Rybacy poskarżą się Komisji Europejskiej

Organizacje rybackie przygotowują list otwarty do Komisji Europejskiej. Twierdzą, że rząd nie skonsultował się z branżą w sprawie wycofania z wniosku o kilkuletni okres przejściowy na połowy w polskiej strefie. Ministerstwo rolnictwa odpiera zarzuty.

Organizacje rybackie przygotowują list otwarty do Komisji Europejskiej. Twierdzą, że rząd nie skonsultował się z branżą w sprawie wycofania z wniosku o kilkuletni okres przejściowy na połowy w polskiej strefie. Ministerstwo rolnictwa odpiera zarzuty.

Zmianę stanowiska negocjacyjnego z UE i zupełne wycofanie się z jakiegokolwiek okresu przejściowego na połowy w polskiej strefie morskiej środowiska rybackie określają jako zdradę. Sprawą tą zajęli się również posłowie z sejmowej komisji rolnictwa i rozwoju wsi, którzy wczoraj skierowali do premiera dezyderat w sprawie zmiany stanowiska negocjacyjnego w rybołówstwie i przywrócenia okresu przejściowego.

Za plecami

- Przy zmianie stanowiska rząd powoływał się na szerokie konsultacje ze środowiskiem rybackim. Owszem, rozmowy były, ale warunki, jakie uzgodniono, były zupełnie inne niż te, które polski rząd przedstawił Brukseli - tłumaczy Ryszard Klimczak, wiceprezes Stowarzyszenia Armatorów Rybackich.

Reklama

Negocjatorzy zdecydowali się wycofać z pięcioletniego okresu przejściowego w dostępie unijnych kutrów do polskiej strefy morskiej o długości powyżej 30 m i mocy silnika 611 kW (rybacy godzili się na jego skrócenie do trzech lat) w zamian za wydzielenie specjalnych zastrzeżonych dla wszystkich akwenów w celu odbudowy narybku. Takie stanowisko Bruksela przywitała z dużym zadowoleniem i jeszcze w tym tygodniu przekaże "piętnastce" rekomendacje do zamknięcia z Polską rozmów o rybołówstwie.

Zdaniem Jerzego Pilarczyka, wiceministra rolnictwa odpowiedzialnego za politykę rybacką, podczas spotkań rybacy zgodzili się z bezzasadnością okresu przejściowego uznając to za sprawę trzeciorzędną.

- Najważniejszą sprawą, jaką udało się przedstawić w stanowisku, było stałe zagwarantowanie kwot połowowych. Jeżeli już mowa jest o zagrożeniu ze strony floty UE, to bardziej obawiałbym się jednostek poniżej 30 m długości. Te większe łowią w zasadzie jedynie na wodach północnych. W nowym stanowisku negocjacyjnym nie widzę więc żadnego zagrożenia dla polskiego rybołówstwa. Stanowisko niektórych rybaków to jedynie czysta propaganda. Polski nie stać na to, by pozostawić rybołówstwo poza wspólną polityką UE - podkreśla wiceminister.

Skarga w Brukseli

Rozgoryczeni rybacy, nie widząc innego rozwiązania, planują interweniować w Brukseli.

- Jest co najmniej obłudą powoływanie się na uzgodnienia z polskim środowiskiem rybackim, które rzekomo miało przyjąć obecną wersję zmienionego stanowiska negocjacyjnego przez rząd. Na spotkaniach w Gdyni i Warszawie z przedstawicielami rządu wyraźnie argumentowaliśmy nasze stanowisko i wskazywaliśmy zagrożenia socjalno-ekonomiczne. Jak widać bez skutku. Taki krok ze strony rządu odczytujemy więc jako zdradę. Dlatego przygotowujemy list otwarty do Komisji Europejskiej oskarżający rząd o uprawianie własnej polityki - podkreśla Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej.

Jako najważniejsze zagrożenia rybacy wymieniają penetrację polskich łowisk przez stronę unijną (tylko Dania i Szwecja posiadają 160 kutrów powyżej 30 m i mocy silnika 611 kw). Jednostki te zajmują się głównie połowem ryb na cele paszowe trzebiąc w zasadzie całość zasobów. Dodatkowe straty rybaków spowoduje też brak organizacji rynku oraz możliwości odbioru złowionych ryb. Poza tym na polskich kutrach pracuje dwukrotnie więcej rybaków, a konieczność sprostania ekonomicznej konkurencji spowoduje gwałtowną redukcję zatrudnienia na polskich jednostkach. Dlatego rybacy zmuszeni do redukcji floty uważają, że udostępnienie polskiej strefy morskiej dla jednostek unijnych nie powinno nastąpić wcześniej jak po restrukturyzacji i modernizacji floty, czyli od trzech do pięciu lat od chwili wejścia Polski do Unii.

- W liście chcemy też opisać niezdolność polskiej administracji do wypełniania polityki rybackiej UE - zapowiada Ryszard Klimczak.

Są eksperci czy nie

Zdaniem Macieja Dlouhego, Polska jak dotąd nie była w stanie powołać sztabu ekspertów (w departamencie ministerstwa rolnictwa zajmuje się tym jedna osoba), którzy przygotowaliby program operacyjno-sektorowy do wykorzystania po akcesji funduszy strukturalnych z UE w rybołówstwie. Bez wykonania tego zadania Polska będzie pozbawiona możliwości wsparcia finansowego na kwotę 110 mln EUR (400 mln zł). Taki program powinien być już przygotowany przez Ministerstwo Rolnictwa.

Zarzuty te odpiera ministerstwo.

- Komitet Integracji Europejskiej zatwierdził oddelegowanie dwudziestu osób na potrzeby departamentu rybołówstwa, w tym dwóch do prac nad programem. Ten trzyosobowy zespół w zupełności wystarczy, by przygotować harmonogram prac dostosowawczych, Tak więc wszystko będzie na czas, a ja nie widzę żadnych zagrożenia dla opóźnień w wykorzystaniu pomocy z UE - zaznacza Jerzy Pilarczyk.

Puls Biznesu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »