Reklama

Tygrysica na nartach

Norweska biegaczka narciarska Marit Bjørgen zdobywając aż pięć medali podczas zimowych igrzysk olimpijskich w Vancouver przeszła do historii i stała się w swoim kraju celebrytką. Narciarka nazywana "superwoman" i "królową śniegu" okazała się jednak zupełnie normalną dziewczyną, w której życiu istnieje nie tylko sport.

Największa rywalka Norweżki - Justyna Kowalczyk otrzymała za swoje trzy medale, złoty, srebrny i brązowy ok. 750 tys. złotych, lecz norweski komitet olimpijski i federacja narciarska nigdy nie nagradzają swoich medalistów. W zamian pokrywają bardzo kosztowne przygotowania, spełniając praktycznie wszystkie zachcianki zawodników, którzy zarabiają później wielkie pieniądze na premiach Pucharu Świata i kontraktach sponsorskich. Obie strony są zadowolone.

Reklama

Największe wyróżnienie planują dla narciarki linie lotnicze Norwegian, które na ogonach swoich samolotów umieszczają wizerunki wielkich Norwegów i Norweżek.

Bjørgen warta jest jednak bardzo dużo jako marka reklamowa. Norweska branża ocenia, że nawet 10 milionów koron rocznie (5 mln złotych) przez najbliższych kilka lat, a przynajmniej do olimpiady w 2014 roku w Soczi. Może to potrwać jeszcze dłużej, ponieważ tacy narciarze jak Norweg Bjørn Daehlie, czy Szwed Ingemar Stenmark pomimo, że dawno zakończyli kariery, dalej mają sute kontrakty reklamowe. Bjørgen zajmuje w rankingu reklamowym drugie miejsce za... księciem Haakonem, który jednak ze względów oczywistych nie występuje w reklamach.

Ponadto już trzy norweskie wydawnictwa prowadzą z narciarką negocjacje i przebijają się wysokością honorariów za wydanie biografii, która automatycznie stanie się Norwegii bestsellerem wartym dla Bjørgen następne miliony.

Kim jest ta uśmiechnięta super kobieta mówiąca melodyjnym prowincjonalnym dialektem trøndersk? Zaraz po olimpiadzie była głównym gościem kilku skandynawskich programów telewizyjnych i okazało się, że jest to skromna, atrakcyjna, inteligentna i modnie ubrana dziewczyna.

- Jak każdy lubię zabawę, dobre jedzenie, a z drinków uwielbiam tequillę. Jestem zupełnie normalną dziewczyną, która interesuje się sportem. Dopiero niedawno wyjęłam kolczyki z brwi, ponieważ kibice sugerowali mi, że z powodu magnetyzmu i grawitacji zbyt wolno biegam - powiedziała Bjørgen w rozmowie z laureatem pokojowej nagrody Nobla w 2007 roku Alem Gore. On z kolei zastanawiał się nad tym, jak to możliwe, że czteromilionowy naród zdobył w historii zimowych igrzysk więcej medali niż 300-milionowe Stany - Norwegia ma ich aż 303, USA tylko 253.

W niedzielę 21 marca, podczas zawodów Pucharu Świata i zakończenia sezonu w szwedzkim Falun Bjørgen skończyła 30 lat.

- Co to za wiek? Myślę już o olimpiadzie w Soczi, a do tego czasu zamierzam też zostać mamą. Wiele znanych zawodniczek u szczytu swojej kariery zaszło w ciążę, urodziło dzieci i wróciło ponownie na szczyt. Najważniejsza jest odpowiednia kombinacja sportu i codziennego, normalnego życia. Sama rywalizacja sportowa nie wystarcza, aby osiągać sukcesy, a zwłaszcza motywacje - powiedziała Bjørgen Private Banking na mecie sprintu dookoła zamku królewskiego 17 marca w Sztokholmie.

Motywację narciarka ma dobrą, ponieważ jej partnerem życiowym jest Fred Børre Lundberg, który zdobywając złoty medal na olimpiadzie w Lillehammer w 1994 roku dobiegał do mety z narodową flagą i jako pierwszy wprowadził ten zwyczaj do sportu.

- Fred świetnie mnie rozumie, ponieważ sam był wyczynowym sportowcem. Nieobecność w domu przez 250 dni w roku jest uciążliwa i utrudnia życie rodzinne, lecz Fred sam zaproponował, że zajmie się dzieckiem przez następne lata mojej kariery, tak abym ja mogła się wyszaleć - powiedziała Bjørgen.

Narciarka w ostatnich latach nie osiągała świetnych rezultatów i nie wystąpiła w prestiżowym Tour de Ski, który wygrała Justyna Kowalczyk.

- Priorytetem była olimpiada i trening psychiczny. Uprawiam narciarstwo już wiele lat, lecz w ostatnim czasie miałam problemy z identyfikacją i odnalezieniem samej siebie. Na trzy miesiące przed olimpiadą mój stan był już tak krytyczny, że przydzielono mi osobistego psychologa. Poradził mi oglądać filmy z tygrysami i analizować zachowanie tych zwierząt. Zdjęcie ryczącego tygrysa ustawił mi na stoliku nocnym tak, że zasypiając zawsze patrzyłam na tego drapieżnika i wreszcie pewnego dnia obudziłam się czując, że jestem tygrysicą, że zjem wszystkich.

Zbigniew Kuczyński

Dowiedz się więcej na temat: Justyna Kowalczyk | Kowalczyk | narty | tygrysica | narciarka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »