Reklama

Są chętni do finansowania transformacji energetycznej w Polsce

Według szacunków rządowych na transformację energetyczną w najbliższej dekadzie Polska będzie mieć do dyspozycji około 200 mld zł. Będą to środki unijne i krajowe. Do tego dojdzie finansowanie dłużne. Banki są chętne do udzielania kredytów na inwestycje związane z zieloną energią. Wyzwaniem będzie długoterminowe ryzyko walutowe dla długu zaciągniętego w walutach obcych.

- Szacujemy, że na transformację energetyczną w najbliższej dekadzie do dyspozycji będziemy mieć 200 mld zł. To jest kwota, która powinna być wykorzystana w jak najbardziej inteligentny sposób, przy wykorzystaniu innowacyjnych instrumentów finansowanych - powiedział podczas konferencji EuroPower Adam Guibourgé-Czetwertyński, wiceminister klimatu i środowiska.

Reklama

Unia kładzie duży nacisk na politykę klimatyczną. Bardzo poważnie traktuje cel neutralności emisyjnej do 2050 roku. Dlatego zarezerwowała na jego realizację sporą część środków unijnych. Jak szacuje wiceminister, co najmniej 30 proc. Również Polska liczy na pozyskanie pieniędzy unijnych. Poza tym będzie finansować przemiany pieniędzmi krajowymi, pochodzącymi z systemu ETS czy ze środków własnych Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

EBOiR włączy się w finasowanie

Anna Chmielewska, dyrektor Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, podkreślała, że to duże wyzwanie finansowe, dlatego konieczne będzie łączenie wielu instrumentów finansowych. Jej zdaniem z pozyskaniem pieniędzy na ten cel nie powinno być jednak problemu.

- Mamy do dyspozycji środki z Unii Europejskiej, które powinny być wykorzystane jak najbardziej efektywnie. Musimy połączyć źródła dotacyjne z finansowaniem komercyjnym z sektora bankowego. (...) Na rynku zielonych obligacji w 2020 wyemitowano papiery o wartości ponad 200 mld dol. - powiedziała. Również polskie firmy już teraz eksplorują możliwości pozyskania finansowania, mieliśmy już pierwsze emisje zielonych obligacji.

Chmielewska poinformowała, że EBOiR inwestuje rokrocznie około 800 mln euro w polską gospodarkę. Znaczna część tych środków będzie mogła wesprzeć transformację. Zaznaczyła, że finansowanie z funduszy unijnych czy instytucji takich jak EBOiR powinno służyć jako katalizator, czynnik mobilizujący inne środki.

Banki pożyczą na zielone inwestycje

Banki są gotowe, by wspierać przemianę sektora energetycznego. O ile kredytowanie brudnej energii nie wchodzi już w grę, o tyle kredyty na czyste, zeroemisyjne źródła są jak najbardziej możliwe. - Nie współpracowaliśmy z podmiotami wytwarzającymi energię z węgla, cieszą nas więc zmiany zachodzące w polskim sektorze energetycznym. Do tej pory był on atrakcyjny ze względu na kwoty, jakie pożyczał, ale od niedawna dodatkowo istotny jest kierunek w postaci odchodzenia od emisyjnych źródeł energii w kierunku energetyki odnawialnej - mówił Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska.

Zakomunikowanie rynkowi jasnej strategii transformacji systemowej jest jego zdaniem kwestią kluczową. Ale ważne są też konkretne działania, jak choćby przyjęcie ustawy offshorowej, które przeciąga się w czasie, czy doprecyzowanie, co dalej będzie się działo z kopalniami. Konieczne jest ich wyodrębnienie z grup, które będą dokonywać transformacji, by mogły one bez balastu, jakim są aktywa związane z brudną energią, zaciągać dług komercyjny.

- Odczuwalna będzie coraz bardziej presja na ograniczanie emisyjności spółek publicznych. Instrumenty takie jak zielone obligacje, zielone kredyty, obligacje transformacyjne - będą kluczowymi instrumentami. Rynki rozwinięte, jak skandynawski, są nimi zdominowane - powiedział Tomaszewski.

Jego zdaniem firmy powinny korzystać z formuły project finance, pozwoli ona bowiem zwiększyć skalę inwestycji bez obciążania bilansu. Dobrym rozwiązaniem jest też pozyskiwanie partnerów zagranicznych, na co zdecydowały się m.in. firmy inwestujące w morską energetykę wiatrową.

Problemem ryzyko kursowe

Tomaszewski zwraca uwagę, że wyzwaniem pozostaje długoterminowe ryzyko walutowe. Łatwiej je zabezpieczyć w perspektywie kilkuletniej, trudniej w długim okresie. - Ale może za kilka pat będziemy już w strefie euro i problem sam się rozwiąże? - zastanawia się.

Jego obawy podziela również Paweł Strączyński, wiceprezes PGE ds. finansowych. - Jesteśmy zmuszeni do zaciągania długu w walucie obcej. To inwestycje o czasie trwania co najmniej kilkunastu lat. Nie ma dziś instrumentów zabezpieczających pozycję walutową. A przychody grup energetycznych są w złotych. Nad tym będziemy musieli pracować wspólnie, zaleźć rozwiązania. Wahnięcia kursowe będą powodowały spadek konkurencyjności nowych OZE które chcemy budować - powiedział.

PGE planuje zainwestować 75 mld zł do 2030 roku. Około 25 proc. z tej kwoty chce pozyskać ze źródeł dotacyjno-pomocowych, a 50 proc. z finansowania dłużnego. - Widzimy ogromne zainteresowanie sektora bankowego z całego świata, z funduszy inwestycyjnych europejskich i amerykańskich, które pozytywnie oceniły naszą strategię i zadeklarowały udział w finansowaniu naszych projektów - poinformował wiceprezes PGE.

Spółka będzie budować morskie farmy wiatrowe. Liczy, że około 2026-2028 roku należące do niej wiatraki na Bałtyku o mocy 2,5 GW będą już w komercyjnej eksploatacji. Ale program grupy zakłada też rozwój fotowoltaiki, lądowych farm wiatrowych. Stawia również na magazynowanie energii, nowoczesne ciepłownictwo i sieć dystrybucyjną.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »