Reklama

Skutki wojny rozleją się na cały świat. Takie będą konsekwencje inwazji Rosji

Napaść Rosji na Ukrainę i wojna dotknie każdego w każdym kącie świata, choć w niejednakowym stopniu. Przede wszystkim osłabi globalny wzrost gospodarczy i podniesie inflację. W jaki sposób będzie wpływać na gospodarkę i społeczeństwa? Co rządzący mogą zrobić, żeby te skutki złagodzić - tłumaczy Międzynarodowy Fundusz Walutowy.

W ogłoszonym w tym tygodniu "Światowym Przeglądzie Gospodarczym" (World Economic Outlook, WEO) MFW obniżył prognozy wzrostu gospodarczego i podniósł prognozy inflacji. Globalny wzrost spowolni z szacowanych za ubiegły rok 6,1 proc. do 3,6 proc. w latach 2022 i 2023, czyli odpowiednio o 0,8 i 0,2 punktu procentowego będzie niższy niż MFW prognozował to jeszcze przed wybuchem wojny. Po 2023 roku globalny wzrost jeszcze bardziej obniży się do około 3,3 proc. przez kilka lat.

Skutki gospodarcze wojny najsilniej odczuje Europa, a w Europie - Niemcy. Wzrost PKB strefy euro w 2022 roku MFW zrewidował w dół do 2,8 proc., czyli o 1,1 pkt proc. w stosunku do wcześniejszej prognozy.

MFW przewiduje też, że w tym roku inflacja wyniesie 5,7 proc. w gospodarkach rozwiniętych i 8,7 proc. w gospodarkach wschodzących. To o 1,8 i 2,8 punktu procentowego więcej niż prognozował w styczniu. Inflację w 2023 roku przewiduje w wysokości 2,5 proc. w gospodarkach rozwiniętych i 6,5 proc. na rynkach wschodzących, czyli o 0,4 i 1,8 pkt proc. więcej niż w styczniowej prognozie.

Reklama

Fundusz zaznacza, że znaczna korekta prognoz w dół jest odległa od wizji światowej gospodarczej katastrofy. Przewidywane 3,6 proc. wzrostu to blisko wieloletniej średniej sprzed pandemii wynoszącej 3,5 proc. Niemniej wzrost może spowolnić bardziej, a inflacja może okazać się wyższa niż oczekiwano. Zwłaszcza w Europie, zależnej od importu rosyjskiego gazu.

Bo jest to scenariusz oparty na danych i decyzjach politycznych zapadłych do końca marca. Ale jeśli Zachód w połowie roku rozszerzy sankcje o embargo na rosyjską ropę i gaz oraz odłączy Rosję całkowicie od światowego systemu finansowego i handlowego, wzrost gospodarczy osłabnie jeszcze mocniej, a inflacja będzie jeszcze wyższa.

Wtedy wzrost PKB w Unii do 2023 roku byłby jeszcze o 3 proc. niższy, a w gospodarkach rozwiniętych poza Unią i na rynkach wschodzących - o 1,5 proc. Aktywność gospodarcza na świecie obniżyłaby się o 1 proc. aż do 2027 roku. Natomiast inflacja w latach 2022-23 byłaby o jeden punkt procentowy wyższa.

Jak skutki wojny ogarniają świat

W jaki sposób skutki regionalnej ­- na razie - wojny będą rozlewać się po świecie? Przede wszystkim poprzez rynki towarowe i surowce. Ich ceny jeszcze wzrosną, wyższe będą ceny energii i żywności. MFW uspokaja jednak - powtórka stagflacji, czyli stagnacji gospodarczej i wysokiej inflacji jak w latach 70. zeszłego wieku nie jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Choćby dlatego, że świat jest mniej uzależniony od ropy. Pięćdziesiąt lat temu na wytworzenie jednego dolara PKB trzeba było jej zużyć 3,5 razy tyle, co obecnie.

Wzrosty i zmienność cen surowców będą w tym i przyszłym roku będzie przesądzać o inflacji. Rynki kontraktów terminowych wskazują, że ceny ropy wzrosną w tym roku o 55 proc. a gazu - o 147 proc. i dopiero w przyszłym - spadną. Ceny żywności wzrosną w tym roku o 14 proc., a spadną w przyszłym. Przypomnijmy, że między sierpniem 2021 roku a wybuchem wojny ceny surowców wzrosły o 24 proc., w tym ropy Brent o 36 proc., węgla - o 55 proc., a towarów rolnych - o 11 proc.

Inflacja w poszczególnych krajach nie będzie zależeć jednak tylko od cen surowców, a także od tego, w jaki sposób będzie kształtować się nierównowaga pomiędzy podażą a popytem. Popyt gwałtownie wzrósł w 2021 roku, częściowo rządowym wydatkom na przeciwdziałanie skutkom pandemii. Podaż utknęła w wąskich gardłach, spowodowanych przez zamykanie fabryk lub portów, tłok na szlakach żeglugowych, niedobory kontenerów, pracowników itp. W wyniku tej nierównowagi inflacja bazowa (a więc bez cen żywności i energii) okazała się wyższa niż przed pandemią. Od tego "punktu startu" będzie zależeć kształtowanie się inflacji w ciągu najbliższych dwóch lat.

Tu ważna uwaga. Polska jest piątym krajem na świecie, w których inflacja bazowa do końca 2021 roku wzrosła najsilniej w stosunku do okresu sprzed pandemii. Pierwsze cztery miejsca zajmują Brazylia, Rosja, Chile i USA. Według projekcji MFW Polska nie będzie w tym roku liderem inflacji, ale do czołówki doszlusuje w roku przyszłym, kiedy pozostanie ona u nas powyżej 10 proc. Wyprzedzą nas tylko Turcja (37,2 proc.), Rosja (14,3 proc.) i Białoruś (14,1 proc.). Projekcji inflacji dla Ukrainy MFW z oczywistych względów nie dokonał.

Wojna zaostrzyła wstrząsy podażowe

Wojna przyniesie dalsze zakłócenie w łańcuchach dostaw. Integracja Rosji i Ukrainy z globalnymi łańcuchami wartości nie sprowadzała się do typowych powiązań polegających na wymianie towarów. Nie można jej mierzyć stosunkowo skromnym w przypadku obu państw udziałem w światowym imporcie i eksporcie. W wielu sektorach mogą nastąpić zakłócenia "wyższego szczebla" i spowodować szok obejmujący nie tylko bezpośrednich partnerów handlowych, ale także tych z pozornie dalszych ogniw łańcuchów.

Przykłady? W Ukrainie ulokowana jest duża część światowej produkcji elektronicznego okablowania, a zakłócenia dostaw kabli już spowodowały zamknięcie fabryk samochodów w Niemczech. Rosja i Ukraina są czołowymi światowymi producentami neonu, a gaz ten używany jest w produkcji mikroprocesorów. Niedobory metali eksportowanych z Rosji, takich jak pallad i nikiel, zwiększą koszty produkcji katalizatorów i baterii. Zakłócenia w eksporcie nawozów potasowych z Białorusi wpłyną na produkcję żywności i wzrost jej cen.

Szok przeżyją oczywiście kraje, dla których Rosja była dużym partnerem handlowym.

I tak np. Białoruś wysyła do Rosji ponad 45 proc. swojego całkowitego eksportu, a równocześnie sprowadza dobra stanowiące nieco ponad połowę jej całego importu. Sprzedaż towarów do Rosji to ponad jedna czwarta całego eksportu Armenii, ale też ok. 15 proc. eksportu Litwy, Łotwy oraz Gruzji. Białoruś, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan i Kazachstan to grupa krajów, które połowę lub więcej żywności sprowadzają z Ukrainy lub z Rosji.

Kolejny strumień transmisji skutków wojny na cały świat rozleje się przez rynki finansowe. Sankcje oznaczają brak zapłaty dla firm, które jeszcze przed wojną wysyłały swoje towary do Rosji. Gwałtownie wzrosło ryzyko kontrahenta i ryzyko niewykonania zobowiązania. Wzrost niepewności geopolitycznej już powoduje przeszacowanie premii za ryzyko przez inwestorów, co może pogorszyć warunki finansowania w krajach najbardziej podatnych na zagrożenia skutkami wojny.

Jakie pole manewru mają banki centralne?

Agresja Rosji na Ukrainę niebywale zawęziła i skomplikowała pole manewru rządów i banków centralnych. Podsyciła inflację, co powinno wzbudzić reakcję w postaci zacieśnienia polityki monetarnej. Ale banki centralne musza uważać, żeby poprzez agresywną politykę pieniężną nie doprowadzić do załamania gospodarczego ożywienia.

Banki centralne gospodarek rozwiniętych muszą liczyć się z jeszcze jednym skutkiem swoich decyzji. Dokonywane przez nie w przeszłości gwałtowne podwyżki stóp procentowych zaostrzały zewnętrzne warunki finansowe dla rynków wschodzących i gospodarek rozwijających się. Gdyby amerykański Fed poszedł na całość i niespodziewanie zaostrzył politykę monetarną, odwróciłby przepływy kapitału z rynków wschodzących i gospodarek rozwijających się, doprowadził do rozszerzenia się spreadów rządowego długu tych krajów, deprecjacji ich walut i zaostrzenia warunków finansowania się przez nie.

Rządy mają równie twardy orzech do zgryzienia. Bo inflacja powoduje gwałtowny wzrost kosztów utrzymania, więc pojawia się potrzeba ochrony najuboższych przed jej skutkami. Tymczasem rządy na walkę ze skutkami pandemii, osłonę przedsiębiorstw i miejsc pracy zaciągnęły gigantyczne długi i teraz powinny myśleć o odbudowie finansów publicznych, a nie o kontynuacji ekspansywnej polityki.

Pandemia doprowadziła dług publiczny do rekordowych poziomów. Mediana długu rządów do PKB dla krajów z rynków wschodzących wzrosła do 60 proc. wobec ok. 40 proc. w 2013 roku, kiedy doszło do ostatniego nagłego zaostrzenia warunków finansowych. Wraz ze wzrostem kosztów finansowania zewnętrznego koszty obsługi zadłużenia mogą znacznie wzrosnąć i utrudnić jego obsługę.

Mimo to MFW uważa, że rządy powinny wspierać najsłabsze i najbardziej dotknięte rosnącymi cenami energii i żywności grupy społeczne by nie dopuścić do rozpadu społeczeństw i wybuchu niepokojów. Wzrost cen żywności i energii zwiększa to ryzyko, zwłaszcza w krajach o niskich dochodach, które już zmagają się z wysokim zadłużeniem po pandemii, a teraz stoją w obliczu wyższych kosztów finansowania w związku z podwyżkami stóp. Takie jednak powinny być priorytety, pomimo naglącej potrzeby konsolidacji finansów publicznych i przedstawienia wiarygodnych planów ich stabilizacji w perspektywie kilku lat.

Bardzo ważne jest natomiast, żeby banki centralne jasno formułowały perspektywy polityki monetarnej i dostosowywały swoje nastawienie do bieżących danych i do perspektyw dla inflacji. Szok spowodowany wojną będzie różnić się w różnych krajach, więc MFW nie ma jednej dobrej rady dla wszystkich banków centralnych. Zwraca tylko uwagę, że w krajach, gdzie skutki wojny dla wzrostu będą silniejsze, a inflacja nie zacznie słabnąć, decyzja o zaostrzeniu polityki monetarnej będzie znacznie trudniejsza.

Konieczne międzynarodowe zarządzanie kryzysem

Bezwzględnie konieczne jest także zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego w krajach o niskich dochodach, narażonych na głód, gdzie gospodarstwa domowe przeznaczają ok. 60 proc. dochodów na żywność, gdy w krajach bogatych przeciętnie ok. 10 proc. Dlatego konieczne jest przyspieszenie negocjacji w sprawie restrukturyzacji zadłużenia państw o niskich dochodach. 

Współpraca międzynarodowa będzie także konieczna w zarządzaniu cyklem zacieśniania monetarnego. Banki centralne powinny zapewnić sobie nawzajem dostęp do płynności awaryjnej, żeby amortyzować skutki nagłych odpływów kapitałowych, czy wycofywania depozytów. Powinny przygotować się już teraz do uruchomienia awaryjnych linii swapowych.

Napływ uchodźców z Ukrainy także wymaga skoordynowanej reakcji, a pomoc dla krajów przyjmujących najwięcej uchodźców, jak Polska, musi nadejść zarówno od instytucji europejskich, jak i multilateralnych. Po zakończeniu wojny potrzebne będą wysiłki międzynarodowe dla odbudowy Ukrainy. Kryzys humanitarny związany z wojną będzie kosztowny.

A równocześnie nie wolno "odkładać" mierzenia się z wyzwaniami zasadniczymi dla zmian strukturalnych w całej światowej gospodarce, a wynikających ze zmian klimatycznych i cyfryzacji. Rządy już powinny tworzyć plany wsparcia realokacji siły roboczej z sektorów "starej" gospodarki do "nowej". Kluczowe znaczenie będzie mieć przekwalifikowanie pracowników oraz zrekompensowanie strat w nauce dzieci w okresie pandemii. Jeśli luki nie zostaną nadrobione, wpłynąć to może na produktywność i zarobki całej generacji na wiele lat.

Jacek Ramotowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »