła 525 mln rubli - podaje "Kommiersant".

Popyt na antydepresanty wzrósł bardziej niż na inne leki. Według DSM Group, rok do roku całkowita sprzedaż leków w aptekach wzrosła w ciągu tygodnia o 53 proc. wolumenowo i o 93 proc. wartościowo.

Wśród leków przeciwdepresyjnych na receptę najlepiej sprzedają się leki z importu. Pacjenci zaczęli je gromadzić w obawie przed zakłóceniami logistycznymi, które teraz dają o sobie znać na każdym kroku. Rośnie też zapotrzebowanie na dostępne bez recepty tabletki nasenne i leki przeciwlękowe.

Cytowany przez "Kommiersanta" Wiaczesław Filashikhin, naczelny lekarz Centrum Psychiatrii, Neurologii i Narkologii Rosa, podkreśla, że zdarzenia, które nastąpiły w końcem lutego, wpłynęły na zdrowie psychiczne populacji. - Wzrosła liczba stanów granicznych - lękowych, lękowo-depresyjnych, astenicznych - mówi. Według Filashikhina, pacjenci kupowali leki z prawie rocznym wyprzedzeniem w obawie przed wzrostem ich cen lub zniknięciem z rynku.

Reklama

Zwiększony popyt już doprowadził do niedoborów pewnych preparatów. Dystrybutorzy mają pewien zapas w magazynach, ale nagły wzrost sprzedaży w połączeniu z problemami logistycznymi może oznaczać trwalszy niedobór produktu.

O co martwią się Rosjanie? Niepokoi ich sytuacja w Ukrainie, mimo że przekaz władz co do wydarzeń w tym kraju jest zakłamany. Ale dotykają ich też obawy o gospodarkę, w tym o rosnące ceny, niedobory leków, dostępność różnych produktów.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

Politolog Władimir Szemyakin ocenia, że zdecydowana większość społeczeństwa nie zdaje sobie jeszcze sprawy z tego, co się dzieje i jakie obecna sytuacja będzie miała konsekwencje dla ich życia. - Z jednej strony ludzie wierzą, że wkrótce wszystko się skończy, sankcje zostaną zniesione, ceny spadną, państwo zrekompensuje ludności straty. Z drugiej strony proces wzrostu cen, pojawienie się niedoboru wciąż trwa i jest częściowo tłumiony przez zapasy sieci handlowych - podkreśla ekspert.

Już mieliśmy okazję wielokrotnie obserwować scenki z rosyjskich sklepów, gdzie klienci walczą o najbardziej popularne towary, w tym głównie cukier. Jak świeże bułeczki rozchodziły się też produkty o długim terminie przydatności - mąka, makarony, konserwy, herbata, kawa, ale też baterie, latarki, świece, produkty chemiczne i artykuły higieniczne. Sieci ograniczały sprzedaż produktu na osobę, apelując, by ludzie nie ulegali panice.

Jak przewidują specjaliści, główne ośrodki niezadowolenia będą koncentrować się w dużych miastach. Kto był na rosyjskiej prowincji, ten wie, że tamtejsi ludzie niejedno już przetrwali i przywykli do trudnych warunków, a przydomowy ogórek nie raz ratował ich z opresji. Potrzeby konsumenckie są tam ograniczone do minimum.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Monika Borkowska

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Rosja | depresja
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »