Związkowcy postawili sprawę jasno - jeśli do 21 września do rozmów o przyszłości polskiego górnictwa nie przystąpi premier Mateusz Morawiecki, rozpoczną się strajki i akcje protestacyjne.
Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, zapewnił, że premier jest człowiekiem dialogu. - Rozmawia ze wszystkimi grupami społecznymi i zawodowymi - podkreślił. O otwartości rządu na dialog przekonywał też rzecznik rządu Piotr Müller, zastrzegając jednak, że najpierw niektóre szczegóły dotyczące polskiego górnictwa należy ustalić w grupach roboczych. Na razie związki zawodowe regionu Śląska i Zagłębia ogłosiły pogotowie strajkowe. Górnicy są niezadowoleni z dotychczasowych rozmów ze stroną rządową. Negocjacje rozpoczęły się na początku sierpnia. Strony miały wypracować model restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, a w szczególności Polskiej Grupy Górniczej.
Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze
Górnicy zarzucają rządowi bezczynność wobec prób zaostrzania polityki klimatycznej przez Brukselę. Odrzucają założenia Polityki Energetycznej Polski do 2040 r.
Górnicy podkreślają, że nie udaje się dojść do wspólnych wniosków. Oceniają rozmowy "skrajnie negatywnie". Wzburzyły ich dodatkowo decyzje rządu dotyczące polityki klimatyczno - energetycznej.
- Region Śląska i Zagłębia wymaga długotrwałej transformacji. Powinna ona toczyć się przez 40 lat, do 2060 roku - podkreśla Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".
Górników nie przekonują kwoty, które miałyby trafić na wsparcie dla regionu. Na transformację w regionach górniczych ma zostać przeznaczone około 60 mld zł. - Pragniemy przypomnieć, że obliczony przez ekspertów Akademii Ekonomicznej w Katowicach koszt transformacji samej PGG waha się od 120 do 150 mld zł - mówi Kolorz.
Górnicy zarzucają rządowi bezczynność wobec prób zaostrzania polityki klimatycznej przez Brukselę. Odrzucają założenia Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Argumentują, że dokument tworzony był w zaciszu gabinetów, bez konsultacji środowiska górniczego.
Transformacja - wyzwanie, ale i szansa
- Postulaty górników są absurdalne, mając na uwadze transformację energetyczną, z której Polska zamierza i chce skorzystać. Rezygnacja z zamykania kopalń czy postawienie na technologię zgazowania węgla nie idzie w parze z korzyściami, jakie możemy uzyskać w wyniku transformacji. Mogą być nam przyznane ogromne środki - ocenia w rozmowie z Interią Jakub Szkopek, analityk DM mBanku.
Tym bardziej, że kierunek, w którym podążać będzie Europa, jest jasny. Celem jest jak największy udział zielonej energii i dojście do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Polska ma w tym obszarze wyjątkowo dużo do zrobienia.
Udział węgla w produkcji energii elektrycznej spada, ale powoli. Wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. W 2005 roku łączny udział węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii elektrycznej wynosił w sumie 89 proc., w 2018 roku 80 proc., a w 2019 roku 75 proc.
Szkopek podkreśla przy tym, że inna jest retoryka strony rządowej, jeśli chodzi o węgiel koksowy, wykorzystywany do produkcji stali, a inna, jeśli chodzi o węgiel energetyczny.
- Jest zgoda, że JSW, jako producent węgla koksowego, musi inwestować. Nie ma mowy o zamykaniu kopalń czy redukowaniu produkcji. Z kolei w odniesieniu do węgla energetycznego podkreśla się konieczność redukcji jego udziału w produkcji energii i zwiększania roli OZE - mówi.
Rezygnacja z zamykania kopalń czy postawienie na technologię zgazowania węgla nie idzie w parze z korzyściami, jakie możemy uzyskać w wyniku transformacji. Mogą być nam przyznane ogromne środki z UE.
Oczekiwanie na pomoc PFR
Rozwiązaniem na jakiś czas, zdaniem analityka, byłaby szybka decyzja Polskiego Funduszu Rozwoju o udzieleniu pomocy firmom górniczym. Te bowiem notują znaczące straty.
Niedawno prezes PFR Paweł Borys informował, że decyzja o wsparciu JSW w ramach tarczy antykryzysowej jest możliwa jeszcze w październiku, po zakończeniu due diligence w spółce, a decyzja o pomocy dla PGG nastąpi po zakończeniu rozmów zarządu spółki ze stroną społeczną. W ostatnim czasie JSW i Polska Grupa Górnicza wystąpiły o wsparcie w ramach tarczy antykryzysowej. Każda z firm wnioskuje o przyznanie 1,75 mld zł.
- Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest odłożenie decyzji co do górnictwa na następny rok. Przekazanie środków z PFR umożliwiłoby przeczekanie tego czasu - uważa analityk DM mBanku. - Koalicja jest zajęta swoimi sprawami, przed nimi kwestia redukcji wydatków administracyjnych, resortów, trwają rozmowy polityczne. To nie jest dobry moment, by otwierać dużą batalię z górnikami - dodaje Szkopek.
Według niego rząd nie może ugiąć się mocno przed żądaniami pracowników kopalń. Nie pozwala na to sytuacja rynkowa. Górnictwo krwawi i trzeba z tym coś zrobić. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy pojawia się realna szansa pozyskania konkretnych unijnych środków na transformację?
Cyganili nas przed wyborami, cyganili nas w trakcie wyborów i chcą nas cyganić dalej.
Liczby nie pozostawiają złudzeń
Obecnie na zwałach zalega 8 mln ton niesprzedanego węgla. Część firm ogłosiło, że wróciło już do poziomów produkcji sprzed pandemii. Tymczasem kryzys związany z koronawirusem przełożył się na spadek zapotrzebowania na energię elektryczną w najgorszym momencie o 10 proc.
- W przypadku bloków węglowych był on większy, wyniósł nawet 30 proc. Wynika to z tego, że w systemie energetycznym najpierw trzeba odebrać energię z OZE, a dopiero później z węgla - wyjaśnia Szkopek.
Problemem jest też cena krajowego surowca - wyższa niż importowanego. W Polsce węgiel wydobywany jest z pokładów położonych około jednego kilometra w głąb ziemi. Trudno nam konkurować, jeśli chodzi o koszty produkcji, z kopalniami, w których węgiel leży płyciej lub nawet wydobywany jest w kopalniach odkrywkowych. Stopniowo pogarszają się też parametry krajowej kopaliny: wyższy jest udział siarki, popiołu, chloro- i fluorowodoru, a także metali ciężkich, szczególnie rtęci.
O przechodzeniu firm na zieloną energię decyduje też prosta ekonomia. Dla wielu z nich problemem są koszty związane z emisją CO2. Wiele podmiotów podejmuje już działania na własną rękę, by taką emisję ograniczać. Można tu wspomnieć choćby chemiczną spółkę, Ciech, która planuje przechodzenie z węgla na gaz, angażuje się w budowę instalacji termicznego spalania odpadów i inwestuje w fotowoltaikę. W podobną stronę idą też inni, również państwowe koncerny, w tym KGHM, PKN Orlen czy PGNiG.
- Ten rok pokazuje, że mimo spowolnienia w przemyśle certyfikaty do emisji CO2 są drogie. Wszyscy przyzwyczajają się już do wysokich cen i podejmują długofalowe działania, by te koszty redukować - informuje Szkopek.
Już nawet wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin przekonuje, że produkcja energii z węgla jest kosztowna. - W dzisiejszych warunkach tak wysokich opłat za emisje CO2, produkcja energii z węgla jest produkcją bardzo drogą, powodującą jej niekonkurencyjność w porównaniu z innymi źródłami energii. To wymusza pewne działania - zapowiada.
"Cyganili, cyganią i będą cyganić..."
Nie wiadomo, jakie będą decyzje rządu i w którą stronę pójdą rozmowy. Pod koniec sierpnia premier mówił jednoznacznie, że proces zmian w górnictwie jest nieuchronny.
Zapewniał jednocześnie, że rząd chce, by w miejsce każdego redukowanego miejsca pracy w sektorze powstawało nowe, w innej branży. Minister klimatu Michał Kurtyka zapowiada, że dzięki transformacji energetycznej powstanie 300 tys. nowych miejsc pracy.
- Na nasze pytania, jak te 300 tys. miejsc pracy będzie wyglądać, w jakich sektorach stanowiska zostaną stworzone, władze nie były w stanie odpowiedzieć. Humorystycznie doszliśmy do wniosku, że chyba powstaną na Bałtyku, gdzie każdy górnik, każdy hutnik, część pracowników pracujących w przemyśle motoryzacyjnym dostanie ponton, łódkę, wiosła, plecak z chlebakiem i będą dmuchać w te wiatraki. To chyba najbardziej realne miejsca pracy dla ludzi pracujących w naszym regionie - mówił w poniedziałek podczas briefingu Dominik Kolorz. - Cyganili nas przed wyborami, cyganili nas w trakcie wyborów i chcą nas cyganić dalej - dopowiedział w wywiadzie dla Radia Piekary.
Mimo że - jak zapewniał szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" - otrzymywał już w poniedziałek telefony od części górników z propozycją natychmiastowego rozpoczęcia strajku, postanowiono o wstrzymaniu akcji jeszcze przed tydzień. Górnicy czekają na odzew premiera. - Mamy nadzieję, że uda się dojść do pewnych ustaleń i rozwiązań systemowych - informował w piekarskiej rozgłośni.
Monika Borkowska











