Reklama

Rozwój OZE to szansa na tańszy prąd w przyszłości

W najbliższych dwóch latach ceny energii elektrycznej będą wysokie, choć w Polsce raczej pozostaną niższe niż w krajach ościennych - ocenia Sebastian Jabłoński, prezes Respect Energy. W długim terminie powinny być już bardziej przystępne, jeśli zrealizujemy zapowiadane inwestycje w odnawialne źródła energii, w tym w morskie farmy wiatrowe.

- Energetyka wiatrowa musi wpłynąć na ceny energii elektrycznej - powiedział podczas dorocznej konferencji Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej w Serocku. Zapewnił, że w długim okresie inwestycje w OZE przyniosą efekt w postaci konkurencyjnych stawek, o ile oczywiście zrealizujemy zapowiadane projekty. Mamy w Polsce dużo lepsze warunki jeśli chodzi o wietrzność niż nasi sąsiedzi, zwłaszcza południowi, co powinno pozwolić utrzymać nam przewagę w długim okresie.

W krótkim horyzoncie czasowym około dwóch lat, musimy się jednak liczyć z bardzo wysokimi cenami energii. Choć i w tym czasie, zdaniem Jabłońskiego, będą one niższe niż w krajach ościennych. - Z perspektywy przemysłu nie jest to sytuacja katastrofalna. Z punktu widzenia gospodarstw domowych, gdyby miały płacić stawkę rynkową, to nieciekawy scenariusz - mówił.

Reklama

- W kolejnych latach wraz z oddawaniem kolejnych mocy OZE, będziemy uzyskiwać przewagę nad krajami regionu. Ważne, by w średnim i długim okresie Polska pozostała rynkiem atrakcyjnym gospodarczo. Dlatego tak ważne jest usuwanie barier rozwoju OZE - dodał.

Czytaj również: Europa nie wróci już do węgla? Wojna i pandemia przyspieszyły transformację

Konieczne przyspieszenie

Zniesienie zasady 10H, która praktycznie wstrzymała rozwój nowych projektów wiatrowych na lądzie, pozwoli na realizację nowych inwestycji, ale zajmie to od trzech do siedmiu lat, w zależności od etapu, na jakim znajdują się projekty i przebiegu procesu administracyjnego. Branża potrzebuje usprawnienia tego procesu, by "ekstremalnie szybko" uzyskać wszystkie pozwolenia i zmniejszyć lukę inwestycyjną w sektorze wiatrowym.

Łukasz Tomaszewski z departamentu odnawialnych źródeł energii w Ministerstwie Klimatu i Środowiska wspominał, że pojawiają się pomysły, by wyznaczyć na terenie państw członkowskich strefy, w których możliwa byłaby szybka ścieżka realizacji tego typu inwestycji. Oznaczałoby to pewne usprawnienia administracyjne. - Takie są plany, zobaczymy, jak to się skończy - mówił.

Albo OZE, albo nic

Surowce - węgiel, ropa, gaz - będą drożały, chyba że światowa gospodarka wejdzie w recesję. Jeśli będziemy mieć recesję, ceny spadną, bo spadnie popyt. - Jeśli nie będzie kryzysu, ceny na pewno nie będą niższe niż teraz - ocenia szef Respect Energy.

Zapowiadane odejście od paliw kopalnych i spadek inwestycji w firmach naftowo-gazowych powodują, że waga odnawialnych źródeł będzie rosła. - Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie inwestował w węglowodory. To powoduje, że branża OZE ma przed sobą dużo wyższy wzrost niż ktokolwiek kiedykolwiek planował. Albo będzie OZE, albo nie będzie żadnej energii za 5-10 lat. Taką mamy perspektywę - poinformował Jabłoński.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Ważny głos mieszkańców

Wiktoria Rogaska z DWF Poland podkreślała, że w propozycjach ustawy liberalizującej zasadę 10H pojawiły się dodatkowe wymogi w zakresie planowania przestrzennego z udziałem społeczności lokalnej. - Chodzi o dyskusje publiczne zarówno na początkowym etapie, (...) jak również już po wyłożeniu projektu do wglądu, kiedy to jest miejsce na analizy konkretnych rozwiązań zaproponowanych w projekcie. Jest dokładnie określone, kto będzie mógł brać udział w tych dyskusjach. Przewidziany jest obligatoryjny udział włodarzy miast, przedstawicieli inwestorów, gminnej komisji architektonicznej. Pojawia się też wymóg udziału w procedurze planistycznej mieszkańców i włodarzy gminy pobliskiej, znajdującej się w zasięgu 10H - informowała Rogaska. Dodała, że nie będzie możliwe odstąpienie od strategicznej oceny oddziaływania na środowisko.

Wszystko to jest konieczne i zrozumiałe, spowoduje jednak wydłużenie procedur, które i tak są czasochłonne - dotychczas proces związany z budową  farmy wiatrowej na lądzie zajmował około pięć, a czasem nawet siedem lat. - Myślę, że dodatkowe wymogi spowodują wydłużenie inwestycji. Są wyznaczone terminy, w jakich dyskusje ze stroną społeczną będą musiały się odbyć, terminy na opinie włodarzy pobliskich gmin. To wydłuży realizację projektu może o rok, może o półtora - ocenia Rogaska.

Kolejny hamulcowy

Uczestnicy dyskusji podkreślali też potrzebę rozwiązania problemu z przyłączeniami. Inwestorzy planujący przyłączanie do sieci elektrowni wiatrowych czy słonecznych coraz częściej spotykają się z odmowami operatorów. Według danych URE w latach 2019-2020 odmów takich było 1209. Dla porównania, w latach 2017-2018 odmów było zaledwie 260.

Czytaj więcej: W trzy lata moc z OZE w Polsce wzrośnie o 10 gigawatów

- Równolegle wraz z nowelizacją ustawy 10H powinny ruszyć prace nad kwestią przyłączeń. (...) Po zniesieniu zasady 10H to będzie pierwsze największe ograniczenie w rozwoju farm wiatrowych - mówił Maciej Mróz, wiceprezes Tauronu.

Monika Borkowska

Zobacz również: 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »