Reklama

Turcja. Prezydent Erdogan ogłosił walkę z "dolaryzacją". Lira umocniła się w jeden dzień

Obietnica prezydenta Recepa Erdogana skierowana do oszczędzających w lirach bardzo wzmocniła turecką walutę. Polityk zapowiedział wprowadzenie rządowych gwarancji dla depozytów. Rekompensatę mają otrzymać wszyscy, których środki denominowane w lirach stracą na wartości względem walut obcych. Prezydent Turcji zapowiada kontynuację polityki obniżania stóp procentowych i podkreśla, że jest ona zgodna z zasadami islamu.

Jeszcze w poniedziałek za dolara płacono rekordowo dużo, bo 18,20 liry. Wczoraj rano po gwałtownym spadku kurs nieznacznie przekraczał 11 lir, potem na krótko wzrósł do 14 lir, a dziś jest w okolicach 12 lir. Złoty także osłabił się wobec tureckiej waluty. Kilka dni temu za lirę płacono tylko 24 grosze, a teraz są to 33 grosze.

Wielki eksperyment

Tureckie Ministerstwo Skarbu ma rekompensować straty poniesione przez osoby indywidualne na depozytach w lirze, jeśli jej notowania osłabią się względem dolara mocniej niż oprocentowanie depozytu. Rządowa zapowiedź przyczyniła się do nadzwyczajnego wzmocnienia liry. W poniedziałek waluta podrożała o około 25 proc., co stanowiło największy śróddzienny wzrost w historii.

Reklama

Ekipa prezydenta Erdogana próbuje przekonać obywateli do przechowywania oszczędności w lirach, a nie w euro czy dolarach i w ten sposób zwalcza tak zwaną "dolaryzację" gospodarki. Z danych tureckiego banku centralnego, wynika, że ponad połowa oszczędności krajowych jest ulokowana w walutach obcych i złocie, co wynika z utraty zaufania do liry po latach jej deprecjacji.

Arkadiusz Balcerowski, analityk Noble Funds TFI, podkreśla, że tylko około 10 proc. depozytów walutowych ma co najmniej 3-miesięczny okres zapadalności, co sprawia, że potencjał konwersji tureckich oszczędności na lirę jest bardzo ograniczony.

- Nowa polityka stosowana będzie bowiem wyłącznie do depozytów z terminem zapadalności między 3 a 12 miesięcy. Oczywiście istnieje możliwość, że obywatele zaczną na szerszą skalę zakładać depozyty w lirze na dłuższy okres (konwertując krótkoterminowe depozyty walutowe), jednak jest to w dużej mierze uzależnione od zaufania do władz. Nietrudno się domyślić, że w kraju z ponad 20-procentową inflacją i osłabioną walutą o zaufanie jest ciężko. A to w efekcie ogranicza dalszy potencjał aprecjacji liry - komentuje Arkadiusz Balcerowski.

Zdaniem eksperta Noble Funds TFI, jeśli zaufanie do pomysłu prezydenta Erdogana nie będzie duże, wówczas możliwa jest dalsza presja na lirę w obliczu wciąż uporczywie wysokiej inflacji. Jeśli rząd będzie zmuszony do pokrywania potężnych strat z tytułu wysokiej deprecjacji liry względem dolara, może to negatywnie rzutować na perspektywy fiskalne kraju. Co więcej, w skrajnym scenariuszu nie można wykluczyć konieczności "dodruku" liry, co tylko zaostrzyłoby kryzys ekonomiczny poprzez dalsze osłabienie waluty i wzrost inflacji.

Niskie stopy prezydenta

Nie ulega wątpliwości, że rządowe gwarancje dla depozytów są wprowadzane w zastępstwie podwyżek stóp procentowych, które prowadziłyby do umocnienia waluty oraz do stabilizacji inflacji na zdecydowanie niższych poziomach. Podnoszenie stóp jest w Turcji niemożliwe, gdyż prezydent Recep Erdogan od dawna wymusza na banku centralnym systematyczne ich obniżanie. Głowa państwa głosi bowiem niezwykle oryginalny pogląd, że skutkiem coraz niższych stóp będzie spadająca inflacja.

Prezydent Erdogan w ostatnich latach zwolnił z pracy trzech kolejnych gubernatorów Banku Centralnego Republiki Tureckiej. Pod jego presją od września do grudnia bank centralny zredukował stopy procentowe o 500 punktów bazowych - z 19 do 14 procent.

- Dzięki obniżkom stóp doczekamy się spadku inflacji w ciągu kilku miesięcy. Nasz kraj nie będzie już rajem dla tych, którzy wzbogacają się na wysokich stopach procentowych. Upadek liry jest wynikiem ekonomicznego oblężenia, ale Turcja nie wycofa się ze swojej nowej polityki gospodarczej - oświadczył ostatnio prezydent.

Recep Erdogan dla swoich posunięć znajduje także religijne uzasadnienie - odwołuje się do obowiązującego w islamie zakazu lichwy. - Jako muzułmanin, będę nadal robił to, co jest wymagane przez Nass - zadeklarował. Nass to termin tłumaczone jako "wyraźny nakaz prawny" albo "boski dekret".

Liczni ekonomiści są zdania, że program gospodarczy Erdogana oparty na niskich stopach procentowych jest lekkomyślny i błędny. Spodziewają się, że inflacja, która w tej chwili wynosi 21,3 proc., w przyszłym roku może przekroczyć granicę 30 proc.

Jacek Brzeski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »