Reklama

Skarb państwa narażono na ogromne straty!

Na czym polega propozycja Instytutu Jagiellońskiego dotycząca działalności systemu elektronicznego poboru opłat za przejazd autostradami i drogami krajowymi, w skrócie tak zwanego e-myta? Z Erykiem Kłossowskim rozmawia Roman Mańka

Propozycja Instytutu Jagiellońskiego polega na dokonaniu korekty istotnych ułomności prawnych, które zostały stworzone przez Sejm, na skutek przyjęcia rządowego projektu ustawy nowelizującej przepisy dotyczące dróg publicznych.

Reklama

Jest to błąd wynikający z nonszalancji, niekompetencji, czy też został celowo stworzony w taki sposób, aby stworzyć furtkę dla określonych grup interesów?

- Można wysunąć trzy hipotezy. Albo błędy, które uniemożliwiają poprawne wdrożenie systemu e-myta w Polsce, wynikają z niechlujstwa i nonszalancji, albo miały one na celu osiągnięcie jakichś celów (trudno powiedzieć jakich, gdyż w ostatecznym rozrachunku przyniosły wyłącznie rezultaty niekorzystne), albo też rzeczywiście były przejawem lobbingu określonych grup.

Czy fakt, że autostrada A-2 należy do oligarchy biznesowego Jana Kulczyka, jest również w jakiś sposób związany z tą sprawą?

- Tak, oczywiście. Tak naprawdę właśnie nie objęcie autostrady A-2 powszechnym systemem elektronicznego poboru opłat e-myta jest główną dolegliwością ram prawnych.

Czyli zaangażowanie tej osoby - wiadomo, że silnej, pochodzącej z kręgów biznesowych - wskazywałoby, że mogło to być działanie celowe?

- Tego nie wiemy. Być może w rzeczywistości rząd miał tajną agendę, przy pomocy której chciał w jakiś sposób rozegrać Kulczyka. Natomiast jeżeli nawet tak było, to wydaje się, że rząd wpadł we własną pułapkę i w ostatecznym rozrachunku to Autostrada Wielkopolska S.A dyktuje w tej chwili warunki gry.

Gdyby miał Pan porównać system opłat za przejazd autostradami i drogami istniejący w Polsce z tym, który funkcjonuje na zachodzie Europy, to jak to wygląda? Na czym polegają różnice?

- Przede wszystkim w każdym z krajów europejskich system jest spójny. Natomiast nasz nie tylko, że nie jest spójny, ale na dodatek jego dekompozycja legła u założeń ustawy nowelizującej przepisy o drogach publicznych.

Wspomniał Pan o błędach w aktach prawnych, w ustawach, które spowodowały,

że systemu e-myta nie można w Polsce wdrożyć. Jakie to są konkretnie błędy?

- Chodzi o błędne wdrożenie dyrektywy w sprawie pobierania opłat. Artykuł 7a, w ustępie 3 wskazuje cezurę 10 czerwca 2008 r. W praktyce oznacza to, że systemy koncesyjne obowiązujące przed tą, datą nie podlegają jurysdykcji nowych zasad, które wytycza dyrektywa. Do tych zasad należy również metodologia obliczania maksymalnej stawki opłat za przejazd autostradami i drogami krajowymi. Systemy koncesyjne, które zostały bądź zostaną wdrożone, po tej dacie podlegają zatem również metodologii obliczania maksymalnej stawki opłat za przejazd. Tymczasem polski ustawodawca zdecydował się na własną rękę określić tę cezurę na datę 1 lipca 2011 r. Nie wiadomo, czy zabieg ten był podyktowany fantazją, czy też wynikał ze świadomego działania jakichś legislatorów skupionych wokół ministerstwa infrastruktury.

- Gdyby ta data została ustalona poprawnie, to mielibyśmy sytuację, że koncesja udzielona Autostradzie Wielkopolskiej S.A. pochodzi sprzed 10 czerwca 2008 r., ale i tak podlega nowej regulacji, gdyż w dyrektywie jest zawarty pewien wyłom. I jeżeli systemy koncesyjne zostałyby w istotny sposób zmienione po 10 czerwca 2008 r., to automatycznie podlegają pod nowy reżim prawny, a zatem również regulację dotyczącą maksymalnej stawki opłat. Główny szkopuł tkwi w tym, że taka właśnie istotna zmiana koncesji udzielonej Autostradzie Wielkopolskiej S.A. po 10 czerwca 2008 r. nastąpiła. Było to oświadczenie ministra infrastruktury podpisane 14 listopada 2008 r. o uchyleniu się od skutków prawnych aneksu nr 6 do umowy koncesyjnej.

Czyli Pana zdaniem umowa koncesyjna zawarta z Autostradą Wielkopolską S.A. podlegała nowej regulacji?

- Gdyby dyrektywa została poprawnie wdrożona to oczywiście podlegałaby, ale rzecz w tym, że mamy do czynienia z błędem legislacyjnym, w skutek którego prawdopodobnie Autostrada Wielkopolska S.A. powie, że nabyła prawa wynikające z błędnie wdrożonej dyrektywy, ale na podstawie niewadliwych przepisów prawa, natomiast pokrzywdzeni będą głównie przewoźnicy. Pytanie o tak zwany skutek horyzontalny dyrektywy.

W zaistniałej sytuacji przewoźnicy najprawdopodobniej będą mogli ubiegać się o odszkodowania w stosunku do skarbu państwa. Wszystko zależy od tego, czy znajdzie się pierwszy odważny, który pozwie skarb państwa o odszkodowanie z tytułu nadmiernych opłat podczas korzystania z autostrady A-2.

Czy w tej sprawie może zafunkcjonować niedawno wprowadzone rozwiązanie pozwu zbiorowego?

- Istnieje taka możliwość prawna, pod warunkiem, że środowisko przewoźników będzie umiało się zintegrować.

Hipotetycznie zakładając, że jeżeli poszkodowani przewoźnicy zbiorą się w jedną grupę i taki pozew zbiorowy złożą, to czy skarbowi państwa grożą poważne konsekwencje finansowe?

W moim przekonaniu tak i wedle mojego rozeznania prawnego ta sprawa jest przez przewoźników do wygrania.

Czy Pana zdaniem błędy powstałe przy okazji nowelizacji ustawy o drogach publicznych są argumentem, aby minister infrastruktury Cezary Grabarczyk podał się do dymisji? Wiadomo jest koniec kadencji, ale moje pytanie jest jakby zawieszone w próżni, abstrahuje od kontekstu czasowego.

- W moim przekonaniu tak. To jest sprawa tego kalibru? Jest to sprawa o dużym ciężarze gatunkowym.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy