Reklama

Statek, który ma ukończyć Nord Stream 2 kolejny raz zmienił właściciela

Jak podają rosyjskie media, statek Akademik Czerski, który ma dokończyć układanie gazociągu Nord Stream 2 znowu zmienił właściciela. To już druga zmiana w ostatnim czasie. Zdaniem ekspertów to działania Gazpromu w celu uniknięcia nowych sankcji USA na podmioty zaangażowane w budowę Nord Stream 2.

Statek Akademik Czerski, który może dokończyć układanie na dnie Bałtyku biegnącego z Rosji do Niemiec gazociągu Nord Stream 2, przestał należeć do podmiotu prawnego podległego koncernowi Gazprom i nie wiadomo, kto jest jego nowym właścicielem - podały w środę media w Moskwie.

Reklama

W ostatnim czasie Akademik Czerski był wykazywany w dokumentach jako własność Samarskiego Ciepłowniczego Funduszu Majątkowego (STIF), spółki należącej do Gazpromu. W najnowszym ogłoszonym przez Gazprom wykazie powiązanych z nim spółek STIF już nie figuruje - podał dziennik "Kommiersant" i portal RBK. Jednocześnie STIF nadal istnieje jako podmiot prawny i nie zmieniał nazwy.

Jego zniknięcie z dokumentów Gazpromu oznacza, że spółka zmieniła właściciela - ocenia RBK. Portal dodaje, że STIF mógł także skorzystać z prawa do nieogłaszania publicznie niektórych danych ze względu na ryzyko sankcji. Takie prawo przyznał firmom rząd Rosji w rozporządzeniu z kwietnia 2019 roku.

Do początku 2020 roku właścicielem Akademika Czerskiego była spółka Gazprom Fłot. Należały do niej również jednostki pomocnicze: Ostap Szeremeta i Iwan Sidorenko. W czerwcu br. Akademik Czerski przeszedł w posiadanie podległego Gazpromowi STIF. Obecnie również Ostap Szeremeta i Iwan Sidorenko nie są wykazane jako własność Gazprom Fłotu; z rejestru firm wynika, że dwie jednostki pomocnicze należą do powołanej w kwietniu br. firmy o nazwie Nobility. Jako niepubliczna spółka nie musi ona wykazywać swoich właścicieli.

Te zmiany własnościowe są istotne ze względu na ryzyko nowych sankcji USA na podmioty zaangażowane w budowę Nord Stream 2.

Gazprom - jak twierdzą eksperci - potrzebuje co najmniej dwóch miesięcy na ułożenie po dnie Bałtyku pozostałych 160 km gazociągu Nord Stream 2. Na początku lipca władze Danii, na prośbę operatora Nord Stream 2, zgodziły się na wykorzystanie na wodach tego kraju statków niewyposażonych w system dynamicznego pozycjonowania (DP). Akademik Czerski jest wyposażony w system DP, ale nie ma go jednostka Fortuna, która - jak się ocenia - również miałaby brać udział w układaniu ostatniego odcinka gazociągu.

Obie jednostki są obecnie w niemieckim porcie Mukran, czyli terminalu promowym koło Sassnitz w północno-wschodniej części wyspy Rugia. W tym porcie znajduje się terminal logistyczny budowy Nord Stream 2. Przechowywane są tam m.in. rury używane do układania gazociągu.

Z Moskwy Anna Wróbel

Ostatnio Departament Stanu zapowiedział zniesienie zapisów chroniących przed obecnymi sankcjami firmy, które zainwestowały w projekt jeszcze przed wprowadzeniem restrykcji - chodzi o pięciu europejskich partnerów Gazpromu, które wyłożyły ok. połowy kosztów wartej 11 mld dol. inwestycji.

Ogłaszając zmiany, sekretarz stanu USA Mike Pompeo stwierdził, że pomaganie w "rosyjskich szkodliwych projektów wpływu nie będzie tolerowane" i polecił zaangażowanym firmom, by "wyszły, lub zmierzyły się z konsekwencjami".

Budowa gazociągu - jej koniec początkowo planowano na koniec 2019 r. - jest już w końcowej fazie; do ukończenia zostało mniej niż 10 proc. z liczącej ponad 1200 km rury. W rezultacie pierwszej rundy sankcji USA uchwalonych w grudniu budowa została wstrzymana po tym, jak z inicjatywy wycofała się firma Allseas.

Na początku lipca Dania wydała nowe pozwolenie na budowę rurociągu w jej części Bałtyku, wobec czego budowa może zostać wznowiona 3 sierpnia, choć z użyciem jedynie rosyjskich statków. Wejście w życie nowych sankcji przed ukończeniem budowy może jednak poważnie skomplikować projekt.

Zdaniem Wojciecha Jakóbika, analityka ds. energii i redaktora naczelnego portalu BiznesAlert.pl, projekt może jednak powstać nawet pomimo sankcji, choć wciąż "nie ma gwarancji że będzie on pracował albo przynosił oczekiwane korzyści"."Uderzenie w firmy budujące i ubezpieczające może opóźnić projekt i uniemożliwić dostawy, podobnie jak uderzenie w kredytobiorców i klientów" - mówi PAP Jakóbik, choć zaznacza, że ostateczny rezultat rozgrywki trudno jest przewidzieć.

Jednak zdaniem Julii Friedlander, ekspertki Atlantic Council i byłej dyrektor ds. europejskich w amerykańskiej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, Rosjanie prędzej czy później "znajdą sposób, by dokończyć budowę bez zachodnich podwykonawców".

- Wtedy będą mogli powiedzieć, że odnieśli sukces mimo wszystkich możliwych prób USA, by do tego nie dopuścić. Byłoby to więc retoryczne, a koniec końców również gospodarcze zwycięstwo Moskwy, podczas gdy stosunki USA z kluczowymi sojusznikami w Europie zostaną uszkodzone - mówi PAP Friedlander. Jak zaznacza, lepszym podejściem byłoby wprowadzenie wysokich kar dla Rosji, jeśli ta będzie używała gazociągu w celach politycznych.

Dowiedz się więcej na temat: Nordstream 2 | Nord Stream 2 | Gazprom | Nord Stream

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »