Reklama

Stal trzyma się mocno

Rynek stali ma się nie najgorzej, co jednak nie oznacza zadowolenia czy stagnacji. Z jakimi wyzwaniami musi się zmierzyć sektor stalowy?

Spadek popytu na stal i kryzys finansowy w strefie euro spowodowały, iż koncerny stalowe w ubiegłym roku zmuszone były redukować zdolności produkcyjne. Na tym tle sytuacja polskiego hutnictwa wygląda całkiem optymistycznie. Kontynuacja inwestycji i rosnąca konsumpcja to dobry prognostyk na przyszłość.

Europa redukuje, a my...

Zdaniem Williego Smita, wiceprezesa i dyrektora personalnego Grupy ArcelorMittal, obecny popyt na stal w Europie sięga 75 proc. stanu sprzed kryzysu.

Stąd też ubiegłoroczne decyzje koncernu ArcelorMittal o czasowej redukcji mocy produkcyjnych w zakładach ArcelorMittal i US Steel Košice. Koncern ArcelorMittal czasowo wyłączył też z pracy piec łukowy i dwie linie wyrobów długich w Schifflange oraz jedną z dwóch takich samych linii w Rodange (oba zakłady w Luksemburgu).

Reklama

W ubiegłym roku ArcelorMittal zdecydował też o czasowym zatrzymaniu produkcji w hucie walcówki w Verina w Hiszpanii. Koncern wyłączył też dwa piece w hucie w belgijskim Liege.

Tymczasem w polskiej spółce ArcelorMittal Poland odsunięto w czasie decyzję o wygaszeniu wielkiego pieca w Dąbrowie Górniczej. Oczywiście zawirowania w strefie euro nie pozostają bez wpływu na rynek stali. Z drugiej strony sektor stalowy ma przed sobą dobre perspektywy. Jawne zużycie stali na świecie wzrośnie w 2012 roku o 5,0 proc. Prognozy World Steel Association przewidują 9,5-proc. wzrost zużycia jawnego stali w Polsce w roku 2012, co zdecydowanie przewyższa prognozy dla całej Unii Europejskiej (mowa o 2,5 proc.).

Światowi producenci rozważają zatem przywrócenie do pracy wyłączonych na skutek kryzysu jednostek produkcyjnych.

Można się spodziewać, że zapotrzebowanie na stal wzrośnie wraz z planowanymi inwestycjami infrastrukturalnymi.

- W mojej ocenie, zapotrzebowanie na wyroby stalowe w Europie raczej nie ulegnie zmniejszeniu - podkreśla František Chowaniec, wiceprezes rady nadzorczej ArcelorMittal Ostrava.

- Niewątpliwie największą szansą sektora w Europie Środkowej jest rozwój infrastruktury, nadal pozostającej w krajach tego regionu na poziomie odbiegającym od standardów Europy Zachodniej. Z pewnością szansą jest stale rosnąca konsumpcja społeczeństwa.

Szans należy także upatrywać w rozwoju nowych oraz alternatywnych źródeł energii.

Bez wątpienia największym atutem jest skala inwestycji infrastrukturalnych realizowanych w Polsce. To oczywiście wiązać się będzie z Euro 2012. Nadal utrzymuje się zapotrzebowanie na stal, niezbędną do budowy infrastruktury drogowej i wielu innych przedsięwzięć. Kluczowe będzie jednak zapewnienie finansowania tych inwestycji.

Polityka i koszty

- Największym wyzwaniem dla branży stalowej jest obniżenie kosztów produkcji - uważa Marek Misiakiewicz, wiceprezes zarządu Alchemii SA, dyrektor ds. inwestycji, produkcji i technologii.

- Ponadto wdrożenie nowych gatunków stali, które przy zachowaniu parametrów wytrzymałościowych będą miały zdecydowanie niższy ciężar, pozwoli na ich niższe zużycie, a tym samym obniżenie kosztów realizowanych przedsięwzięć inwestycyjnych.

Nie należy jednak zapominać o ograniczeniach i wyzwaniach, z jakimi musi się zmierzyć hutnictwo. Niektóre z nich branża postrzega wręcz jako zagrożenia. Rosnące ceny energii elektrycznej to tylko jedno z trudnych uwarunkowań.

- Bezpośrednim zagrożeniem dla hutnictwa są coraz wyższe wymagania w zakresie ochrony środowiska - uważa František Chowaniec. - Sprostanie restrykcyjnym wymogom ekologicznym, powstałym w gabinetach urzędniczych, może być dla sektora wręcz zabójcze.

Dodatkowym problemem dla europejskich producentów stali jest obejmowanie w coraz większym stopniu rynków przez producentów pozaeuropejskich, których restrykcje środowiskowe obejmują w mniejszym zakresie lub też ich w ogóle nie dotyczą. Chiny czy Indie chcą zwiększać produkcję, nie oglądając się na kwestię emisji dwutlenku węgla.

Limity emisji hamują konkurencyjność, o czym zgodnie przekonują przedstawiciele branży stalowej. Ograniczają rozwój nie tylko hutnictwa, ale całej polskiej gospodarki.

Głosy hutników brzmią zgodnie z opiniami przedstawicieli innych wysokoemisyjnych branż. Energetyki opartej w przeszło 90 proc. na węglu nie zmienimy z dnia na dzień. Wiadomo też, że bez inwestycji nie da się obniżyć emisji dwutlenku węgla. Z drugiej jednak strony, jeśli zapotrzebowanie przemysłu (hutnictwa) na energię wzrośnie, tym samym zwiększy się emisja dwutlenku węgla. A firmy zapłacą dodatkowy podatek "od rozwoju".

Czy jednak Unia Europejska może zweryfikować założenia polityki ochrony klimatu?

- W przeciwnym razie trudno będzie mówić o równych warunkach konkurencji - zauważa Wojciech Szulc, kierownik Zakładu Analiz Techniczno-Ekonomicznych Instytutu Metalurgii Żelaza. - Poluzowanie polityki w tym zakresie wydaje się zatem jak najbardziej uzasadnione. Żyjemy w gospodarce wolnorynkowej, gdzie wszyscy producenci ze sobą konkurują. Należy się zatem spodziewać, że będzie presja na to, by na przykład Rosja, która ostatnio weszła do Światowej Organizacji Handlu, podlegała tym samym regułom.

Istotnym zagrożeniem dla polskiego rynku byłoby też obniżenie eksportu, będącego siłą napędową naszej gospodarki.

Należy pamiętać, że znaczna część eksportu krajowych firm stalowych trafia na rynek niemiecki. Załamanie się koniunktury na niemieckim rynku, wynikające z kryzysu w strefie euro, spowodowałoby osłabienie naszej gospodarki. Czarny scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Siłą napędową niemieckiej gospodarki pozostaje wzrost produkcji samochodów. A sam koncern Volkswagena sprzedał w ubiegłym roku o 0,5 mln samochodów więcej niż w 2010.

Problemem dla sektora stalowego mogą się także okazać kierunki podaży. Można się bowiem spodziewać zwiększonej oferty z Dalekiego Wschodu, kierowanej na rynek europejski.

Ta oferta może się okazać dużo tańsza, wręcz dumpingowa, co doprowadzić może do destabilizacji rynku wyrobów stalowych. Rynek polski wciąż pozostaje atrakcyjny dla zagranicznych producentów.

Można się zatem spodziewać, że w najbliższym czasie zainteresowanie tym rynkiem wzrośnie. Polskim rynkiem interesują się firmy stalowe ze Wschodu, Europy Południowej, Azji Środkowej i Dalekiego Wschodu.

- Z całą pewnością zagrożeniem jest duża konkurencja firm stalowych spoza Europy - zauważa Marek Misiakiewicz.

- Można je zminimalizować poprzez inwestycje w zakresie nowoczesnych technologii produkcji stali i jej przetwórstwa wraz z obniżaniem kosztów produkcji.

Jednym z istotnych zagrożeń jest też nieuczciwy handel stalą. Na rynku stali pojawiły się firmy, które działają nielegalnie. Nie odprowadzają podatku VAT . Traci na tym procederze zarówno budżet, jak i firmy.

A chodzi o miliardowe kwoty. Zdaniem przedstawicieli branży stalowej, sprawę oszustw podatkowych należy jak najszybciej ukrócić. Problem wyłudzania podatku VAT występuje także w innych krajach Unii Europejskiej. Jego rozwiązanie powinno się okazać ważnym zadaniem dla instytucji europejskich.

Lekko nie będzie

Długoterminowe perspektywy dla sektora stali są jednak pomyślne, dlatego nikt nie myśli jedynie o zagrożeniach i kryzysie. Nie ma recesji, ale nie można też popadać w nadmierny optymizm. Firmy koncentrują się raczej na bieżącej działalności.

- Tak naprawdę nikt nie ma recepty na kryzys - podkreśla Wojciech Szulc.

- Zazwyczaj w sytuacji dekoniunktury na rynku firmy podejmują doraźne, co nie znaczy przypadkowe, działania. Szukają zastępczych rynków na czas kryzysu, oferują określone produkty lub korzystne ceny wyrobów hutniczych.

O kondycji branży hutniczej przede wszystkim będzie decydował stan gospodarki europejskiej. Ostatnie prognozy zapowiadają niski wzrost PKB, a w niektórych krajach wręcz gospodarczą recesję.

- Europa zmaga się z poważnymi ekonomicznymi wyzwaniami - podkreśla Willie Smit. - W związku z tym, że strefa euro znajduje się obecnie w okresie recesji, jest prawdopodobne, że wzrost PKB w pierwszym kwartale tego roku będzie ujemny. Myślenie, że taki stan rzeczy nie odbije się na europejskim przemyśle stalowym, jest nierealistyczne.

Zdaniem przedstawicieli branży, to nie dotyczy jednak Polski, która ma stosunkowo dobre prognozy makroekonomiczne.

Naszą słabością jest jednak kruchość kursu złotówki, który bardzo gwałtownie reaguje na wszelkie negatywne informacje dochodzące z rynków zewnętrznych.

- Rynek stali w kraju jest na stałym poziomie i sądzę, że taka tendencja zostanie utrzymana do trzeciego kwartału 2012 roku - podsumowuje Marek Misiakiewicz.

W najbliższych latach popyt będzie rósł, zwłaszcza w zakresie inwestycji energetycznych oraz związanych z wydobyciem gazu i jego przesyłem. Dlatego perspektywy rozwoju segmentu rurowego wydają się szczególnie obiecujące.

Obecną sytuację rynkową i walutową powinni jednak wykorzystać wszyscy producenci wyrobów stalowych posiadający możliwości eksportowe.

Renata Dudała

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »