Reklama

Trzeba zapomnieć o taniej ropie

W drugiej połowie roku można spodziewać się przewagi popytu na ropę nad jej podażą, co wesprze ceny surowca - ocenia w rozmowie z Interią Adam Czyżewski, główny ekonomista PKN Orlen.

Czyżewski podkreśla, że cena ropy spadła w wyniku koronawirusowego kryzysu poniżej kosztów wydobycia. Przez dugi czas utrzymywała się poniżej 30 dol. za baryłkę, co sprawiło, że amerykański sektor ropy łupkowej zmuszony został do ograniczenia produkcji.

Reklama

Amerykański przemysł jest skłonny uruchamiać nowe wiertnie, gdy cena przez dłuższy czas utrzymuje się między 40 a 50 dol. za baryłkę. Wówczas nastąpiłby wzrost wydobycia, który po pewnym czasie, mniej więcej po pół roku, przełożyłby się na spadek cen surowca.

- Na razie gospodarki zostały odmrożone, popyt na ropę rośnie. W drugiej połowie roku będziemy mieli przewagę popytu nad podażą. To prowadzi do tego, że cena ropy wzrośnie - informuje.

Z punktu widzenia firm rafineryjnych, które - tak jak Orlen - nie prowadzą na dużą skalę wydobycia, ważna jest nie tyle cena ropy, co różnica między ceną ropy a ceną paliw, czyli marża. Czyżewski zwraca uwagę, że marże rafineryjne utrzymują się obecnie na bardzo niskich poziomach, poniżej opłacalności produkcji rafineryjnej. Dotyczy to nie tylko Polski, ale i innych krajów.

- Rynek ropy już się zaczyna odbudowywać, ale rynek rafineryjny jeszcze nie. Wciąż są duże zapasy paliw. Poza tym nie można podnosić istotnie cen paliw, bo gospodarki są w recesji - mówi. Ocenia, że ta sytuacja może potrwać dość długo.

Tak jak na rynku ropy trzeba było wyłączyć część odwiertów, tak na rynku rafineryjnym konieczne będzie być może wyłączenie części zakładów. Rynkowi gracze starają się tego uniknąć, bo rafinerie zazwyczaj dają dużo miejsc pracy i są kluczowe dla gospodarek krajów, w których działają. Ci, którzy przetrwają, skorzystają ze wzrostu marż.

Czyżewski ocenia, że zapotrzebowanie na tradycyjne paliwa będzie się jeszcze utrzymywać przez dekadę - półtorej. Podkreśla przy tym, że paliwa płynne nie muszą być produkowane tylko z ropy. - Są też biopaliwa, które w pełnym cyklu są zeroemisyjne - mówi. Paliwem przyszłości jest też wodór. - Inwestujemy w huby wodorowe, przestawiany się na paliwa alternatywne - informuje.

Główny ekonomista Orlenu zapowiada, że spółka jesienią opublikuje długoterminową strategię do 2030 roku. - W dokumencie przedstawimy, co zamierzamy zrobić do 2030 roku, ale nasze myślenie strategiczne sięga oczywiście dalej. Aktywa, w których chcemy być, żyją dłużej - mówi.

O przyszłych zamierzeniach koncernu będzie można usłyszeć więcej już podczas najbliższego Forum Ekonomicznego w Karpaczu.

Monika Borkowska

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »