Reklama

Ucieczka od przyszłego kryzysu światowego cz. 2

Artykuł ten nie należy do opracowań z zakresu futurologii. Czynniki kryzysogenne, które przeniosą się w przyszłość można bowiem obserwować jako doświadczenia z przeszłości oraz teraźniejszości. Mają one swoją postać doktrynalną, bez uwzględnienia której nie sposób szkicować planów ucieczki od kryzysu przyszłego.

Trzeci czynnik kryzysogenny - deformacje giełdowe

Proces deformowania giełd papierów wartościowych polega głównie na tworzeniu i przecinaniu tzw. bąbli lub baniek giełdowych, czyli sztucznego windowania oraz "dołowania" kursów akcji. Sięga on również kursów walut, a także cen niektórych surowców, zwłaszcza ropy naftowej i nieruchomości (wielka bańka cenowa w USA). Zajmują się tą działalnością, mającą charakter spekulacyjny, głównie potentaci finansowi, a wśród nich wielkie banki.

Od tradycyjnych monopoli, działających w sferze produkcji i rynków towarowych, różnią się tym, że są monopolami odwracalnymi, tzn. przekształcają się z monopolu (dominującego w sprzedaży), w monopson (dominujący w zakupie). Dopóki kurs, czyli cena danej akcji, czy innego towaru, kształtuje się jako wypadkowa działań wszystkich uczestników giełdy, nawet jeśli mocno rośnie i szybko spada, może być uznana za normalną cenę rynkową.

Jeżeli natomiast dany uczestnik dokona dużego zakupu, gdy kurs jest niski i - powtarzając do pożądanego przez siebie momentu takie zakupy - spowoduje poważny wzrost kursu, przyciąga zwykłych graczy, którzy zapragną "załapać się na bańkę".

Reklama

Wtedy inicjator tego windowania czeka na odpowiednio wysoki poziom kursu i zmienia swój charakter z monopsonu w monopol, dokonując dużych sprzedaży. O giełdach papierów wartościowych można raczej mówić jako o pseudorynkach, biorąc pod uwagę skalę omawianych deformacji. Kryzysogenny charakter takich deformacji jest oczywisty, gdyż niszczą one mechanizmy samoregulacji poszczególnych rynków.

Jaki interwencjonizm jest źródłem kryzysów?

Typowa odpowiedź formułowana z pozycji neoliberalizmu brzmi :"Każdy interwencjonizm", natomiast prawidłowa: "Interwencjonizm wadliwy". Interwencjonizm w USA stał się z gruntu wadliwy nie od razu, gdy prezydent R. Reagan objął władzę, lecz wtedy, gdy prezydent pozwolił na to, aby liberalna polityka rządu, respektująca definicyjne zasady wolnego rynku z uwzględnieniem niezbędnej regulacji i nadzoru państwa nad gospodarką, została przekształcona w politykę według zasad neoliberalnych.

Polityka ta najpierw była oparta na doktrynie Hayeka i Friedmana, lekceważącej potrzebę interwencjonizmu i działalności związków zawodowych, gdyż jej autorzy wierzyli w dogmat rynkowej samoregulacji całej gospodarki, a nie tylko każdego rynku z osobna. Doktryna ta została uzupełniona hipotezą racjonalnych oczekiwań Lucasa.

W miarę pogłębiania zastosowań tej doktryny, a zwłaszcza unikania nowych regulacji niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania mechanizmów rynkowych, neoliberalizm amerykański przekształcał się w ideologię, wymagającą eliminowania istniejących poprzednio reguł. Było to w skutkach równoznaczne z rozstrajaniem mechanizmów wolnorynkowych, a nawet zanikaniem zwykłej przyzwoitości kupieckiej. Wskutek tego proces rozstrajania rynków finansowych przekształcał się w ich rujnowanie, jak nazwał ten proces A. Greenspan w czasie zeznań przed komisją Kongresu.

Ze względu na powyższe okoliczności można uznać, że polityka neoliberalna rodziła wadliwy interwencjonizm państwa. Stał się on praprzyczyną kryzysu, poprzedzającą wystąpienie na rynkach finansowych przyczyn bezpośrednich. Całą listę przyczyn, według kolejności ich powstawania, można uszeregować następująco:

• praprzyczyna w sferze makroekonomii: doktryna Hayeka - Friedmana, uzupełniona hipotezą racjonalnych oczekiwań Lucasa,

• praprzyczyna w sferze polityki gospodarczej, a zwłaszcza pieniężnej: wadliwy interwencjonizm, w tym nadmierne emisje waluty i niska stopa procentowa,

Przyczyny bezpośrednie w sferze rynków finansowych:

• obroty tzw. aktywami toksycznymi,

• kreowanie pieniądza kredytowego bez pokrycia,

• deformacje giełdowe wywoływane przez odwracalne monopole.

Wszystkie bezpośrednie przyczyny kryzysu finansowego są usuwalne. Prezydent Obama usiłuje wyeliminować je - prawdopodobnie z wyjątkiem ostatniej - łącząc sposób wzorowany na polityce New Deal'u , czyli Nowego Ładu prezydenta Roosevelta, z pakietami pobudzającymi. Można je traktować jako impulsy mogące wywołać keynesowską reakcję mnożnikową (jaka - według nurtu neoliberalnego - w ogóle zdarzyć się nie może), w rezultacie której osiągnięty zostanie zwielokrotniony w stosunku do impulsu przyrost dochodu narodowego, a tym samym nastąpi wyjście z recesji.

Konkluzje

Nie można jednak wykluczyć powrotu neoliberalizmu, na przykład w wyniku wyborów z przewagą elektoratu sprzyjającego polityce opartej na haśle "tylko wolny rynek", interpretowanym zgodnie z dogmatem o rynkowej samoregulacji gospodarki jako całości. Gdyby miało się to stać, należy zdawać sobie sprawę z możliwości pojawienia się skrajnie pesymistycznego scenariusza, opartego na doświadczeniu historycznym jako analogii.

Mianowicie Marks pragnął obalić kapitalizm przez całkowite zastąpienie rynku państwem. W tym "dziele" pomogło mu zignorowanie przez A. Smitha funkcji wartościotwórczej kapitału. Ułatwiło to Marksowi stworzenie ideologii opartej na bałamutnym prawie wartości. Za pomocą tej ideologii udało się jednak obalić kapitalizm w uboższej połowie świata.

Nie można odmówić podobnej skuteczności ideologii przeciwstawnej, to znaczy zastąpienia państwa rynkiem. Została ona zbudowana dzięki zignorowaniu przez A. Smitha czynnika kryzysogennego w postaci systemowego wpływu wzrostu oszczędności na powstanie luki popytowej, w wyniku czego mógł zrodzić się dogmat o możliwości rynkowej samoregulacji całej gospodarki. Ideologia ta, oparta na całkowitym wyeliminowaniu państwa z rynków - gdyby była konsekwentnie zastosowana - stwarzałaby możliwość obalenia kapitalizmu, tym razem w bogatej części świata.

Jeśli pominąć ten katastroficzny scenariusz, można sformułować bardziej umiarkowane ogólne konkluzje prognostyczne.

1. Dwa źródła kryzysu będą występowały nadal w przyszłości z prawdopodobieństwem prawie stuprocentowym. Są to opisane wyżej, uznane za nieusuwalne, czynniki kryzysogenne występujące w przestrzeni międzyrynkowej, tj. systemowe oddziaływanie wzrostu oszczędności jako luki popytowej (paradoks Keynesa) oraz brak automatycznego mechanizmu regulującego proporcje podziału dochodu między pracę i kapitał. Oba te czynniki mogą być skutecznie neutralizowane, jak dowodzi tego doświadczenie z trwającego prawie pół wieku stosowania polityki keynesowskiej. Czynniki te mogą jednak ulec zaktywizowaniu, jak to dzieje się od 2008r. w procesie generowania przez nie kryzysu gospodarczego (typu nadprodukcji) jako następstwa kryzysu finansowego.

2. Przy założeniu, że wadliwy interwencjonizm - jako praprzyczyna występowania bezpośrednich przyczyn kryzysu - zostanie zastąpiony interwencjonizmem prawidłowym, tj. zapewniającym komplementarność między funkcjami państwa i funkcjami rynku, można oczekiwać, że spadki PKB będą skutkami typowych zmian koniunkturalnych bez głębokich kryzysów. Jeżeli natomiast w polityce interwencyjnej utrzyma się jej wadliwość w postaci tolerowania pseudo rynkowego charakteru giełd papierów wartościowych, wynikającego z działań odwracalnych monopoli, to pomimo przywracania regulacji rynków i zahamowania nadmiernych emisji pieniądza kredytowego oraz ograniczeń wytwarzania przez instytucje finansowe toksycznych aktywów, przeniosą się w przyszłość mocne zagrożenia kryzysowe, jako następstwa dysfunkcji rynków finansowych.

Marian Guzek,

Autor jest profesorem ekonomii Uczelni Łazarskiego w Warszawie, wykłada międzynarodowe stosunki gospodarcze i polityczne.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »