Reklama

Skasują, ale po co w ogóle inwigilują?

Google przy fotografowaniu ulic do serwisu Street View złamała australijskie przepisy o ochronie danych osobowych - od listopada 2009 r. pozyskiwała dane wykorzystywane przez użytkowników tamtejszych sieci bezprzewodowych wi-fi. Amerykańska firma uniknie jednak kary nakładanej przez instytucje z Antypodów, gdyż doszło do ugody.

Google wycofał się na razie z prac przy Street View (funkcja Google Maps i Google Earth, która zapewnia 360-stopniowe panoramiczne widoki z poziomu ulicy i pozwala użytkownikom na wyświetlanie wybranych części miasta). Firma miała i ma problemy w wielu krajach świata, w tym w sąsiednich nam Niemczech (dochodzenie inspektoratu w toku) i Czechach (sprawę nadal prowadzi tam Úřad pro ochranu osobních údajů, odpowiednik polskiego GIODO).

Czesi zarzucają Google, że dostał się do e-mailowych wiadomości, a nawet haseł. Australijczykom obiecano, że zbierane informacji do Street View będzie się odbywać z zachowaniem tajemnicy ochrony danych i będzie konsultowane z lokalnymi władzami, co zadowoliło generalnego inspektora Australii. Podobnie jak w Irlandii, Danii i Austrii zobowiązano się do skasowania zgromadzonych bezprawnie danych. Samochody Google wracają w tych dniach na ulice Irlandii oraz wyjeżdżają do miast Norwegii, RPA i Szwecji.

Reklama

Krzysztof Mrówka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »