Reklama

Węgiel, górnicy i kopalnie. Tego problemu nie da się zasypać

Z punktu widzenia rządu najwygodniej byłoby odsunąć w czasie ostateczne decyzje w sprawie górnictwa na przyszły rok. Teraz na najwyższym szczeblu politycznym rozstrzyga się kwestia cięcia wydatków administracyjnych, ograniczeń liczby resortów, wyzwaniem pozostaje pandemia. Decyzja PFR o pomocy dla kopalń pomogłaby zasypać dziurę w górniczych spółkach. Ale to jak łatanie plastrem rany postrzałowej. Na dłuższą metę zmiany systemowe są nieodzowne.

Związkowcy postawili sprawę jasno - jeśli do 21 września do rozmów o przyszłości polskiego górnictwa nie przystąpi premier Mateusz Morawiecki, rozpoczną się strajki i akcje protestacyjne.

Reklama

Michał Dworczyk, szef kancelarii premiera, zapewnił, że premier jest człowiekiem dialogu. - Rozmawia ze wszystkimi grupami społecznymi i zawodowymi - podkreślił.

O otwartości rządu na dialog przekonywał też rzecznik rządu Piotr Müller, zastrzegając jednak, że najpierw niektóre szczegóły dotyczące polskiego górnictwa należy ustalić w grupach roboczych.

Na razie związki zawodowe regionu Śląska i Zagłębia ogłosiły pogotowie strajkowe. Górnicy są niezadowoleni z dotychczasowych rozmów ze stroną rządową. Negocjacje rozpoczęły się na początku sierpnia. Strony miały wypracować model restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego, a w szczególności Polskiej Grupy Górniczej.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Górnicy podkreślają, że nie udaje się dojść do wspólnych wniosków. Oceniają rozmowy "skrajnie negatywnie". Wzburzyły ich dodatkowo decyzje rządu dotyczące polityki klimatyczno - energetycznej.

- Region Śląska i Zagłębia wymaga długotrwałej transformacji. Powinna ona toczyć się przez 40 lat, do 2060 roku - podkreśla Dominik Kolorz, szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności".

Górników nie przekonują kwoty, które miałyby trafić na wsparcie dla regionu. Na transformację w regionach górniczych ma zostać przeznaczone około 60 mld zł. - Pragniemy przypomnieć, że obliczony przez ekspertów Akademii Ekonomicznej w Katowicach koszt transformacji samej PGG waha się od 120 do 150 mld zł - mówi Kolorz.

Górnicy zarzucają rządowi bezczynność wobec prób zaostrzania polityki klimatycznej przez Brukselę. Odrzucają założenia Polityki Energetycznej Polski do 2040 r. Argumentują, że dokument tworzony był w zaciszu gabinetów, bez konsultacji środowiska górniczego.

Transformacja - wyzwanie, ale i szansa

- Postulaty górników są absurdalne, mając na uwadze transformację energetyczną, z której Polska zamierza i chce skorzystać. Rezygnacja z zamykania kopalń czy postawienie na technologię zgazowania węgla nie idzie w parze z korzyściami, jakie możemy uzyskać w wyniku transformacji. Mogą być nam przyznane ogromne środki - ocenia w rozmowie z Interią Jakub Szkopek, analityk DM mBanku.

Tym bardziej, że kierunek, w którym podążać będzie Europa, jest jasny. Celem jest jak największy udział zielonej energii i dojście do neutralności klimatycznej w 2050 roku. Polska ma w tym obszarze wyjątkowo dużo do zrobienia.

Udział węgla w produkcji energii elektrycznej spada, ale powoli. Wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. W 2005 roku łączny udział węgla kamiennego i brunatnego w produkcji energii elektrycznej wynosił w sumie 89 proc., w 2018 roku 80 proc., a w 2019 roku 75 proc.

Szkopek podkreśla przy tym, że inna jest retoryka strony rządowej, jeśli chodzi o węgiel koksowy, wykorzystywany do produkcji stali, a inna, jeśli chodzi o węgiel energetyczny.

- Jest zgoda, że JSW, jako producent węgla koksowego, musi inwestować. Nie ma mowy o zamykaniu kopalń czy redukowaniu produkcji. Z kolei w odniesieniu do węgla energetycznego podkreśla się konieczność redukcji jego udziału w produkcji energii i zwiększania roli OZE - mówi.

Oczekiwanie na pomoc PFR

Rozwiązaniem na jakiś czas, zdaniem analityka, byłaby szybka decyzja Polskiego Funduszu Rozwoju o udzieleniu pomocy firmom górniczym. Te bowiem notują znaczące straty.

Niedawno prezes PFR Paweł Borys informował, że decyzja o wsparciu JSW w ramach tarczy antykryzysowej jest możliwa jeszcze w październiku, po zakończeniu due diligence w spółce, a decyzja o pomocy dla PGG nastąpi po zakończeniu rozmów zarządu spółki ze stroną społeczną. W ostatnim czasie JSW i Polska Grupa Górnicza wystąpiły o wsparcie w ramach tarczy antykryzysowej. Każda z firm wnioskuje o przyznanie 1,75 mld zł.

- Wydaje się, że najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest odłożenie decyzji co do górnictwa na następny rok. Przekazanie środków z PFR umożliwiłoby przeczekanie tego czasu - uważa analityk DM mBanku. - Koalicja jest zajęta swoimi sprawami, przed nimi kwestia redukcji wydatków administracyjnych, resortów, trwają rozmowy polityczne. To nie jest dobry moment, by otwierać dużą batalię z górnikami - dodaje Szkopek.

Według niego rząd nie może ugiąć się mocno przed żądaniami pracowników kopalń. Nie pozwala na to sytuacja rynkowa. Górnictwo krwawi i trzeba z tym coś zrobić. Kiedy, jeśli nie teraz, gdy pojawia się realna szansa pozyskania konkretnych unijnych środków na transformację?

Liczby nie pozostawiają złudzeń

Obecnie na zwałach zalega 8 mln ton niesprzedanego węgla. Część firm ogłosiło, że wróciło już do poziomów produkcji sprzed pandemii. Tymczasem kryzys związany z koronawirusem przełożył się na spadek zapotrzebowania na energię elektryczną w najgorszym momencie o 10 proc.

- W przypadku bloków węglowych był on większy, wyniósł nawet 30 proc. Wynika to z tego, że w systemie energetycznym najpierw trzeba odebrać energię z OZE, a dopiero później z węgla - wyjaśnia Szkopek.

Problemem jest też cena krajowego surowca - wyższa niż importowanego. W Polsce węgiel wydobywany jest z pokładów położonych około jednego kilometra w głąb ziemi. Trudno nam konkurować, jeśli chodzi o koszty produkcji, z kopalniami, w których węgiel leży płyciej lub nawet wydobywany jest w kopalniach odkrywkowych. Stopniowo pogarszają się też parametry krajowej kopaliny: wyższy jest udział siarki, popiołu, chloro- i fluorowodoru, a także metali ciężkich, szczególnie rtęci.

O przechodzeniu firm na zieloną energię decyduje też prosta ekonomia. Dla wielu z nich problemem są koszty związane z emisją CO2. Wiele podmiotów podejmuje już działania na własną rękę, by taką emisję ograniczać. Można tu wspomnieć choćby chemiczną spółkę, Ciech, która planuje przechodzenie z węgla na gaz, angażuje się w budowę instalacji termicznego spalania odpadów i inwestuje w fotowoltaikę. W podobną stronę idą też inni, również państwowe koncerny, w tym KGHM, PKN Orlen czy PGNiG.

- Ten rok pokazuje, że mimo spowolnienia w przemyśle certyfikaty do emisji CO2 są drogie. Wszyscy przyzwyczajają się już do wysokich cen i podejmują długofalowe działania, by te koszty redukować - informuje Szkopek.

Już nawet wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin przekonuje, że produkcja energii z węgla jest kosztowna. - W dzisiejszych warunkach tak wysokich opłat za emisje CO2, produkcja energii z węgla jest produkcją bardzo drogą, powodującą jej niekonkurencyjność w porównaniu z innymi źródłami energii. To wymusza pewne działania - zapowiada.

"Cyganili, cyganią i będą cyganić..."

Nie wiadomo, jakie będą decyzje rządu i w którą stronę pójdą rozmowy. Pod koniec sierpnia premier mówił jednoznacznie, że proces zmian w górnictwie jest nieuchronny.

Zapewniał jednocześnie, że rząd chce, by w miejsce każdego redukowanego miejsca pracy w sektorze powstawało nowe, w innej branży. Minister klimatu Michał Kurtyka zapowiada, że dzięki transformacji energetycznej powstanie 300 tys. nowych miejsc pracy.

- Na nasze pytania, jak te 300 tys. miejsc pracy będzie wyglądać, w jakich sektorach stanowiska zostaną stworzone, władze nie były w stanie odpowiedzieć. Humorystycznie doszliśmy do wniosku, że chyba powstaną na Bałtyku, gdzie każdy górnik, każdy hutnik, część pracowników pracujących w przemyśle motoryzacyjnym dostanie ponton, łódkę, wiosła, plecak z chlebakiem i będą dmuchać w te wiatraki. To chyba najbardziej realne miejsca pracy dla ludzi pracujących w naszym regionie - mówił w poniedziałek podczas briefingu Dominik Kolorz. - Cyganili nas przed wyborami, cyganili nas w trakcie wyborów i chcą nas cyganić dalej - dopowiedział w wywiadzie dla Radia Piekary.

Mimo że - jak zapewniał szef śląsko-dąbrowskiej "Solidarności" - otrzymywał już w poniedziałek telefony od części górników z propozycją natychmiastowego rozpoczęcia strajku, postanowiono o wstrzymaniu akcji jeszcze przed tydzień. Górnicy czekają na odzew premiera. - Mamy nadzieję, że uda się dojść do pewnych ustaleń i rozwiązań systemowych - informował w piekarskiej rozgłośni.

Monika Borkowska

Dowiedz się więcej na temat: węgiel | górnictwo | energetyka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »