- Arabia Saudyjska ogranicza wydobycie ropy, a Rosja jej eksport. Rijad i Moskwa chcą w ten sposób podbić ceny surowca i zmniejszyć jego zapasy na świecie
- Niepewna sytuacja gospodarcza w Chinach, Stanach Zjednoczonych i Europie może wpłynąć na zmniejszenie tempa wzrostu notowań ropy
- Mukesh Sahdev z Rystad Energy spodziewa się tymczasowego spadku popytu na ropę we wrześniu i październiku, w skali globalnej
Na początku września ceny ropy ruszyły w górę po informacji o przedłużeniu cięć wydobycia przez kluczowe kraje kartelu OPEC+, czyli Arabię Saudyjską i Rosję. Baryłka europejskiego surowca brent kosztuje około 90 dolarów, a amerykańskiej ropy WTI - 87 dolarów. Są to poziomy najwyższe od 10 miesięcy.
Światowi inwestorzy zaczynają mieć obawy, że w dłuższym terminie wyższe ceny surowców energetycznych przyczynią się do ponownego rozkręcenia spirali inflacyjnej. W efekcie należy spodziewać się kolejnych podwyżek stóp procentowych Fed i związanego z tym wzrostu siły dolara.
Polityczna zemsta Saudyjczyków
Arabia Saudyjska przedłużyła do końca tego roku dobrowolne cięcie produkcji ropy naftowej o milion baryłek dziennie. Redukcja ta sprawi, że w październiku, listopadzie i grudniu wydobycie surowca w tym kraju ustabilizuje się na poziomie niespełna 9 milionów baryłek dziennie. Przypomnijmy, że Rijad po raz pierwszy zdecydował się na cięcie produkcji o milion baryłek w lipcu i od tego czasu przedłuża tę decyzję co miesiąc.
Posunięcie Arabii Saudyjskiej zostało uzupełnione ruchem ze strony Rosji, która obwieściła, że także do końca 2023 roku będzie zmniejszać eksport ropy o 300 tysięcy baryłek dziennie. Decyzje Rijadu i Moskwy mają spowodować drenaż światowych zapasów ropy i wywołać dalszy wzrost jej ceny.
Działania Saudyjczyków wydają się mieć podtekst polityczny. Jest to riposta na zeszłoroczne uwolnienie przez Stany Zjednoczone 180 milionów baryłek ropy z rezerw strategicznych. Zdaniem wielu analityków, Rosja i Arabia systematycznie tnąc produkcję, prowadzą nieuczciwą grę polityczną. Ich plany mogą być jednak pokrzyżowane przez inne kraje OPEC+, jeśli te zdecydują się na zwiększenie własnego eksportu.
Chińska niewiadoma
Moskwa i Rijad zdecydowały się na cięcie wydobycia i eksportu także dlatego, że nie są pewne jak duży będzie popyt na ich ropę. Wielka niewiadoma to Chiny, które borykają się z problemami gospodarczymi od czasu zakończenia polityki “zero-Covid".
Co prawda w ostatnim czasie pojawiły się dobre dane dotyczące sierpniowego importu ropy naftowej do Chin, jednak był to raczej efekt kończącego się sezonu letnich wyjazdów, który uszczuplił zapasy paliw. W dodatku, niedawne badanie sektora prywatnego ujawniło, że w sierpniu działalność usługowa w Chinach rozwijała się w najwolniejszym tempie od ośmiu miesięcy.
Widać wyraźnie, że słaby popyt nadal nęka drugą co do wielkości gospodarkę świata, a środki stymulacyjne zastosowane przez władze w Pekinie nie zdołały znacząco zwiększyć konsumpcji. Mukesh Sahdev z Rystad Energy spodziewa się tymczasowego spadku popytu na ropę we wrześniu i październiku, nie tylko zresztą w Chinach.
Topniejące zapasy w USA
Ewentualna recesja w Stanach Zjednoczonych i Europie także może znacząco obniżyć globalny popyt na energię. Na razie jednak pojawiły się dane sprzyjające stronie popytowej. Departament Energii poinformował, że w ostatnim tygodniu września zapasy ropy naftowej w USA spadły o 6,31 miliona baryłek, do najniższego poziomu od 9 miesięcy. Natomiast zapasy benzyny zmalały o 2,67 miliona baryłek, do najniższego poziomu od 10 miesięcy. Tak dużego regresu nikt się nie spodziewał.
W sierpniu dostawy diesla z USA do Europy spadły o 40 proc. w skali miesiąca, do poziomu 650 tysięcy ton. Na rynku cały czas utrzymują się obawy o podaż diesla w okresie jesienno-zimowym w związku z ograniczoną pulą oleju napędowego spełniającego normy, a produkowanego przez rafinerie na Bliskim Wschodzie.
W Stanach Zjednoczonych pojawił się jednak pozytywny sygnał wzrostu aktywności w sektorze naftowym. Z raportu Baker Hughes wynika, że w ubiegłym tygodniu po raz pierwszy od czerwca przybyło platform wiertniczych. Nie zmienia to faktu, że ogólna ich liczba jest o 17 proc. mniejsza niż w 2022 roku.
Prognozowane ceny ropy
Ekonomiści ANZ Banku już w sierpniu prognozowali, że dalsze cięcia podaży w grupie krajów OPEC+ zacieśnią rynek ropy naftowej. "W nadchodzących miesiącach spodziewamy się gwałtownego spadku zapasów, co skutkować może dalszą aprecjacją cen surowca. Ograniczenie podaży jest w dużej mierze zarządzane przez OPEC+. Podtrzymujemy nasze przewidywania cenowe na koniec 2023 roku na poziomie 100 dolarów za baryłkę brent. Jednak wzrost powyżej tej wartości w 2024 roku wydaje się być mało prawdopodobny" - napisali analitycy ANZ Banku.
Do podobnych wniosków dochodzą eksperci RBC Capital Markets, którzy przygotowali prognozy cen ropy rozpisane na kolejne kwartały. Wynika z nich, że wartość surowca na rynku finansowym wzrośnie w czwartym kwartale tego roku i na podwyższonych poziomach utrzyma się w 2024 roku. Notowania surowca, które oscylują teraz powyżej 90 dolarów za baryłkę z perspektywy technicznej "nie wydają się mieć przeciwników w drodze do 100 dolarów".
Analityk IG Australia Market Analyst, Tony Sycamore, skupił się na prognozach dla ropy WTI. Jego zdaniem, w nadchodzących tygodniach cena tego gatunku surowca będzie wahać się między 83 a 93,50 dolara. Jednak niepewność co do popytu w regionach takich jak Chiny i Europa może ograniczyć wzrost ceny.
Jacek Brzeski

















