Reklama

W fabryce świata wyłączyli światło

Chiny ogarnia kryzys energetyczny. Na obszarze dwóch trzecich ogromnego państwa ludzie co pewien czas muszą siedzieć w domach przy świecach, windy w biurach stają między piętrami, a fabryki zatrzymują produkcję. Gospodarka chińska spowolni, a za nią cały świat - mówią analitycy. To optymistyczny scenariusz, bo "szoki podażowe" mogą spowodować dużo większe szkody.

Obiecałeś żonie na gwiazdkę nową pralkę? Kup lepiej już teraz, bo może się okazać, że jakaś część, bez której pralka niczego nie wypierze, nie dojedzie z Chin i producent pralek będzie musiał przestawić swoje linie na tary, a w najlepszym wypadku - na "franie". Dzieciak, jak to dzieciak, marzy o najnowszym smartfonie? Kup mu lepiej stary, bo na te najnowsze mogą nawet nie zajrzeć do pudełek.

Okresowe blackouty

W zeszłym tygodniu już w 21 na 30 prowincji, na które podzielone są Chiny, następowały okresowe blackouty. Przedsiębiorstwa nawet w największych centrach przemysłowych kraju dostały na początku ubiegłego tygodnia od władz polecenie, by ograniczyły zużycie energii. Blackouty wprawdzie zaczęły się już w czerwcu, ale w końcu władze doszły do wniosku, że sprawa jest na tyle poważna, iż nie można jej dalej ukrywać pod dywanem. O blackoutach zaczęły mówić głośno państwowe media. Rząd wprowadził plan racjonowania mocy.

Reklama

Dostawy energii były przez kilka dekad cierniem w łapie tygrysa, który od lat 70. zeszłego stulecia rozpędzał się do potężnego skoku. Ludzie, transport i przemysł się do tego przyzwyczaiły. W domach instalowano dynama, zakłady kupowały własne generatory. Ostatni kryzys energetyczny Chiny przeszły w 2011 roku. Ale - jak mówią analitycy - od tego czasu sytuacja się ustabilizowała. Zapasowe agregaty powyrzucano. I nagle w tym roku kryzys wybuchł znowu.

Co jest jego powodem?

Węgiel. Ma 56 proc. udziału w całym chińskim miksie energetycznym. Dodajmy na marginesie - to znacznie mniej niż w Polsce. A węgiel energetyczny podrożał tylko w tym roku z 671 do 1100 juanów za tonę i jest już ponad dwa razy droższy niż rok temu. Węgiel drożeje, a równocześnie ceny prądu są kontrolowane przez państwo, więc producenci, by nie ponosić strat, zmniejszają lub odcinają podaż bo nie mogą wzrostu kosztów produkcji prądu przerzucić na jego odbiorców. Choć niektóre prowincje dostały już zgodę z Pekinu na elastyczne kształtowanie maksymalnych cen energii.

Chiny ponoszą też konsekwencje własnych decyzji, bo w zeszłym roku po wybuchu pandemii rozpoczęły wojnę handlową z Australią nakładając wysokie cła m.in. na tamtejsze wina. Pod koniec zeszłego roku ograniczyły również import węgla z Australii. A wcześniej rocznie kupowały go za 3 miliardy dolarów.

W końcu wreszcie jak z kopyta ruszyła w Chinach "zielona" transformacja energetyki, gdyż państwo to chce do 2060 roku osiągnąć neutralność pod względem emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Ten cel został potraktowany poważnie, ale też w charakterystyczny dla tego kraju nakazowy sposób.

Limity zużycia energii

Rząd wprowadził podwójną kontrolę zużycia energii. Po pierwsze władze lokalne mają wykazać się ograniczeniem jej całkowitego zużycia. Po drugie - mają realizować cele zmniejszenia zużycia paliw kopalnych na każdą jednostkę PKB. Plan na ten rok przewiduje spadek energochłonności na jednostkę PKB o 3 proc. Ponieważ silne odbicie gospodarki w pierwszej połowie roku spowodowało wzrost energochłonności w niemal jednej trzeciej chińskich prowincji, w sierpniu rząd mocno tupnął nogą, żeby sprawy wróciły na wytyczoną ścieżkę.

"Bezprecedensowa determinacja Pekinu w egzekwowaniu limitów zużycia energii (...) może skutkować nieocenionymi długoterminowymi korzyściami, ale krótkoterminowe koszty zarówno dla gospodarki realnej, jak i rynków finansowych są znaczne" - napisali analitycy banku inwestycyjnego Nomura, cytowani przez CNN.

"(...) wydaje się to (egzekwowanie celów polityki klimatycznej) niewiele ważącym czynnikiem w porównaniu z cenami węgla" - stwierdza z kolei James Palmer w artykule na stronach internetowych amerykańskiego czasopisma "Foreign Policy".

Kogo dotyka chiński kryzys energetyczny?

To problem wszystkich gospodarstw domowych i wszystkich przedsiębiorstw w tym kraju, choć w trudnym do określenia stopniu i na trudny do określenia czas. Czy chińskie firmy będą się wywiązywać z zakontraktowanej produkcji, na którą czeka cały świat? Nie ma pewności, bo może się okazać, że te czy inne fabryki zostaną zamknięte i nie wiadomo na jak długo, lub będą pracować wykorzystując tylko część swoich mocy. A teraz zaczyna się w nich właśnie przedświąteczna gorączka, żeby obiecywane żonom od lat nowe pralki trafiały pod choinki na całym świecie.

Jaka będzie skala kryzysu energetycznego w Chinach? Jeszcze nie wiemy, ale już jest pewne, że druga największa gospodarka świata na jego skutek spowolni.

Analitycy banku Nomura obniżyli swoje prognozy chińskiego wzrostu PKB w tym roku o pół punktu procentowego do 7,7 proc. wskazując na przestoje w fabrykach z powodu lokalnych przepisów dotyczących zużycia energii albo z powodu przerw w dostawie prądu. 

Goldman Sachs obniżył prognozę dla Chin na 2021 rok do 7,8 proc. z 8,2 proc. uzasadniając to "gwałtownymi cięciami produkcji w wielu branżach o wysokiej energochłonności".

Chińskie zakłady przemysłowe to oczywiście nie tylko dostawy półproduktów, czy komponentów dla całego świata, także do Polski. Pegatron, tajwańska firma produkuje komponenty i montuje iPhone’y dla Apple. Ma fabrykę m.in. w Kunshan, mieście położonym w aglomeracji Szanghaju. Tajwańskie media już pisały, że władze prowincji ograniczyły dostawy energii do fabryki w Kunshan. Pegatron poinformował CNN, że pracuje nad "aktywowaniem mechanizmów oszczędzania energii" z tamtejszymi władzami.

Kryzys energetyczny w Chinach zaczyna się rysować niemal równolegle z prawdopodobną niewypłacalnością jednego z największych chińskich deweloperów Evergrande, który we wrześniu już dwa razy nie zapłacił odsetek od swoich obligacji. Po pandemii, w warunkach dyktowanych przez gwałtowne odbicie w gospodarce ujawniają się pęknięcia, których przyczyn, sensu, skali i konsekwencji jeszcze nie znamy. Możemy spodziewać się jedynie, że pojawią się kolejne. Nie wiemy jak głębokie.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Zimna wojna o półprzewodniki pomiędzy USA i Chinami zbiera już coraz bardziej widoczne żniwo. Niedawno Opel zapowiedział, że na co najmniej kilka miesięcy zamknie jedną ze swoich wielkich fabryk, bo nie ma jak produkować samochodów. Brak półprzewodników to jeden z najbardziej spektakularnych "wstrząsów podażowych", mogących zatrzymać odbijającą po lockdownach światową gospodarkę lub nawet wepchnąć ją w recesję. Kryzys energetyczny w Chinach, jeśli będzie naprawdę głęboki, może doprowadzić do nieoczekiwanych wstrząsów niemal w każdej branży. Oczywiście nie tylko w Chinach, lecz na całym świecie.

Jacek Ramotowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »