Reklama

Wall Street: ostra przecena po danych z Węgier

Piątek na Wall Street przebiegał pod znakiem ostrej przeceny akcji, a przyczyniły się do tego zarówno gorsze od oczekiwań dane o zatrudnieniu w amerykańskiej gospodarce, jak i informacje o kolejnych kłopotach w krajach strefy euro, tym razem na Węgrzech.

Na zamknięciu sesji Dow Jones Industrial spadł o 3,16 proc. (czyli o 320 punktów), do 9.931,37 pkt. Nasdaq Comp. stracił 3,64 proc. do 2.219,17 pkt. Indeks S&P 500 spadł o 3,44 proc. i wyniósł na koniec dnia 1.064,94 pkt. W maju liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrosła o 431 tys., podczas gdy w kwietniu wzrosła o 290 tys.

Ekonomiści spodziewali się, że liczba miejsc pracy w sektorach pozarolniczych wzrośnie o 536 tys. Stopa bezrobocia w USA w maju wyniosła 9,7 proc., wobec 9,9 proc. w kwietniu. Analitycy spodziewali się, że w maju stopy bezrobocia w USA na poziomie 9,8 proc. "Będziemy się jeszcze długo męczyć. Zatrudnienie w gospodarce wcale nie wzrasta jakoś wyraźnie.

Reklama

Tempo ożywienia w gospodarce wyhamowało" - powiedział Michael Englund główny ekonomista w Action Economics LLC. Do złych danych z gospodarki amerykańskiej dołączyły kolejne niepokojące informacje ze strefy euro. Tym razem w centrum uwagi znalazły się Węgry, które mogą mieć podobne problemy z niewypłacalnością, jak niedawno Grecja. Peter Szijjarto, rzecznik prasowy premiera Węgier Viktora Orbana, ocenił, że gospodarka Węgier jest w poważnej sytuacji, bo poprzedni rząd manipulował danymi i podawał fałszywe informacje o jej stanie. Szijjarto podał, że w weekend zostaną przedstawione wstępne dane o stanie węgierskiej gospodarki. Stwierdził też, że nie jest przesadą mówienie o możliwej niewypłacalności Węgier.

W czwartek wiceprzewodniczący partii Fidesz Lajos Kosa powiedział, że Węgry mają "małe szanse", aby uniknąć kłopotów fiskalnych i problemów z zadłużeniem podobnych do tych w Grecji. "Sytuacja na Węgrzech nie jest tak zła, ale jak ktoś z rządu mówi takie rzeczy, to tylko zachęca inwestorów do wyprzedaży" - mówi Koon Chow, strateg ds. rynków wschodzących w Barclays Capital. "Nowy rząd musi trochę pomyśleć o komunikacji z rynkami" - zaleca natomiast Timothy Ash, szef działu analiz rynków wschodzących w Royal Bank of Scotland Group.

"Po prostu nie można tak mówić w takiej sytuacji, jaka jest na rynkach" - dodaje. W piątek na Wall Street do najsłabszych sektorów należały banki. Mocno traciły na wartości m.in. Bank of America oraz JP Morgan. Na rynku pojawiły się niepotwierdzone informacje, że francuski bank Societe Generale ma kłopoty ze swoim biznesem derywatów.

Mocno spadały też kursy akcji dużych koncernów przemysłowych. Po 5-6 proc. potaniały takie firmy, jak General Electric, American Express oraz Caterpillar. Ponad 5 proc. potaniały akcje koncernu BP, gdyż analitycy Standard & Poor's obniżyli dla tej spółki rating kredytowy. Spadały akcje Walmart, chociaż spółka zapowiedziała przeprowadzenie programu wykupu własnych akcji za 15 mld USD. W zeszłym roku Walmart skupił z rynku akcje o wartości 10 mld USD. Ponad 10 proc. zyskiwały natomiast papiery Oracle, gdyż analitycy Caris podwyższyli rekomendację dla spółki do "kupuj" z "neutralnie". Około 15 proc. po publikacji lepszych od oczekiwań wyników kwartalnych i optymistycznych prognoz na cały 2010 rok rosły akcje Martek Bioscencies.

Piątek był kolejnym dniem mocnego spadku wartości euro wobec dolara. Euro jest obecnie najtańsze wobec dolara od ponad czterech lat. W efekcie taniały surowce, a wraz z nimi akcje spółek paliwowych i surowcowych.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »