Sankcje. Europa staje się niegościnna dla rosyjskich oligarchów

Europa zaczyna wypełniać sankcje Brukseli wobec rosyjskich oligarchów, nakazujące zamrożenie ich aktywów i zakaz wjazdu na terytorium UE. Władze Hamburga zarekwirowały w nocy "Dilbar" - jacht należący do Aliszera Usmanowa wart prawie 600 mln dolarów. A Wielka Brytania, która również przygotowała cały pakiet sankcji, przymierza się do przejęcia domów należących do rosyjskich oligarchów i zakwaterowania w nich uchodźców z Ukrainy.

Aliszer Usmanow, zanim znalazł się na czarnej liście Brukseli, był jednym z trzech oligarchów ukaranych sankcjami przez premiera Borysa Johnsona. Według indeksu majątkowego Bloomberga jest szóstym najbogatszym Rosjaninem z majątkiem szacowanym na 19,5 miliarda dolarów. Pochodzący z Uzbekistanu miliarder został określony przez UE jako "frontman prezydenta Putina, który rozwiązuje jego problemy biznesowe". Wiodące osobistości Kremla rzekomo korzystały z luksusowych rezydencji kontrolowanych przez Usmanowa a sam oligarcha miał opłacać kilku z nich, m.in. Walentina Jumaszewa, doradcę prezydenta Rosji. 

Reklama


Na Wyspach Brytyjskich oligarcha najpierw inwestował w klub piłkarski Arsenal, a potem związał się z Evertonem. Na strojach treningowych piłkarze klubu noszą logo USM Holdings - firmy Usmanowa. Kontroluje ona drugą co do wielkości w Rosji sieć telefoniczną MegaFon, producenta stali Metalloinvest i ma pośredni udział w Mail.ru - największej w kraju firmie internetowej. Prawdopodobnie współpraca Usmanowa z Evertonem ma się ku końcowi, bo do zerwania więzi zachęcają klub deputowani z brytyjskiej Partii Pracy. Sam Usmanow uznał za fałszywe i oszczercze powody na które powołała się Bruksela nakładając na niego sankcje. Oświadczył, że  godzą w jego honor i reputację biznesową. 

Niemcy rekwirują dobra Usmanowa

Zapewnienia oligarchy nie przekonały władz Hamburga, które w nocy zarekwirowały cumujący w tamtejszym porcie jacht Dilbar. Usmanow zamówił go przed sześcioma laty w niemieckiej stoczni Lürssen i od października remontował. Luksusowa jednostka ma największy basen, jaki kiedykolwiek zainstalowano na jachcie, dwa lądowiska dla helikopterów, saunę, salon piękności i siłownię. Niemcy zamrozili też inne aktywa miliardera. Wiadomo, że jest właścicielem willi w Monachium. Według Forbesa, posiada też domy w Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, Monako i na Sardynii. 

Na liście oligarchów objętych sankcjami przez Brukselę jest też Michaił Fridman określany przez UE jako osoba mająca silne powiązania z administracją prezydenta Rosji i czołowy rosyjski finansista, współpracownik wewnętrznego kręgu Putina. Według rankingu The Sunday Times, Fridman zajmuje 11. miejsce na liście najbogatszych osób w Wielkiej Brytanii. Jego majątek szacowany jest na 10,9 mld funtów. Fridman prowadzi Alfa Bank i przewodzi grupie inwestycyjnej Letter One, do której należy sieć brytyjskich sklepów ze zdrową żywnością Holland & Barrett.

Londyn chce przejąć wille oligarchów

Pod znakiem zapytania stoi przyszłość należącej do Fridmana Athlone House - wiktoriańskiej posiadłości w Hampstead Heath. Oligarcha kupił ją sześć lat temu za 65 milionów funtów i jej renowacji poświęca teraz swój czas. Na terenie Wielkiej Brytanii do Rosjan ma należeć 100 tysięcy nieruchomości. Plan dotyczący sposobu przejęcia dóbr osób związanych z Putinem opracowuje Michael Gove, minister ds. społeczności i samorządów lokalnych w rządzie Borysa Johnsona. Do tych, którzy od początku napaści Rosji na Ukrainę zostali wskazani przez Londyn i Brukselę jako współpracownicy Putina, należą rezydencje w centrum Londynu, m.in. Beechwood House Usmanowa. A także warte setki milionów funtów mieszkania i posiadłości.  

Gove chce, aby nowe prawo pozwoliło na przejęcie dóbr bez konieczności wypłacenia ich właścicielom odszkodowania. Proponuje, aby w luksusowych wnętrzach zamieszkali ukraińscy uchodźcy. Podobno plany ministra popiera premier Boris Johnson. Jednak ich realizacja nie będzie łatwa. Publicznie przyznała to Liz Truss, szefowa brytyjskiej dyplomacji. Powiedziała, że obejmowanie sankcjami oligarchów jest bardzo trudne, bo "rządowi wykręcają ręce wielkie firmy prawnicze, które ich reprezentują i które ograniczają urzędnikom państwowym możliwość działania".

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Oligarchowie uciekają przed sankcjami. Luksusowe jachty przypływają na Malediwy

Ewa Wysocka

Zobacz również:

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »